poniedziałek, 22 listopada 2010

wracam...

Dzisiaj mamy 21 listopada 2010, właśnie niczym olej kujawski tłoczę się w pociągu.
Pobyt w Dębicy niestety nie mogę uznać za udany. Niby wszytsko było po staremu, niby zajęcia minęły jak zwykle, ale jednak coś było nie tak. W sobotę rano pojechałysmy z kochaną moją koleżanką do miasta, chciała mi jedynie pokazać nowe miejsce, które zostało otwarte tuż po moim wyjeździe, a którego nigdy nie miałyśmy czasu odwiedzić. Nieważne. Chodzi o to, że nagle ogarnęło mnie uczucie sentymentu do tego miejsca, w sumie może to jest całkiem naturalne po dwóch latach mieszkania w tej miejscowości. Ale to było takie dziwne, te uliczki nie zieniły się wcale, te same miejsca wyglądają tak samo, ale jakoś tak inaczej się na to patrzy, inne odczucia i myśli. Kiedyś to była codzienność, przemierzanie tymi samymi drogami kilku kilometrów to do sklepu, to do pracy, na uczelnie, albo na spotkanie z przyjaciółmi. Hmm coś się zmieniło bezpowrotnie, na zawsze i nigdy już nie będzie tak samo. Może trochę szkoda, łezka kręci się, ale...jakoś nie może spłynąć po policzku. I dobrze! Niech tak będzie, niech nie spływa, to co było przeminęło bez sentymentów.
Znowu wracam do Poznania, ale tym razem mój powrót będzie mam nadzieję ostateczny. Bedzie on jednym z wielu powrotów, ale ten będzie troszkę inny. Jadę właśnie do mojego Taty aby jutro rano wziąć moje świeżo naprawione autko i powrócić do Poznania. Powiem szczerze, że jakoś nie wierzę, że ta cąła historia po tylu przejściach i długich dniach oczekiwania może się tak po prostu skończyć. Jutro zabiorę całą resztę moich rzeczy, łącznie z najważniejszym i najcenniejszym bombelkiem – autem. I powrócę, ojjj tak to będzie piękna chwila, kiedy przekroczę bramy Poznania. Sama, zwycięsko wyszłam z tej wirtualnej bitwy z przeszłością. Będę mogła ostatecznie zamknąć to za sobą, raz na zawsze. Wiem, że z tą mam nadzieję jutrzejszą chwilą (bo tak naprawdę to bardzo się boję, nie wiem co jeszcze spotka mnie na trasie i jak będę się czuła za kierownicą bombla=pochodzi od bomby, a nie bąbla,)zakończy się fatum kłopotów i niepowodzeń, a reszta pójdzie juz z górki- teraz będzie tylko lepiej. Trzymajcie za mnie kciuki, niech dzień 22 zakończy się tak jak sobie tego marzę, spokojem, spokojem wewnątrz mnie i już nie nadzieją, ale pewnością, że przeszłość mnie nie dogoni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz