piątek, 15 lipca 2011

9 lipca

... no obiecuję, że dzisiaj - albo w najbliższej przyszłości wkleję tekst, który został wtedy napisany, ba! nawet wcześniej, ale z uwagi na pewne wydarzenia, o których będzie mowa w następnym wpisie nie wkleiłam go na stronę.... także... cierpliwości!

post napisany 9 lipca, natomiast dopiero dziś znalazłam minutę, aby sobie o nim przypomnieć i pokazać Wam.

To ,co najmniej jak dzień niepodległości, a może nie co najmniej, ale po prostu to dla mnie dzień mojej własnej małej niepodległości. Pod zaborami byłam jeszcze aż do 21 sierpnia 2010, ale 9 lipca wiedziałam, że po decyzji, jaką podejmę, odzyskam niepodległość na zawsze…
Rok temu, też spędziłam wiele godzin w pociągu, ale moja podróż miała zupełnie inny cel. Właśnie jadę pociągiem do Krakowa, z małą przesiadką w Poznaniu oraz Warszawie, z zupełnie inna perspektywą i z uśmiechem, hahaha sama się z siebie śmieję – to przecież było takie proste. Natomiast w 2010 roku jechałam, zmęczona letnią nie tylko temperaturą, ale sesją egzaminacyjną do Poznania. Zamknięta w sobie, wyciszona, z milionem myśli buszujących po głowie. Najzabawniejsze jest to, że w drodze powrotnej z Krakowa, będę mogła pełnoprawnie uczcić mój powrót tzn. będę przemierzać tą samą trasę – Kraków – Poznań o 3 nad ranem, w tym roku niestety nikt mnie nie odbierze, w tym roku nawet nie będę wysiadać w Poznaniu, w tym roku po prostu pojadę dalej, dosłownie i w przenośni, bo do Świnoujścia. Tam będzie czekało na mnie śniadanie, praca, którą kocham, no i moje silne ramiona.
Nigdy nie przykładałam wagi, do rocznic lub miesięcznic. Natomiast teraz będzie inaczej. Sobotni dzień spędzę tak samo wspaniale jak go spędziłam w zeszłym roku, również zamierzam opalać się nad wodą, beztrosko myśleć o przyszłości i mieć nadzieję, na to, że gorzej chyba być nie może.
Ten rok, był bardzo ważny, można nawet powiedzieć, że kluczowy w moim życiu, sądzę, że nie tylko w moim. Dla mojej niedoszłej rodziny też nie był obojętny, dla mojej od zawsze rodziny, było to czas szczęśliwy, ale także pełen trosk, obaw, że rozstanie może być bliskie. Natomiast dla mnie samej, to był dobry rok. Wyzwoliłam siebie, dokonałam praktycznie czegoś niemożliwego, czegoś, co kiedyś wydawało mi się nierealne. Jedna sentencja, trzymała mnie wtedy przy normalności, do której i tak było mi bardzo daleko. „Moment, w którym tracisz wszystko jest najwspanialszy – dopiero wtedy stajesz się naprawdę wolny”. Czuję się wolna, jestem wolna. Mieszkam sama, co kiedyś nie było dla mnie absolutnie do przeżycia. Kończę nareszcie studia i zastanawiam się co będzie dalej.
Niestety, wciąż mam w sobie wiele rozterek, których nie mogę pokonać. Myśli, co będzie z pracą, studiami, mną – a raczej już nami, moimi silnymi ramionami. On ma w sobie tyle siły witalnej, optymizmu i chęci ciągnięcia tego wszystkiego tak jak jest dalej, że czasem naprawdę mnie to przeraża. Zastanawiam się, czy gdy ja jestem tutaj w Świnoujściu, a on w naszym cudownym Poznaniu, to czy naprawdę mu niczego nie brakuje? Może rzeczywiście, mi też byłoby zdecydowanie łatwiej, gdybym była w miejscu, które kocham od zawsze. Wtedy siedząc i popijając piwko w letnie chłodne wieczory, nie czułabym się, aż tak samotnie. Rok temu byłam potrzebna bardzo blisko, sama przecież nie wiem, po co, miałam być i tyle. A teraz jestem potrzebna, ale wystarczy, że jestem w odległości 350 km. Pytanie, czy mi to wystarczy. Wiem, że kolejny mój rok poświęcę, na próbę podjęcia decyzji, czy zależy i właśnie jak bardzo mi zależy na tym, co mam – mówię tutaj oczywiście o pracy, mieszkaniu samej i kompletnej niezależności, a na ile chciałabym tak naprawdę się ustatkować! Wielkie słowo, które zawsze chciałam wcielić w życie, ale nigdy mi to nie wychodziło. Bo czy naprawdę tego chcę, tego potrzebuję. Wczorajszy wieczór spędziłam właśnie na rozmyślaniach, które oczywiście do niczego mnie nie doprowadziły, które maja jedynie za zadanie uzmysłowić mi, że jednak nie do końca wszystko jest takie super jakby to się wydawało…, ale dość o moim braku motywacji do kolejnej zmiany w moim życiu, powrocie do Poznania i do życia rodzinnego.
9 lipca to mój mały dzień niepodległości i będę świętować, bo decyzji podjętej rok temu nie będę żałować nigdy, dziękuję tylko Bogu, że mimo zamkniętych drzwi, pokazał mi, gdzie jest otwarte okno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz