Już po weekendzie, na dobrą sprawę poniedziałek też już się powoli kończy.
Jestem strasznie zmęczona, dzisiaj mały relaks i pójdę wcześnie spać... dzisiejsza noc będzie inna niż te poprzednie, dzisiaj będę miała do kogo się przytulić, na samą myśl chcę zabrać płaszcz i torebkę i uciec stąd do mieszkania w którym, ktoś na mnie czeka... to jest naprawdę wspaniałe uczucie.
Weekend był całkiem dziwny. W piątek wylądowałam w Poznaniu i zrobiłam wszytskim wielką niespodziankę. Następnie długa i męcząca noc w pociągu i zaliczenia w sobote. Niestety już w sobotę nie udało mi się obejść bez apteki, to był jakiś horror, koszmar z którego bardzo chciałam się obudzić. Nie potrafiłam nawet uwierzyć, że lek, który kupiłam mógłby mi pomóc. Całe szczęścia w niedzielę było już lepiej, nieznaczy to jednak, że nagle wyzdrowiałam, nie wiem co mi jest i nie mam czasu tego sprawdzić... może innym razem, nie lubie tracić czasu na lekarzy.
W pociągu powrotnym w Poznaniu dosiadł się do mnie mój gość. Czułam się bezpieczna i mogłam spokojnie spać w pociągu, ale i tak tej nocy mało spałam, wsyztsko mnie bolało i denerwowało, może przez napięcia, które jak impulsy elektryczne przeszywają moje ciało.
No i tak z tego pisania zostało mi 25 minut do powrotu do domu, jakieś zakupy czy obiad i marzę o ciepłym dresie i świeczkach i co najważniejsze o moich silnych ramionach, które przytulą i dzięki którym będę czuła się lepiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz