niedziela, 10 października 2010

Obecna! 10-10-10

Cześć, no i bardzo szybko kolejny weekend się skończył. W sobotę wieczorem zrobiłyśmy sobie małe party – wódka i wino, no niezła kombinacja. Efekty były bardzo przewidywalne tzn. spałyśmy jak dzieci do samego rano, kiedy to o 6: 30 budzik zadzwonił i wzywał do kościoła. 8:45 Już na zajęciach, nawet Pan dr wyjątkowo się nie spóźnił. Ale i tak miałam wystarczająco dużo powodów, aby się zdenerwować. Nieważne.
Dzisiaj wracam do Poznania, mam nadzieję tylko usłyszeć, że jutro rano biegamy na siłowni, zastanawiam się czy nie zrobić sobie intensywnego treningu bieganie + ćwiczenia. To mi pomaga, praktycznie we wszystkim zadowolenie z własnego wyglądu, a może bardziej samopoczucie jest częściowym kluczem do bycia szczęśliwym. A niestety takie weekendy: w biegu, nieregularnym jedzeniem, nadmiarem alkoholu i brakiem snu wpływa jedynie niekorzystnie. Siedzę tu jak wielki balon, któremu oczy się zamykają. Dlatego fizyczna praca nad sobą pozwoli zniwelować po weekendowe przeciążenie ciała.
A dusza? Dusza leczy się sama, weekendy nic nie zmieniają. Takie wyjazdy jedynie utwierdzają mnie w przekonaniu, że wiem gdzie jest moje miejsce, wiem gdzie jest mi dobrze i wiem, jakie miejsca, obrazy, osoby, potrafią sprawić, iż każdy dzień jest inny, piękny.
Bo mimo tego, iż czułam się jak córka marnotrawna, jak ktoś, – kto przegrał walkę z losem, kiedy z podkulonym ogonem wróciłam do domu, do mamy, do sióstr. Moja kochana rodzina nie dała mi odczuć, mojej własnej, wielkiej porażki życiowej. I to jest piękne, pozwalają mi się samej z tym zmierzyć, wspierają duchowo – to się czuje, jednocześnie o nic nie pytają. Każda z tych osób, chce jednego – szczęścia innych osób w rodzinie, chyba nigdy nasza rodzina nie była tak zgrana i tak piękna. Zawsze marzyłam, aby tak było. Abyśmy umieli borykać się z trudnościami i przeciwnościami losu. Kiedyś było to naprawdę ciężkie, wiadomo 3 dziewczyny w wieku nasto-letnim (każda miała 150 głupkowatych pomysłów na minutę) + mama i tata, którzy gdy mieszkaliśmy pod jednym dachem nie byli dla siebie oparciem. I nagle coś się zmieniło, ale dlaczego i jak? Co się stało? Może głupkowate dziewczynki stały się mądrymi kobietami? A rodzice zamieszkali osobno i każdy dał sobie na wstrzymanie i rozpoczął częściowo oczywiście - nowe życie.
Niestety, gdy wszystko zaczęło się układać i biec swoim rytmem – ja byłam daleko od domu (na wyspach). Wiedziałam wtedy, że najgorsze, co mogę zrobić to wrócić do domu, pamiętałam tylko te głupkowate dziewczynki i rodziców, którym brakuje nitki porozumienia. Po powrocie do Polski, zamieszkałam z narzeczonym – niestety 544km od mojej rodziny, która już wtedy się zmieniła. Przyjeżdżałam na święta, weekendy i widziałam te zmiany – jednocześnie miałam świadomość, że nigdy do tego świata nie wrócę, tak jakby ktoś mnie wykreślił z listy. Zapragnęłam bliskości, zrozumienia i powrotu.
Nigdy nie myślałam, że rodzina może być tak ważna, tak istotna dla duszy, jej pomoc i wsparcie łagodzi jak balsam z aloesem, który dodatkowo tworzy warstwę ochronną przed kolejnymi smutasami.
Chyba dopiero teraz stałam się mądrą kobietą, wiem co w życiu jest naprawdę ważne.
Dlatego doszłam do wniosku, że nie mogę żyć bez rodziny, wróciłam i wpisałam się ponownie do dziennika i jestem za każdym razem, gdy wyczytują listę obecności.

1 komentarz:

  1. Kochana
    Nie będę przy każdym poście wpisywać komentarza, wolę raz, a porządnie. Przede wszystkim cieszy mnie, że wróciłaś, że jesteś obecna i, co najważniejsze, szczęśliwa, cieszy mnie, że zaczynasz odkrywać siebie sprzed 4 lat. Ja dostałam drugą szansę od losu i mogę Ci tylko powiedzieć, że to cholernie dobre uczucie wiedzieć, że teraz życie biegnie tak jak chcę, a nie gdzieś obok, nie przemyka i nie wkurza mnie codzienna gonitwa. Dlaczego? Bo widzę cel tej wędrówki, bo każdy dzień jest piękniejszy, a nawet gdy pojawiają się jakieś problemy to jest przy mnie ktoś, kto mnie wspiera, kto - co ważniejsze - naprawdę chce być i podawać pomocną dłoń. Ostatnio w radio słyszałam piosenkę, która powinna stać się mottem dla każdego (na pewno ją znasz...) Na zawsze i na wieczność uczyńmy z życia święto, by będąc tu przez chwilę wszystko zapamiętać, nasza droga nigdy się nie skończy, a kto odejdzie na zawsze będzie sam...

    OdpowiedzUsuń