No tak, dokładnie jest tak jak napisałam.
Nowy rok 2011 wszyscy robią wiele szumu o zmianę daty, bo przecież nic więcej się nie zmienia. No może prócz całego mojego życia.
Od tygodnia mieszkam już w Świnoujściu, całkiem sama i czuję się z tego powodu dość staro. Zawsze uważałam, że tylko albo starzy kawalerowie, albo stare panny mieszkają same i to po trzydziestce. Mi całe szczęście do tego wieku jeszcze daleko, mimo wszystko jest to dziwne.
Praca nowa, super podoba mi się, Polska jest jaka jest i Włosi nie potrafią się przyzwyczaić, to czyni moją pracę bardzo śmieszną w niektórych momentach.
Jutro czeka mnie kolejny zbliżajacy się długi dzień w pracy i podróż na koniec świata. Ze Świnoujścia, przez Poznań, a następnie Warszawę do Dębicy, na kolejne zajęcia i zaliczenia. Nie ma wyjścia, byle by tylko moje zdrowie to wytrzymało. Niby nie powinno być tak stresująco jak poprzednio, tymbardziej, że powrót zapowiada się sympatycznie. Ale coś czuję, że znowu będę miała problemy z dojściem z dworca pkp, do mieszkania. Ból brzucha i słabość z niewyspania... no jedyne co mi pomogło to 40 minut przed pracą gorący prysznic.
Jednak ten weekend będzie dość ciekawy, zapowiada się z niespodziankami miłymi i niech tak będzie.
Nigdy nie mogłam zrozumieć, jak ktoś kto mieszka sam w domu może nie mieć nic w lodówce... hmm ja mam wyjątkowo małą lodówkę, ale jest tam jedynie majonez (a to podstawa) i 0,5l mleka oraz koncentrat pomidorowy. Więc nic się z tego nie wyczaruje niestety.
Od poniedziałku nie będę sama, będzie mój gość, chciałabym aby już ze mną został, tak na zawsze, tak naprawdę, aby po skończonym tygodniu nie wracał do poznańskiej codzienności tylko został tutaj ze mną w tym zimnym, wyimaginowanym, morskim świecie, w którym życie mimo ciężkiej pracy kojarzy się z wakacjami.
Brakuje mi tylko biegania. a może jeszcze nie brakuje, bo mogę to robić kiedy chcę, ale nie mam motywacji albo siły. Odpuszczam, bo boję się o mój brzuch, po każdym wysiłku boli mnie bardziej... nie wiem czy powinnam... W ogóle to bieganie idzie mi średnio i jestem z tego powodu bardzo zła. Niestety najpierw kontuzja, potem coś tam, teraz ten brzuch i niby zawsze jakaś wymówka, ale nie mogę obwiniać siebie, bo ja chcę, ale mi nie wychodzi.
i co teraz...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz