niedziela, 13 lutego 2011

cicho...

Gdybym miała się tak wypłakiwać, wypisywać i rozczulać nad samą sobą to właśnie dzisiaj bym to zrobiła. Nie chcę się rozpisywać na temat stanu mojej duszy i umysłu.
Wystarczy fakt, że ubrana zieloną bluzę z czerwonym winem w ręce i Dirty Dancing na "Polsacie" ze łzami w oczach próbuję znowu zostać sama.
Ostatni mój tydzień rozpoczął się samymi niespodziankami, o tych niespodziankach będzie mi przypominał tylko czerwony tulipan w szklance od piwa i podłoga pełna sierści Bąbla! Ale teraz próbuję zachować resztki smaków i zapachów tylko dla siebie.
Wiem jedno, za 5 lat po skończonym kontrakcie obudzę się z tzw. ręką w nocniku. Będę przed 30 i wtedy będę za stara na rozpoczęcie nowego życia. Stabilnego i trwałego, zresztą wydaje mi się, że moje życie gdzieś popłynie i już nie wróci.
Przegapię najważniejsze jego momenty - i po co? ooo wino się kończy tzn, że mój język zaczyna mówić prawdę, tak bez ściemniania i sztucznego uśmiechu, że wszystko będzie dobrze.
Nie będzie. Jak tak dalej pójdzie to nie będzie....
Niestety i trzymam kciuki i wy też trzymajcie, abym nie musiała mieć takich dni jak dzisiaj, bo to są złe dni, dni, w których tylko wspomnienia żyją. I nic więcej, bo ja od rana nie czuję, że żyję... za dużo kosztują mnie rozstania. Nie umiem się wziąć w garść - chyba się postarzałam i za bardzo zależy mi na związku, na tym aby nie być tu sama... dzień za dniem, tydzień po tygodniu, a to dopiero miesiąc mija.
W mieszkaniu robi się ciemno.. a ja wciąż mam nadzieję, że usłyszę ten głupi dźwięk domofonu, który sygnalizuje, że ktoś wchodzi na mój kod... ale się nie doczekam... bo nigdy nie zostanie tu ze mną na zawsze...
Mimo tego, że się staram, mimo tego, że robię wszystko, aby poprawnie jeździć jego autem, aby ugotować to co lubi, abym ja była dla niego idealna, aby on był ze mnie dumny.
No i wino się skończyło….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz