aby móc w pełni zrozumieć to co piszę, sięgnęłam po słownik internetowy, co oznacza to słowo, podczas wpisywania słów: "zatracić się...." pojawiły się słowa: "zatracić się w miłości..." Nie wiem czy o miłość mi tutaj chodzi, ponieważ pojęcie miłości jest dla mnie czymś tak wielkim i nieskończonym, że nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie sobie ułozyć w głowie definicję tego słowa. Zatraciłam się? a może właśnie nie...
Wróciłam do domu, całą drogę świeciło mi w oczy słońce, poprowadziło mnie do samego domu. Bardzo się starałam o moją kondycję fizyczno-psychiczną tego dnia, obiecałam sobie, że nie będę rozpaczać, bo to nie ma sensu... bo przyjdzie jeszcze taki czas, kiedy to wszystko do mnie wróci.
Przeżyłam piękne chwile, rozmów, picia wina i leniuchowania i wiem, że mimo tego, każdy z nas mając swoje własne wyobrażenie na temat tego co się dzieje - ma racje. Każdy z nas ma swój pomysł na życie i jest indywidualistą, ale razem, razem... jesteśmy jednością, która ma siłę tak wszechmocną, która tylko pielęgnowana i umacniana może na zawsze ... no właśnie co? na zawsze pomoże nam tworzyć wspólne życie?
Dziś nie płaczę, nie płakałam wcale, uważam to za mój indywidualny sukces, że wierze, że jest dobrze i jestem niezwykle spokojna o każdy następny dzień, o każdą minutę, kiedy nie ma go przy mnie. To czuję jego obecność, wiem, że o mnie myśli i jest przy mnie... mimo, że go nie ma - zabawne co?
Mam plan i nikt mi go nie popsuje:P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz