czwartek, 11 listopada 2010

11-11-2010

Dzisiaj mamy 11 listopada, to nie tylko święto niepodległości w naszym kraju, ale również imieniny Marcina, – czyli Rogale Marcińskie. Jedyne w swoim rodzaju, czeka się na nie cały rok. Mimo tego, że są dostępne praktycznie w każdej cukierni przez okrągły rok. To jednak 11 listopada są wyjątkowe w smaku i cenie;/ no ale tak już jest. Wszystko, co przyprawia nas o dodatkowe kilogramy kosztuje nie tylko wysiłkiem, aby to zrzucić, ale również wypłukuje nam portfel.
Wczoraj spędziłam całkiem miły dzień, po południu spotkałam się z moją Basią, wreszcie się broni, ile ja słyszałam o pisaniu tej pracy, o poprawkach i konsultacjach – wreszcie się udało 30 listopada broni jak niepodległości swojej pracy. Będę trzymać kciuki na bank będzie 5+. Następnie wybrałam się na tańce, jakoś średnio mi szło. Bolała mnie ta noga, albo przeszkadzała, nie myślałam, że w konsekwencji w nocy nie będę mogła przez to spać. Potem miła kolacja we dwoje. Naprawdę udany dzień. Dzisiaj znowu nachodzi mnie nostalgia i brak optymizmu. Od czego to zależy, dlaczego nie umiem sobie jakoś poradzić. Może po prostu brak wiadomości w sprawie jakiejkolwiek pracy rozstraja mnie nerwowo i wykańcza powoli. Czasem myślę, że to wszystko jest bez sensu, że ja i tak nie będę w pełni szczęśliwa, bo chyba jeszcze nigdy na to nie zasłużyłam. Albo może za dużo wymagam od życia. W każdym razie pełnia szczęścia, – co to jest, tak sobie myślę… może chciałabym być w 100% zdrowa, chciałabym mieć super pracę, która nie tylko pozwalałaby mi utrzymać się od dziesiątego do dziesiątego, ale realizować zachcianki (nie jakieś wybujałe) spontaniczne i ważne. Nie wiem, co mam na myśli pisząc ważne, ale pewnie chodzi o to, abym mogła poczuć się wolna, a także poczuć, że robię to, co kocham i to, w czym jestem naprawdę dobra. Chciałabym skończyć studia. I chciałabym poczuć się kochana (przez faceta, – bo rodzina wiem, że kocha mnie na swój sposób). Tak na zabój, naprawdę, na zawsze. Czy to takie trudne? Czy jestem, aż tak wymagająca? Że chcę się samorealizować, że chcę być samodzielna i szczęśliwa? A może to wszystko nie jest realne, nie do osiągnięcia, a ja marzę o czymś, co gdy zacznę realizować, albo czuć, że jedna z tych rzeczy się spełnia… to… świat się skończy. I nic już nie będzie. Wiec może powinnam przyzwyczaić się do szarego i przykrego życia mając nadzieję, i oczekując na cud, że kiedyś osiągnę mój cel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz