Patrząc na sam tytuł brzmi dość dwuznacznie, aczkolwiek nie ma tak to brzmieć.
Ktoś kiedyś powiedział: "Sypia się z kimś, a odpoczywa się samemu".
Ja chyba sama nawet nie umiem odpoczywać...
Wczoraj przyjechali do mnie moi ukochani goście, wiedziałam, że wtedy będę mogła spokojnie zasnąć (tak jakbym będąc sama potrzebowała anioła stróża mówiącego: śpij spokojnie). Mając świadomość, że ktoś leży na sąsiednim łóżku położyłam się spać koło 22 i jak tylko odwróciłam głowę, zgasiłam lampkę, zasnęłam... niestety nie trwało to długo, bo w nocy obudziło mnie.... sama nie wiem co, byłam strasznie zła, że nawet teraz nie mogę spać. Doszłam nawet do wniosku, że w pociągu, kiedy spędzam tam ponad 14h w jedną stronę jadąc na zajęcia śpię więcej niż w wielkim, wygodnym łóżku, z ciepłą kołdrą przy kaloryferze. A może właśnie o to chodzi, mam za dużo przestrzeni, łóżko jest ogromne a ja się w nim gubię.... są dwa wyjścia, albo kupić sobie mniejsze łóżko, które ograniczy moją przestrzeń, albo znaleźć sobie kogoś kto będzie zajmował tą przestrzeń. Niestety to nie jest proste, jeśli ktoś zajmuje Ci całą głowę, serce, to nie zawsze musi zajmować całe łóżko, chciaż bardzo bym tego chciała. Od czasu do czasu tak właśnie się dzieje, kiedy "odpoczywam" z kimś,śpię spokojnie, a rano budzę się wypoczęta, mój "anioł stróż" jest obok mnie i nie zamierzam się go pozbyć...dlatego tak bardzo czuję się dziwnie, gdy wiem, że kolejną noc będę musiała spędzić sama...
Ale nie o tym miałam pisać, po prostu wstałam rano i zastanawiałam się dlaczego przez ostatni tydzień zasypiałam koło 1 w nocy, a dziś ledwo przyłożyłam głowę.... już mnie nie było... a może bezsenność jest zaraźliwa, a może boimy się tego, że nikt do nas nie przyjedzie i nikt nas nie przytuli i nikt nie wypełni tej przestrzeni w wielkim łóżku, że to kiedyś się skończy, brak pewności na czym "stoimy"... mimo tego, że wmawiamy sobie, że będzie dobrze - "bo jak są 4 uda, to się musi udać".
Dzisiaj czeka mnie podróż, daleka, ale jakoś nie czuję się źle, nie marudzę sama ze sobą, chociaż dzień dopiero się obudził i moje nastawienie może się zmienić. Ale... ale jadę sama, z mojego samotnego mieszkania nad morzem, nikogo nie zostawiam, nie opuszczam, z nikim nie muszę się rozstawać na ten weekend. Tak więc nie mam absolutnie powodu dla którego mogę nie chcieć tam jechać.
Jestem jednak pewna jednego, że gdy tylko pociąg przejedzie przez granicę Mojego miasta, obudzę się, podniosę głowę i łezka stoczy się po moim policzku, że ja tu nie wysiadam, że to nie moja stacja. Ale kiedyś znowu będzie moja - już niedługo, jeszcze 5 razy przejadę. I rzeczywiście to jest takie wielkie odliczanie, wielka 5 pociągowa. Z początkiem lata w tym roku raz na zawsze chcę zamknąć rozdział pod głęboko gdzieś zakorzenioną nazwą: Dębica. Niestety jak wszytsko ma swoje konsekwencje, przez ostatnie 4 lata mocno pracowałam i to co osiągnęłam musiałam oddać, wyzbyć się tego, wyrzucić z mojego życia, nawet moje marzenie życia, moje szczęście i wyzwolenie, moją wolność, to mój samochód, który niestety muszę sprzedać... nie jest mi już potrzebny... ehh a jaka jest prwada, podobna jak z tym pociągiem... muszę się pozbyć aby zapomnieć, abym w pełni mogła zaangażować się w to co robię teraz, kim teraz jestem i abym wreszcie mogła odetchnąć z ulgą opierając pustą od sława Dębica głowę na silne ramiona....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz