„… I tried so hard and got so far but in the end it doesn`t even matter.
I had to fall to lose it all but in the end it doesn`t even matter…”
Czy czegoś wam to nie przypomina? Jedna z moich ulubionych piosenek, taka prawdziwa i każdy z nas o tym wie. Więc, po co to wszystko, kiedy i tak to przestanie istnieć, przestana istnieć, marzenia, sny, przyszłość i będzie wielkie NIC. Przypomniał mi się Arci z liceum i jego sławne: „i tak wszyscy umrzemy”. Czy dlatego nie powinniśmy się starać? Nie powinniśmy upadać i podnosić się, bo to wszystko nie będzie miało kiedyś znaczenia?
Tak mnie jakoś naszło dziś na rozmyślanie o przyszłości, niestety, jeśli nie będziemy się starać to wszystko szlag trafi dużo szybciej niż nam się zdaje. Dlatego nie możemy nikogo zostawiać, nie możemy myśleć tylko o sobie, nie możemy być egoistami. Jednak, gdy życie nie układa się po naszej myśli i jeśli kogoś będziemy musieli zostawić, to zrobić tak, aby nie bolało – niestety to zawsze boli, im bardziej nam na kimś zależy tym bardziej to boli. Jednak porzucenie wszystkiego i wszystkich to jest najprostsze wyjście ze wszystkich. Można przecież postarać się coś zmienić. Można…, ale to wymaga od nas ciężkiej pracy, poświęcenia i to od obu stron. Ale można! Oczywiście, że tak. Być z kimś za wszelką cenę mimo przeciwności losu i odległości. Wierzcie mi – nigdy nie wierzyłam w związki na odległość, a może inaczej. Nigdy nie wierzyłam, że ktoś może mnie tak kochać, albo komuś może, aż tak zależeć, aby poświęcił dla mnie część siebie, swojego życia, prywatności, relacji z najbliższymi. Ale jeśli znajduje się właściwą osobę, nic nie jest straszne. Oczywiście – rozstania nie cementują związków, ale pozwalają pomyśleć i ustalić priorytety w życiu, pozwolą znaleźć swoje miejsce w życiu. Dzisiaj wstałam bardzo późno o 10: 00 obudził mnie sms, inaczej nie ruszyłabym nawet palcem, aby sprawdzić, która godzina. Stanęłam przed lustrem, spojrzałam sobie głęboko w oczy i zastanawiałam się, do czego mnie to wszystko prowadzi, że przecież będę bardzo cierpieć, nie uporam się w tym wszystkim, za dużo, boję się przyszłości. Tu i teraz wiem, że moim miejscem na ziemi jest Poznań i tu chcę się zestarzeć. I dlaczego los wysyła mnie znowu gdzieś daleko, pomógł przetrwać depresyjną jesień w towarzystwie osób i miejsc, które kocham, a na ciężką zimę wysyła na koniec polski, a pociągi staną nie nieodzowną częścią weekendów. Skończyłam myć zęby i znowu spojrzałam w lustro i zaczęłam się śmiać. Bo nie ma znaczenia gdzie będę i co będę robić. Teraz się poświęcę, aby emeryturę spędzić w Poznaniu. Tutaj wrócę, nie wiem, może wcześniej wywieje mnie do Honolulu, albo na Grenlandię, ale wrócę i za każdym razem powroty będą sprawiały mi wiele radości. Bo nie jest ważne gdzie się spędza życie, ważne, z kim i ważna jest świadomość, że mamy dokąd wracać. No i całe szczęście, bo Poznań jest idealnym miejscem do powrotów.
Zimno mi w ręce od tego pisania, jednak coś mi karze pisać… sama nie wiem, o czym, może pochwalę Basię, za to że obroniła swoją niepodległość na 5! – Wiedziałam, że tak będzie gratuluję. A może o tym, że wreszcie moje auto jest sprawne i pokocham je znowu, na nowo. I może napiszę jeszcze, że mam najlepszy plan na Sylwestra w tym roku. Ciepła piżama i kołdra i kieliszek wina. Są chętni? Hahaha pomyślicie, że jestem już na emeryturze? Szczerze – dawno nie byłam na „normalnym” sylwestrze i jakoś żyję, czy te lata były gorsze, czy coś się przez to zmieniło, czy jestem gorsza od innych? Jakoś szczerze w to wątpię. Dzień, jak co dzień, po co robić z tego jakąś aferę i tak nie lubię szampana…
;) wiesz, że zawsze masz gdzie wracać, więc nie smuć się i leć z wiatrem, za marzeniami, za spełnieniem, nasze ramiona zawsze przyjmą Cie z powrotem!
OdpowiedzUsuńBasia