czwartek, 7 października 2010

Szczęście


Dlaczego ludzie decydują się pisać, pisać, o czym? Może, dlatego, że marzą o tym, aby być sławni, albo dlatego, że chcą się wypisać – tzn. wyżalić jak dobrej kumpeli w rękaw, Albo jeszcze z innego powodu, kończą, albo zaczynają jakiś kolejny etap w ich życiu i koniecznie chcą się tym podzielić, albo dostali od życia drugą szansę, a teraz jak biała karta, zapisują po kolei tylko to co może przynieść nam kolejny dzień. A ja? A ja tylko, dlatego, że dawno nic nie pisałam, że przez jakieś ostatnie 4 lata wyszłam z wprawy i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Już naprawdę nie wiem jak coś napisać poprawnie, albo nawet powiedzieć, nawet w podstawówce nie robiłam tyle błędów, – co się ze mną stało? Gdzie jest moja piękna poprawna polszczyzna, to ja zawsze poprawiałam i nigdy nikt nie musiał mnie poprawiać. Dlatego właśnie piszę, będą to prawdopodobnie niekończące się bzdety wypływające, spod palcy, zwykłe uderzenia na klawiaturze, które kolejno wydaja inne dźwięki.
Na co dzień moje życie wygląda całkiem mało zwyczajnie, postępuję dziwnie, nie tak jak chociażby 2 miesiące temu – ten okres zapamiętam do końca życia. Bo gdy nasze, życie zmienia się nie do poznania to pamiętamy te momenty. Życie codzienne z dnia na dzień, w domu z psem, z pracą i studiami, z ludźmi, którzy zawsze twierdzili, że kochają. Czy mi się to podobało? Chciałam, ale to bardzo, aby moja natura przywykła do życia z dnia na dzień, całkiem uporządkowanego, całkiem do rzeczy, bardzo skrupulatnie zaplanowanego i udało mi się, częściowo niestety – bo w tym wszystkim pięknym, prostym, harmonijnym życiu nie udało mi się odnaleźć tego co kocham, tego co ja zawsze uważałam za najważniejsze w życiu, tego co wydaje mi się być najważniejsze dla każdego człowieka – SZCZĘŚCIE i oczywiście wypisuję je z dużych liter, bo to szczęście, o którym właśnie teraz piszę to szczęście nieskończone, takie, dzięki któremu będę wiedzieć, że nic złego już się nie stanie, takie o którym mam tylko ja wyobrażenie (bo każdy szczęście interpretuje inaczej)– pragnę tego jak niczego innego na świecie.
Dlatego właśnie nie zawracam sobie głowy bzdetami jak praca czy pieniądze, chociaż powinnam bo one kiedyś się kończą, a mnie dopadnie za chwilę mój pracoholizm. Dlatego walczę z tym i to bardzo, chociaż w dzisiejszym świecie nie jest to łatwe…. Zresztą… nic nie jest łatwe, wszystko wymaga pracy i poświeceń.
Poświęceń hehe – no tak bo jest 7: 30 sobota a ja już jestem w Krakowie po całej nocy spędzonej w pociągu z Poznania, niestety zrobiło się zimno, a to oznacza, że październik też się zbliża czyli zajęcia na kochanym UEK-u.
McDonald jedyna i odwieczna restauracja, która jest otwarta zawsze i wszędzie, dlatego gdy cała galeria Krakowska w sobotni poranek jeszcze głęboko śpi, gorąca kawa, laptop i ja. Zwarci czekamy na kolejny dzień, który tak naprawdę nadszedł wraz z godziną 00:00. Dlaczego o tym piszę? Bo właśnie tutaj usłyszałam motyw przewodni dzisiejszego dnia… don`t worry  be happy… Koło godziny 11-12 czekam na bardzo ważną informację dotyczącą mojego samochodu, a raczej stanu technicznego czekam na naprawę już ponad miesiąc, mam nadzieję go odebrać, ale jeśli tak się nie stanie I will be happy anyway.
Zresztą niesamowite jest to, że, od kiedy mieszkam w Poznaniu, nie mam czasu dla siebie – naprawdę nie wiem jak to się stało – czuję się niesamowicie, wreszcie odkryłam, że to co robię, gdzie jestem, z kim przebywam, pomaga mi dążyć do mojego upragnionego szczęścia, tu jest moje miejsce – tak właśnie. Tylko czy to może trwać wiecznie?
Ostatnie zdarzenia mojego życia pokazały, że jeśli już coś się sypie to wszystko od razu i tym razem boję się, że będzie tak samo, że kto jak kto, ale ja nie mogę okazywać zbyt wielkiego zadowolenia z życia lub samej siebie, bo to wszystko w mgnieniu oka pęknie, a wtedy to już nic nie będzie.
Wczoraj wieczorem oglądałam film, wiedziałam, że jest mi ciepło, miło, przytulnie a co najważniejsze – czułam się bezpieczna, jakby ktoś zapiął mi niewidzialne pasy i trzymał mocno, uśmiechnęłam się sama do siebie i zamknęłam na chwilę oczy, może to pesymizm, który przeze mnie przemawia, ale zobaczyłam coś, czego widzieć nie chciałam, perspektywa nocnej jazdy pociągiem (podróżowania i to samej nigdy się nie bałam) w tym momencie przytrzymałam się mocno krawędzi kanapy i pomyślałam, że chcę zostać tu gdzie jestem i nie chce nigdzie jechać, a gdy otworzyłam już oczy, wszystko było po staremu znowu czułam się bezpieczna i z taka myślą wsiadłam do pociągu, noc minęła spokojnie, prócz oczywiście jakiś wrzasków na korytarzu, zapięłam pasy bezpieczeństwa w swojej głowie i już się nie bałam nawet najgorszego uderzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz