środa, 22 grudnia 2010

Święta

Kochani,
Święta zbliżają się wielkimi krokami, sama nie wiem, dlaczego te ostatnie miesiące tak szybko minęły. Coś mi sie wydaje, że co roku, każdy rok wydaje nam się być krótszy, od poprzedniego. Te Święta zapowiadają sie dość rodzinnie. W sumie jak zwykle, ale jednak jakoś inaczej, będą one w każdym razie dla mnie swoistym przejściem z jednego życia do drugiego. Taka jakby brama do.... sama nie wiem co to będzie. Kolejny, kolejny etap. Dziś rozmawiałam z mamą, jak szybko minęły te miesiące od sierpnia, że nic konkretnego nie udało mi się zrobić i zaczęłyśmy wymieniać. A może powinnam wymieć co udało mi się zrobić przez ostatni rok. Hmm było tego trochę.
Zdałam dwie sesje na UEK, ustaliłam datę ślubu, zarezerwowałam miejsce na ślub, zorganizowałam wyprawę na Dolny Śląsk, następnie postanowiłam zmienić swoje życie, nabrałam dystansu do paru spraw,przeżyłam wielkie Katharsis 9 lipca, rzuciłam pracę, której nie lubiłam, spakowałam samochód, zostawiłam za sobą 4 lata życia, zrywając zaręczyny, odmawiając salę weselną, w efekcie przestałam kochać, zepsułam swoje auto. Nastepnie uczestniczyłam, w czymś co było dla mnie dość niesamowite, po tym wszystkim, nieprawdopodobne, w 3 ślubach, jeden za drugim - maraton. (sama nie umiem tego skomentować tak jak to powinno zostać skomentowane. Bo te śluby to taka bariera, przepaść, między tym co robię teraz, a tym do czego dążyłam parę miesięcy wcześniej)cierpiałam, płakałam i opadałam z sił. Następnie odwiedziłam Egipt i zapisałam się na bezrobocie, rozpoczęłam kolejny rok studiów - niezmiernie cieżki jeśli chodzi o dojazdy, rozpoczęłam kurs tańca i bieganie na siłowni. Przeżyłam wspaniały weekend w Drałowie. Znalazłam pracę i mieszkanie na kolejnym krańcu świata. W zeszły weekend rozpoczęłam sezon narciarski w Szczyrku. Teraz będę spędzać Święta z moją kochana rodziną. A co najważniejsze podsumowując ten rok, czuję nie tylko że kocham, ale że jestem kochana, czuję, że ta miłość mnie umacnia, a nie osłabia, czuję, że nie muszę się już o nic martwić i niczego bać.
Czuję się jakbym wróciła z długiej podróży... z nikąd.
Ten rok chyba nie był nudny, sądzę, że nawet wspaniały, nauczył wiele i pokazał, że można, można wszystko. Ja mogę i czuję się silna!
Życzę Wam wszytskim na te Święta dużo siły, cierpliwości, a każde smutki, cierpienia i łzy zostaną wynagrodzone.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz