Pamiętam dokładnie jak w jednym z pierwszych postów napisałam jak jestem dumna z mojej ukochanej Basi, bo obroniła swojej pracy jak niepodległości. Dziś to Basia może powiedzieć (chociaż wcale nie musi być dumna) dokładnie to samo o mnie.
W środę o godzinie 19:56 wyruszył pociąg ze Świnoujścia w kierunku Krakowa, a ja razem z nim, tzn. w nim, a raczej leżąc na jednym z kuszetkowych łóżek, przeglądając pracę i obgryzając paznokcie zastanawiałam się co to będzie i tylko pragnęłam następnego dnia, aby te 24 godziny, które miały nadejść, móc przewinąć...
Następny dzień 14 lipca 2011 8 rano, wychodzę (nawet wyspana) z pociągu i zmierzam z podniesioną głową, ale jakoś tak jakby na skazanie, tylko, że na uczelnię. W ubikacji 10 minut na metamorfozę z jeansów i t-shirta na buty na obcasie, czarną sukienkę i srebrne kolczyki, lekki make-up i gotowa. mhmmm zaraz, zaraz... ale czy na wszystko?
Właśnie wtedy dotarło do mnie, że przecież to jak wyglądam nie ma najmniejszego znaczenia, nikt na to nie zwróci uwagi, czy gdybym po prostu została w tych jeansach bym dostała gorszą ocenę, może nie, ale wiem dobrze, że są tacy, którzy nawet nie wpuściliby mnie do sali widząc jeansy. Dlatego wzięłam sobie do serca słowa Promotora z ostatniego maila do mnie, abyśmy wszystkie: "zrobiły się na błysk". Takiego określenia jeszcze nie słyszałam, ale bardzo mi się spodobało. Tak więc odchodząc od lustra wzięłam pod rękę notatki i rozpoczęłam powtórkę materiału...
Koło 9 były już wszystkie dziewczyny tzn. nasza 5 lekko zestresowane, ale chyba ogólnie w dobrych nastrojach, no i zaczęło się, pierwsza, druga, trzecia, czwarta, piąta i nie minęło 30 minut wszystkie z uśmiechami na ustach otrzymałyśmy informację, że mamy tytuł licencjata! Super!!!! Hurra, nareszcie nadszedł koniec.
W upalne Krakowskie 29 stopni popołudnie, należało przebiec się na dworzec, aby znaleźć się z Poznaniu i tak też się stało. Od 19 aż do 4 nad ranem mimo wielkiego zmęczenia, gratulacji i wycieńczenia, czułam się po prostu dobrze i normalnie bez presji i bez myślenia o tym co jutro będzie....
No oprócz tego, że jutro, czyli dziś jest 15 lipca i należy zapłacić ZUS-y.
A teraz czekam na godzinę 17 mimo deszczu za oknem cierpliwie oczekuję mojej mamy z siostrą, które razem ze mną spędzą krótki chillout-owy weekend.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz