<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605</id><updated>2012-02-16T10:36:18.217+01:00</updated><title type='text'>pisanina</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>65</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-2091581580332589512</id><published>2012-02-01T19:23:00.000+01:00</published><updated>2012-02-01T19:23:13.223+01:00</updated><title type='text'>nowy rok???? przecież o już LUTY</title><content type='html'>Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, od jakiegoś czasu, tylko myślę... dziś napiszę, może jednak jutro, a może wcale... może pisanie do Was, mówienie i myślenie na tematy, które są tu zamieszczone nie ma najmniejszego sensu. Tak naprawdę wcale nie chcę by ktoś to czytał, pisze tylko po to, aby wyrzucić z siebie kilka rzeczy.&lt;br /&gt;Dlaczego nawet nie napisałam o tym, że rok sie skończył?&lt;br /&gt;i o tym jak się skończył?&lt;br /&gt;o tym, że miałam kryzys w swoim świecie, to że zastanawiałam się co ze sobą zrobić...&lt;br /&gt;a to czego chcę w tym roku to jedna wielka zagadka i dopiero jak rok 2012 się skończy będę wiedziała o co chodzi.&lt;br /&gt;Dziś - powiem śmiało wkurzyłam się i to za mało powiedziane. Okazało się, że nie zdałam jednego egzaminu, było ciężko, ale dlaczego ktoś, większość, jak ma w dupie to komus się udaje, a ja muszę pracować bardzo ciężko, aby zobaczyć jakiekolwiek efekty?&lt;br /&gt;Czasem zastanawiam się, dlaczego nie urodziłam się w innym świecie, gdzie wszystko jest prostrze, w innym kraju lub czasach. Z drugiej strony mogłabym urodzić się w Afryce i głodować całe życie... przynajmniej nie miałabym problemów, aby myśleć o tym czy zmieszczę się latem w spodnie.&lt;br /&gt;Przełom roku nie był dla mnie najlepszy, byłam strasznie zmieszana i bałam się tego, bałam się swoich myśli i uczuć, które nagle powiedzą - STOP, ja wcale nie chce tu być. Cały czas jednak korci mnie ucieczka. Gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie, z drugiej strony, przecież - tu gdzie jestem w mojej małej kryjówce w Świnoujściu, też mnie nikt nie odwiedza - i dobrze, też jestem tu sama i też mogę myśleć nad sensem tego co jest zaplanowane na ten rok. To nie jest kwestia tego, że nie chce realizować swoich planów. Ale boję się ich konsekwencji, bo jakby nie patrzeć to tak na całe życie (teoretycznie), tylko ja marzę o takiej praktyce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;whatever.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parę dni temu uświadomiłam sobie, że mój przejściowy kryzys minął, błagałam o to i się spełniło, więc nawet kwestia innych niepowodzeń, nie jest tak ważna. Moje uczucia, tęsknota i poczucie odległości wróciło - super!&lt;br /&gt;Tak powinno być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś się obudziłam i przez cały dzień nie miałam czasu nawet otworzyć kalendarza i sprawdzić jakie mam na dziś zadania, ale lubię takie dni, no i okazało się, że mamy już luty.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-2091581580332589512?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/2091581580332589512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2012/02/nowy-rok-przeciez-o-juz-luty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2091581580332589512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2091581580332589512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2012/02/nowy-rok-przeciez-o-juz-luty.html' title='nowy rok???? przecież o już LUTY'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-974193075399737239</id><published>2011-12-22T14:25:00.000+01:00</published><updated>2011-12-22T14:25:46.698+01:00</updated><title type='text'>jakiś dziwny dzień</title><content type='html'>Potrzebuję jakoś dzisiaj .. sama chyba nie wiem czego. To nic nowego, bo przecież ja całe moje życie nie wiem czego chcę.&lt;br /&gt;Mam zły dzień, smutny, taki rozwalony, pusty, a ja w tym wszystkim czuję się fatalnie.&lt;br /&gt;Nie umiem się na niczym skoncentrować. za godzinę mam być już na promie a potem w pociągu, niby super, ale czegoś strasznie się boję... jestem taka niespokojna i zamyślona, aż serce mi rozwala.&lt;br /&gt;Potrzebuję zastrzyku w dupkę jakieś pozytywnej energii, albo po prostu tego za czym tak bardzo tęsknie, bo dawno nie było czasu, aby przytulić się do moich silnych ramion - mocno wtulić i aby wszelkie zło przeminęło.&lt;br /&gt;Nie umiem podjąć decyzji dotyczących przyszłości, nie umiem bo sama nie wiem czego chcę, bo nie mam marzeń, bo za dobrze mi jest jak jest i nie chce mieć na nic zbyt dużego wpływu, bo w razie czego nie będę czuła się winna.&lt;br /&gt;Chciałabym, aby ktokolwiek mógł te decyzje podjąć za mnie. &lt;br /&gt;a teraz....cicho....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-974193075399737239?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/974193075399737239/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/12/jakis-dziwny-dzien.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/974193075399737239'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/974193075399737239'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/12/jakis-dziwny-dzien.html' title='jakiś dziwny dzień'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-7320394312971260556</id><published>2011-11-22T16:51:00.000+01:00</published><updated>2011-11-22T16:51:07.671+01:00</updated><title type='text'>nareszcie?</title><content type='html'>Wiem, że trochę czasu mnie tu nie było, chciałam naprawdę i to kilka razy, ale jakoś się nie zebrało. Teraz mam 24 minuty aby wyjść z pracy i to właśnie są idealne 24 minuty aby napisać to co mi leży na sercu.&lt;br /&gt;Tak naprawdę... to nic mi nie leży. Wszystko jest cudownie.&lt;br /&gt;Udało mi się odebrać dyplom z Krakowa, na nowej uczelni miałam już dwa koła, okno też mam już naprawione i wszystko jest cudownie, nie mam naprawdę czym się martwić... tylko dlaczego wciąż boli mnie głowa?&lt;br /&gt; Nie będę teraz tego rozkminiać, bo to jakoś chyba bez sensu.&lt;br /&gt;Natomiast pochwalę się czymś ważnym, albo nawet najważniejszym w moim życiu - jestem szczęśliwa, ba! jestem cholernie szczęśliwa i nawet sama nie wiem kiedy to się stało, sądzę, że był to jeden z tych jeszcze ciepłych październikowych wieczorów w magicznym Krakowie. Niby nic się nie zmieniło, niby wszystko jest po staremu, ale jednak... nigdy nie czułam się tak pewnie i tak realnie i tak... że to co się dzieje, naprawdę może dziać się tu i teraz i chyba nikt nie zabroni mi być wypełnioną miłością, optymizmem i radością z tego co mam - mamy.&lt;br /&gt;I chyba M&amp;M`sy zostaną moimi ulubionymi słodyczami, bo mają pewną wartość, której nikt nie zna - heh M&amp;M tak, teraz i na zawsze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się tylko czy to wszystko jest tak okej? Niby tak... ale czy ja sobie na to zasłużyłam, czy przypadkiem za chwilę nie spotka mnie jakaś straszliwa kara, za to co dobre. Czy mój upór i egoizm w wyborze miejsca pracy nie przysporzy mi pustki. No właśnie tego chyba bym nie zniosła - pustki.&lt;br /&gt;Dlatego jeśli kiedykolwiek będę chciała postawić własny egoizm ponad to co kocham i jeśli kiedykolwiek przyjdzie czas na słowa: "... twoje życie prywatne jest w ruinie, oznacza to tylko jedno - czas na AWANS..." to bardzo proszę, aby ktoś mnie kopnął mocno w dupę, otrząsnął i pokazał, że kiedyś bardzo zależało mi na życiu, które mam...bo nareszcie, jestem szczęśliwa...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-7320394312971260556?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/7320394312971260556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/11/nareszcie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7320394312971260556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7320394312971260556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/11/nareszcie.html' title='nareszcie?'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-4556395859089115560</id><published>2011-10-20T16:16:00.000+02:00</published><updated>2011-10-20T16:16:51.870+02:00</updated><title type='text'>emocje</title><content type='html'>Najgorsze jest to, gdy znowu do głowy zawita przeszłość, ale w przeszłości też bywa coś pięknego, coś co powoduje, że oczy robią się mokre...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy wszyscy, mam nadzieję, że chociaż część ludzi jest takich, którzy wyobrażają sobie pewne sytuacja, wiedzą, że się z kimś mają spotkać i w głowie przeprowadzają sobie rozmowę z tą osobą. Oczywiście, gdy przychodzi co do czego, rozmowa i spotkanie wyglądają całkiem inaczej - ale to w tym przypadku nie ma znaczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od początku, we wtorek zadzwonił do mnie szef, było już koło 20 godziny, więc wiedziałam, że pewnie coś się stało. Z rozmowy nie potrafiłam nic wywnioskować, ale chodziło o transport na lotnisko dla kogoś... Nie rozumiałam tego, bo przecież transport dla tej osoby, był już realizowany w poniedziałek i z tego co wiem odbył się. To dlaczego ma być znowu na środę? Stwierdziłam, że najlepiej będzie, jak sama zadzwonię i się wszystkiego dowiem. Włoch do którego dzwoniłam mówił bardzo chaotycznie, dlatego postanowiłam się z nim natychmiast spotkać w biurze i wyjaśnić o jaki transport mu dokładnie chodzi. Chodziło o transport powrotny dla jego żony - która przyjechała dwa dni wcześniej - okazało się, że przyjechała powiedzieć mu tylko, że się rozstają i wraca do domu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przykre.... bardzo przykre, ale takie jest życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś przyszły do tego Pana dwie paczki i zastanawiałam się kto je nadał - sprawdziłam - jego żona. To teraz pytanie, kiedy je nadała - w dzień wylotu do Polski. Czy przed wylotem spakowała resztę jego rzeczy i wysłała....?&lt;br /&gt;ciekawe....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu pojawiła się w mojej głowie krótka rozmowa z nim - tzn jak mogłaby potencjalnie przebiegać. Dziś wieczorem ma zgłosić się po przesyłkę do biura... pomyślałam sobie, że może to jakoś skomentować i co ja mu wtedy odpowiem.... moja odpowiedź byłaby taka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Widzisz, tak to jest, kobiety są okropne"&lt;br /&gt;On w tym momencie pewnie by wtrącił:&lt;br /&gt;- Ty chyba taka nie jesteś - muszę sobie trochę wlać, bo on przecież nie doświadczył mojej złości i okrucieństwa, dlatego może myśleć, że jestem miła. Na to mu odpowiadam:&lt;br /&gt;- Niestety, jestem, każda taka jest i nie ma wyjątków - Tutaj zaczynam przypominać sobie przeszłość i mówię - wiesz, kto by pomyślał, ja w zeszłym roku miałam inne życie, no może 1,5 roku temu. Miałam mieszkanie, własny samochód, psa, narzeczonego, pracę, której nienawidziłam, ale miałam i co... i pewnego dnia pojechałam do rodzinnego miasta, gdzie spotkałam się z kumplem, w którym kochałam się strasznie mając 18 lat (ale wtedy to nie miało dla mnie znaczenia). Spotkanie było dla mnie o tyle ważne i otwierające mi oczy, że zobaczyłam siebie samą - osobę, która nie jest kochana. Gdy wróciłam - zbuntowałam się, rozmawiałam, prosiłam o zmiany, a gdy się nie udało - zerwałam - rzuciłam - byłam wredna. Spakowałam się i pojechałam. Myślałam, że nie przeżyję tego, bolało. Ale po jakimś czasie okazało się, że jestem wyzwolona i szczęśliwa, że ten "mój kumpel" to  miłość mojego życia, że jestem teraz dla niego najważniejsza i on dla mnie też. Dzięki temu, że zmieniłam swoje życie, nie wiedząc czy robię dobrze, zmieniłam je na lepsze. I mimo tego, że jestem daleko, to czuję, że mam go przy sobie, że jest ze mną, że nie jest ważne, że przytulam go tylko w weekendy, ale najważniejsze jest to, że mimo odległości nie czuję się tak samotna, jak czułam się z osobą, którą miałam przy sobie każdej nocy... I teraz wiem, każdego dnia, w każdej chwili uświadamiam sobie, że jestem najszczęśliwszą sobą na ziemi, nie tylko kocham, ale jestem kochana i czuję to!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagle poczułam, że po policzku spływa mi łza i ocknęłam się, wciąż stałam na środku biura przed tymi pudłami od jego żony, a skaner zakończył swoją pracę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Usiadłam przy biurku zaczęłam pisać i uświadomiłam sobie, że nie dokończyłam mu opowiadać - przerwały mi emocje i świadomość, że moja historia wzrusza mnie samą, a najbardziej wzrusza mnie to, że nigdy nie myślałam, że mogę być, aż tak bardzo szczęśliwa. A morał dla Włocha jest prosty: koniec, to zawsze początek czegoś nowego - i na ogół lepszego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-4556395859089115560?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/4556395859089115560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/10/emocje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/4556395859089115560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/4556395859089115560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/10/emocje.html' title='emocje'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-1115197434237793656</id><published>2011-10-17T13:28:00.000+02:00</published><updated>2011-10-17T13:28:12.614+02:00</updated><title type='text'>Dumna!!!</title><content type='html'>Bardzo dawno nic nie napisałam, może po prostu nie było o czym, a może nie było kiedy, i to drugie niestety jest najbardziej prawdopodobne.&lt;br /&gt;Wczoraj odbył się 12 poznański maraton 42 km - wow, wielkie coś. Mój osobisty stosunek do tego wydarzenia sportowego był dziwny i bardzo zmienny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na samym początku, powiedziałam sobie, że absolutnie nie chcę tam być i nie chcę, aby uczestniczył w nim M. I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że M jednak bardzo chciał biec. Stwierdziłam, a co mi tam, przecież nie będę mu zakazywać. To on będzie się męczył nie ja, jak chce to niech się męczy. Potem przyszedł czas najgorszy i płakać mi się chciało, ponieważ trzeba było jechać znowu do Poznania i wstać wcześnie w niedzielę. Jednak niedziela okazała się dla nas cudowna, słoneczna, jesienna, piękna.&lt;br /&gt;Kilka kilometrów przeszłam spacerkiem, ale zrobiłam to z uśmiechem na ustach i radością, obawiałam się jednak trochę kondycji M, ale M dał sobie świetnie radę, kibicowałam mu z całego serca i gdy tylko zobaczyłam go na linii mety z rękami w górze - jak zwycięzca, byłam dumna, szczęśliwa i widziałam, że mimo tylu kilometrów ma jeszcze dużo siły. &lt;br /&gt;A kiedy tylko dziś rano w pracy ktoś mnie zapytał jak poszło M na maratonie moja duma była jeszcze większa, zastanawiałam się tylko jakich słów użyć, aby przedstawić M jako najszybszego biegacza, ukochanego mężczyznę i wspaniałego człowieka....&lt;br /&gt;Chyba mi się udało:)&lt;br /&gt;i nie jest ważne, że musiałam wstać o 3 rano by wrócić do Świnoujścia, najważniejsze było to, że mogłam noc spędzić wtulona w ramiona tego, najważniejszego....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-1115197434237793656?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/1115197434237793656/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/10/dumna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1115197434237793656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1115197434237793656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/10/dumna.html' title='Dumna!!!'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-2696775283220706769</id><published>2011-09-27T21:20:00.000+02:00</published><updated>2011-09-27T21:20:31.296+02:00</updated><title type='text'>GPS</title><content type='html'>Kiedy pomyślę o GPS (chyba, każdy z was wie co to takiego jest) nie mam wcale przed oczami tej małej maszynki do pokazywania drogi, ale wąski korytarz na 6 piętrze hotelu gdzieś na południu Turcji.&lt;br /&gt;Cały czas mam przed oczami, sama nie wiem co... chorobę, która pokazała mi, że w życiu można znaleźć czas na leżenie w łóżku chorobę i nic sie nie zawali, a może nawet na to by ktos przyniósł arbuza, pogłaskał po głowie i dbał o to, aby było lepiej. To jest cudowne, że można połozyć się na łóżku i nie dbac i nic, bo to ktoś zadba o ciebie.&lt;br /&gt;Wracając do tematu głównego słynnego GPS-a, każdy z nas jestem o tym przekonana ma wewnętrznego GPS-a, który doprowadzi do celu. W ciemną noc po pijaku, zaprowadzi do domu, a z gorączką prosto do łóżka. To jest coś takiego, co mimo wyczerpania da wystarczająco siły aby osiągnąć cel. Nie jest istotne jakie to cel i ile sił ma człowiek - to akurat tyle ile potrzeba i ani grama więcej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-2696775283220706769?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/2696775283220706769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/09/gps.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2696775283220706769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2696775283220706769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/09/gps.html' title='GPS'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-514757630748781835</id><published>2011-09-27T20:28:00.001+02:00</published><updated>2011-09-27T20:33:03.454+02:00</updated><title type='text'>ile?</title><content type='html'>Zastanawiam się ile kosztuje nasze życie, nikt z nas nie chce być biedny, a bogactwo - czy daje coś więcej niż tylko pieniądze? Kiedyś oglądając pewien film usłyszałam słowa: "jeśli twoje życie prywatne jest w ruinie oznacza to, że zasługujesz na awans".&lt;br /&gt;nie... nikt nie chce mnie awansować, może dlatego właśnie, że bardzo zależy mi na tym aby moje życie prywatne było z dnia na dzień mocniejsze i piękniejsze.&lt;br /&gt;Jednak, gdy myślę, o różnych stanowiskach pracy, o ludziach, którzy mnie otaczają - moich Włochach, który zarabiają kupe siana, ale rodzinę widują raz na 3-4 miesiące, są sami, często albo rozwiedzeni, albo bez dzieci i partnera, to zastnawiam się na ile to ma sens. Ile nasze zycie prywatne jest warte - ile ono kosztuje, częste wyjazdy, albo życie przez 30 lat na emigracji. Przechodzą na emeryture i jedyne co maja to pełne konta w banku. Ile kosztuje praca w korporacji, ile życia prywatnego musimy oddać aby coś mieć, aby dorobić sie pustego domu z kominkiem. Po co, czy nie lepiej po prostu spakować walizki, stanąć w progu i żyć...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O niczym innym nie marzę&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-514757630748781835?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/514757630748781835/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/09/ile.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/514757630748781835'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/514757630748781835'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/09/ile.html' title='ile?'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-7909977686805466154</id><published>2011-08-31T20:08:00.000+02:00</published><updated>2011-08-31T20:08:20.293+02:00</updated><title type='text'>way back home</title><content type='html'>Chodzą mi po głowie różne, dziwne myśli ostatnio i strasznie się ich boję. Nawet próbowałam się nimi podzielić z moimi silnymi i bardzo wspierającymi ramionami, ale moja buzia została zamknięta na amen słowami: „kochanie, muszę spadać… pa”.&lt;br /&gt;Mieliście tak kiedyś? Chcesz coś powiedzieć, coś dla ciebie bardzo ważnego, znaczącego, podzielić się zwykłą refleksją. Dlatego może lepiej takie rzeczy napisać, niż mówić. Pewne słowa nabierają innego znaczenia, nie wiem czy to z wiekiem, czy odczuwam jeszcze skutki przeżyć z zeszłego roku, a może po prostu starzejąc się, stajemy się bardziej wrażliwi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy uda mi się wyjść z pracy punktualnie, trafię na serial – Ostry dyżur – zawsze mnie wzruszy, praktycznie każdy odcinek bez wyjątku, o tym, że ludzie kogoś tracą albo właśnie uda im się kogoś uratować, a sama myśl o stracie jest okrutna. Natomiast wieczorem, aby nie oglądać durnych programów, czy horrorów włączę kolejny odcinek Ali McBeal, we wczorajszym odcinku Bili (jej ukochany w wieku może 30 lat) umarł na raka mózgu. Najokrutniejsza z możliwych śmierci, to taka niesprawiedliwa, nagła… Mimo tego, że już leżałam w łóżku i to tak, że jedynie słuchałam dialogów, a nie oglądałam popłakałam się na tyle mocno, że pobiegłam po ręcznik papierowy. Dlaczego mnie to przygnębia – zaczęłam się zastanawiać. Czy to rzeczywiście jest zbyt wielka wrażliwość na cierpienie innych?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślałam o tym dość długo i znalazłam odpowiedź – tak mi się wydaje – i to właśnie ze względu na tą odpowiedź, która od jakiegoś czasu siedzi tam głęboko, pragnę to wszystko rzucić, wyjechać i być tylko tam, gdzie czuję się bezpieczna, gdzie nawet nie drgnę o 3 w nocy, gdy ktoś dobija się do mojego domofonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz pierwszy w życiu czuję coś… nie umiem tego wyrazić, macie tak czasem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, ufacie komuś bezgranicznie, macie świadomość tego, że was kocha, że nawet o 3 w nocy wsiądzie do pociągu i przyjedzie, aby przytulić, powiedzieć, że kocha i że już wszystko będzie dobrze. A gdy tylko masz jakiś nawet najmniejszy problem, wysłucha i znajdzie 1000 rozwiązań, wspiera i twierdzi, że nigdy cię nie opuści. Znacie kogoś takiego? Poczucie bezpieczeństwa, jakie daje nie pozwala nawet bać się wielkiego pająka. Ale gdy przychodzi piątkowe popołudnie…. The way back home is always long&lt;br /&gt;But if you're close to me I'm holding on.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Daję radę, ale tylko z jednego powodu, bo on tu jest, bo jest blisko i czuję jak mnie kocha – każdego dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak, co w momencie, gdy osoba ta odejdzie, nieoczekiwanie, nie rozstanie się z Tobą – bo to by chyba najmniej bolało, ale kochając tak mocno i na zawsze… to zawsze może nadejść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety pod tym względem znam swoje życie i jestem pesymistką, bo wiem, że gdy coś jest w nim pięknego, to zaraz wszystko inne, lub nawet to piękne się wali. Wiem, że po opublikowaniu post-a, albo dostanę telefon albo, chociaż SMS-a, że mogę pozwolić sobie czuć się bezpieczną, ponieważ On nigdy nie odejdzie. Tylko nie tego się boję, boję się, że coś, na co nie będziemy mieli absolutnie wpływu, coś wielkiego i strasznego oraz coś, czego nie uda mi się przezwyciężyć zabierze mi Go i już nigdy nie odda. Dlatego może czasem chciałam moje życie przyspieszyć, aby zdążyć, uciec przed burzą, aby założyć rodzinę, wrócić do Poznania i budzić się każdego ranka przy jego boku, czekając na katastrofę. Chyba powinnam się leczyć. Tak czy siak na nią czekam, ale jeśli nadejdzie za szybko. Dlaczego moje przekonanie, że nie dożyjemy 70 rocznicy ślubu jest tak ogromne? Dlaczego?&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-7909977686805466154?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/7909977686805466154/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/08/way-back-home.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7909977686805466154'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7909977686805466154'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/08/way-back-home.html' title='way back home'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-15062586438025623</id><published>2011-08-26T18:19:00.001+02:00</published><updated>2011-08-26T18:22:57.034+02:00</updated><title type='text'>spoko</title><content type='html'>Ten post nie miał być wcale o tym, o czym będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś jest strasznie gorąco, jest piątek i mimo godziny 18 ja wciąż tu jestem - aż sama się sobie dziwię. Pierwszy weekend od 6 stycznia tego roku, który spędzam samotnie w Świnoujściu - czy to nie jest okropne. Do tego nie wiem ... niczego już sama nie wiem i tracę siły, resztkami energii przetrzymuję kolejny tydzień tutaj. Może za dużo myślę i za często się wzruszam. Pomagam innym, ale sama przy tym wszystkim nie mogę pomóc sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni weekend był ... nieokreślony, a może po prostu był niesamowity. Spędziłam magiczne chwile, w życiu nie myślałam, że kiedykolwiek znajdę się w tym cudownym miejscu. Mój stan uczuć z tego weekendu opisać może tylko to zdjęcie.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5WfzbOv_dwk/TlfDjSKXCvI/AAAAAAAAAC0/Y8Fukr96OfE/s1600/DSCF3918.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-5WfzbOv_dwk/TlfDjSKXCvI/AAAAAAAAAC0/Y8Fukr96OfE/s320/DSCF3918.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czyli słońce, radość, ukochany mężczyzna, czyli nic innego jak jedno wielkie szczęście.&lt;br /&gt;Takie dni jednak mijają za szybko, wracamy do codziennej szarej rzeczywistości i praktycznie żyjemy, jakby tamte chwile nie istniały, czekamy jedynie na kolejne dni pełne romantyzmu. A życie codzienne? dlaczego nie może być takie piękne, dlaczego ludzie wymyślają sobie problemy, albo nie udaje im się ich pokonać, a marzeń spełnić? Nigdy chyba nie odpowiem na to pytanie, sama mam problem z rzeczywistością - tak naprawdę.&lt;br /&gt;Nie wiem czy nic mi nie jest, nie wiem ile jeszcze lat będę żyła i czy spotka mnie to o czym marzę. Na dobrą sprawę wiem, że nikt tego nie wie. Ale ta nieświadomość i bojaźń sprawia, że nie czuję się pewna tego co mam, a małe rzeczy sprawiają ogromną radość. Sądzę, że to właśnie dlatego, gdy w poprzednią sobotę, zobaczyłam na trasie nazwę: "Małe Swornegacie" myślałam, że wyskoczę ze szczęścia z samochodu, nie ważne było to, że wieje wiatr i są ogromne fale, a kajaki są strasznie ciężkie. Szczęście jakie wtedy opanowało mnie całą pozostało do końca wyjazdu, siła, energia i przekonanie, że nie tylko ja o tym pamiętam, że nie tylko dla mnie wspomnienia zdarzeń mających miejsce 7 lat temu jest istotne i będzie trwało wiecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego może nie będzie tak źle, skoro dwoje ludzi pamięta to samo i te zdarzenia dla nich miały tak samo ważne (z punktu widzenia dzisiejszych relacji) znaczenie, to może coś z tego będzie. &lt;br /&gt;Chciałabym, ale się boję, bo znam siebie już ponad 25lat i dobrze wiem, że nie może być za dobrze. Bo gdy staję się szcześliwa dopada mnie pech, który to szczęście rujnuje... czy warto w takim razie cokolwiek budować?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-15062586438025623?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/15062586438025623/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/08/spoko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/15062586438025623'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/15062586438025623'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/08/spoko.html' title='spoko'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-5WfzbOv_dwk/TlfDjSKXCvI/AAAAAAAAAC0/Y8Fukr96OfE/s72-c/DSCF3918.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-7945722485631774058</id><published>2011-07-20T14:23:00.000+02:00</published><updated>2011-07-20T14:23:31.205+02:00</updated><title type='text'>obiecanki</title><content type='html'>Obiecałam sobie coś napisać, wczoraj, ba! nawet kilka dni temu.&lt;br /&gt;Nie mam pojęcia co, ani po co?&lt;br /&gt;.... kilka godzin później....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz już wiem, przyszły mi do głowy pewne myśli dotyczące tego co robimy, z jakim skutkiem i co dla nas jest ważne. Jak bardzo potrzebni są nam ludzie... właśnie oni są potrzebni do normalnej prostej egzystencji.&lt;br /&gt;Tylko, od razu nasuwa się pytanie, w jaki sposób można sprawdzić, czy osoby, które sobie "dobieramy" należą do tego najlepszego wyboru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rodzina - każdy wie, że nikt jej nie wybiera, możemy jedynie wykształtować relacje z najbliższymi, albo gdzieś je zakopać, lub definitywnie zniszczyć. &lt;br /&gt;Rodzina jest dość specyficznym dla nas otoczeniem. Jest w najważniejszym dla nas momencie, wspiera nas w trudnych sytuacjach, ale też wymaga: oddania, pamięci, i kontroli, tzn wymaga możliwości kontrolowania co się z nami dzieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Partner - lub partnerka, w moim przypadku silne ramiona, nie tylko fizycznie, bo nie o to tutaj chodzi, ale o wsparcie, bezgraniczne, wytrzymałość na stres i bardzo często ból, na rozstania i powroty. Do związku trzeba dorosnąć i trzeba umieć również wykształtować pewne relacje. Zabójstwem dla związków jest przenikliwa zazdrość oraz brak zaufania, lub wykorzystywanie tego zaufania. W tym przypadku nie jesteśmy z partnerami związani pępowiną, można się od nich odciąć, ale to boli. Zawsze jednak należy pamiętać o wolnej woli, która... pozwala nam zachować resztki samych siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjaciel - przyjaciółka, kolega/koleżanka, czasem nawet osoba całkowicie nam obca jest lepsza od rodziny i partnera. Niestety tylko wtedy gdy jej się ufa i to niestety nie jest takie łatwe. Ciężko zaufać obcej osobie, ale również bardzo łatwo jej się "wygadać". Przyjaciele, jeśli możemy ich tak nazwać, to balsamy dla naszych dusz... idealne porównanie, jest to zimny kefir, na spalone od słońca ciało. Łagodzi ból, przynosi ulgę, otoczy opieką, ale nie rozwiąże problemów. Jedynie wysłucha, czy doradzi? Prędzej pewnie zrozumie i co jest najważniejsze w cechach tych osób, spojrzą ci prosto w oczy i skrytykują, będą bezgranicznie szczerzy, czasem to właśnie oni kopną cię w dupę tak mocno, że poczujesz to w głowie. Tym osobom, może najmniej zależy na tobie, strata ciebie byłaby najmniej bolesna, dlatego można ci wszystko powiedzieć, prosto w twarz. Często boli, a czasem jest to bardzo miłe, ale czasem tylko ich rady i zrozumienie popchnie cię do konkretnego działania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystarczy tylko życzyć każdemu, aby mógł otaczać się bliskimi z rodziny, którzy przytulą i powiedzą, że zawsze możesz wrócić pod mamy dach. Być z partnerem, który chcę spędzić z tobą całe życie i zapina ci pasy bezpieczeństwa. Znajomymi, bez których nie potrafilibyśmy zrozumieć samych siebie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-7945722485631774058?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/7945722485631774058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/07/obiecanki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7945722485631774058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7945722485631774058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/07/obiecanki.html' title='obiecanki'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-5052148991874494061</id><published>2011-07-15T14:28:00.000+02:00</published><updated>2011-07-15T14:28:27.299+02:00</updated><title type='text'>Obrona!</title><content type='html'>Pamiętam dokładnie jak w jednym z pierwszych postów napisałam jak jestem dumna z mojej ukochanej Basi, bo obroniła swojej pracy jak niepodległości. Dziś to Basia może powiedzieć (chociaż wcale nie musi być dumna) dokładnie to samo o mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W środę o godzinie 19:56 wyruszył pociąg ze Świnoujścia w kierunku Krakowa, a ja razem z nim, tzn. w nim, a raczej leżąc na jednym z kuszetkowych łóżek, przeglądając pracę i obgryzając paznokcie zastanawiałam się co to będzie i tylko pragnęłam następnego dnia, aby te 24 godziny, które miały nadejść, móc przewinąć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następny dzień 14 lipca 2011 8 rano, wychodzę (nawet wyspana) z pociągu i zmierzam z podniesioną głową, ale jakoś tak jakby na skazanie, tylko, że na uczelnię. W ubikacji 10 minut na metamorfozę z jeansów i t-shirta na buty na obcasie, czarną sukienkę i srebrne kolczyki, lekki make-up i gotowa. mhmmm zaraz, zaraz... ale czy na wszystko?&lt;br /&gt;Właśnie wtedy dotarło do mnie, że przecież to jak wyglądam nie ma najmniejszego znaczenia, nikt na to nie zwróci uwagi, czy gdybym po prostu została w tych jeansach bym dostała gorszą ocenę, może nie, ale wiem dobrze, że są tacy, którzy nawet nie wpuściliby mnie do sali widząc jeansy. Dlatego wzięłam sobie do serca słowa Promotora z ostatniego maila do mnie, abyśmy wszystkie: "zrobiły się na błysk". Takiego określenia jeszcze nie słyszałam, ale bardzo mi się spodobało. Tak więc odchodząc od lustra wzięłam pod rękę notatki i rozpoczęłam powtórkę materiału...&lt;br /&gt;Koło 9 były już wszystkie dziewczyny tzn. nasza 5 lekko zestresowane, ale chyba ogólnie w dobrych nastrojach, no i zaczęło się, pierwsza, druga, trzecia, czwarta, piąta i nie minęło 30 minut wszystkie z uśmiechami na ustach otrzymałyśmy informację, że mamy tytuł licencjata! Super!!!! Hurra, nareszcie nadszedł koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W upalne Krakowskie 29 stopni popołudnie, należało przebiec się na dworzec, aby znaleźć się z Poznaniu i tak też się stało. Od 19 aż do 4 nad ranem mimo wielkiego zmęczenia, gratulacji i wycieńczenia, czułam się po prostu dobrze i normalnie bez presji i bez myślenia o tym co jutro będzie....&lt;br /&gt;No oprócz tego, że jutro, czyli dziś jest 15 lipca i należy zapłacić ZUS-y.&lt;br /&gt;A teraz czekam na godzinę 17 mimo deszczu za oknem cierpliwie oczekuję mojej mamy z siostrą, które razem ze mną spędzą krótki chillout-owy weekend.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-5052148991874494061?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/5052148991874494061/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/07/obrona.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5052148991874494061'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5052148991874494061'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/07/obrona.html' title='Obrona!'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-1087283304759321664</id><published>2011-07-15T13:55:00.001+02:00</published><updated>2011-08-26T18:24:27.228+02:00</updated><title type='text'>9 lipca</title><content type='html'>... no obiecuję, że dzisiaj - albo w najbliższej przyszłości wkleję tekst, który został wtedy napisany, ba! nawet wcześniej, ale z uwagi na pewne wydarzenia, o których będzie mowa w następnym wpisie nie wkleiłam go na stronę.... także... cierpliwości!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;post napisany 9 lipca, natomiast dopiero dziś znalazłam minutę, aby sobie o nim przypomnieć i pokazać Wam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To ,co najmniej jak dzień niepodległości, a może nie co najmniej, ale po prostu to dla mnie dzień mojej własnej małej niepodległości. Pod zaborami byłam jeszcze aż do 21 sierpnia 2010, ale 9 lipca wiedziałam, że po decyzji, jaką podejmę, odzyskam niepodległość na zawsze…&lt;br /&gt;Rok temu, też spędziłam wiele godzin w pociągu, ale moja podróż miała zupełnie inny cel. Właśnie jadę pociągiem do Krakowa, z małą przesiadką w Poznaniu oraz Warszawie, z zupełnie inna perspektywą i z uśmiechem, hahaha sama się z siebie śmieję – to przecież było takie proste. Natomiast w 2010 roku jechałam, zmęczona letnią nie tylko temperaturą, ale sesją egzaminacyjną do Poznania. Zamknięta w sobie, wyciszona, z milionem myśli buszujących po głowie. Najzabawniejsze jest to, że w drodze powrotnej z Krakowa, będę mogła pełnoprawnie uczcić mój powrót tzn. będę przemierzać tą samą trasę – Kraków – Poznań o 3 nad ranem, w tym roku niestety nikt mnie nie odbierze, w tym roku nawet nie będę wysiadać w Poznaniu, w tym roku po prostu pojadę dalej, dosłownie i w przenośni, bo do Świnoujścia.  Tam będzie czekało na mnie śniadanie, praca, którą kocham, no i moje silne ramiona.&lt;br /&gt;Nigdy nie przykładałam wagi, do rocznic lub miesięcznic. Natomiast teraz będzie inaczej. Sobotni dzień spędzę tak samo wspaniale jak go spędziłam w zeszłym roku, również zamierzam opalać się nad wodą, beztrosko myśleć o przyszłości i mieć nadzieję, na  to, że gorzej chyba być nie może.&lt;br /&gt;Ten rok, był bardzo ważny, można nawet powiedzieć, że kluczowy w moim życiu, sądzę, że nie tylko w moim. Dla mojej niedoszłej rodziny też nie był obojętny, dla mojej od zawsze rodziny, było to czas szczęśliwy, ale także pełen trosk, obaw, że rozstanie może być bliskie. Natomiast dla mnie samej, to był dobry rok.  Wyzwoliłam siebie, dokonałam praktycznie czegoś niemożliwego, czegoś, co kiedyś wydawało mi się nierealne. Jedna sentencja, trzymała mnie wtedy przy normalności, do której i tak było mi bardzo daleko. „Moment, w którym tracisz wszystko jest najwspanialszy – dopiero wtedy stajesz się naprawdę wolny”. Czuję się wolna, jestem wolna. Mieszkam sama, co kiedyś nie było dla mnie absolutnie do przeżycia. Kończę nareszcie studia i zastanawiam się co będzie dalej.&lt;br /&gt;Niestety, wciąż mam w sobie wiele rozterek, których nie mogę pokonać. Myśli, co będzie z pracą, studiami, mną – a raczej już nami, moimi silnymi ramionami. On ma w sobie tyle siły witalnej, optymizmu i chęci ciągnięcia tego wszystkiego tak jak jest dalej, że czasem naprawdę mnie to przeraża. Zastanawiam się, czy gdy ja jestem tutaj w Świnoujściu, a on w naszym cudownym Poznaniu, to czy naprawdę mu niczego nie brakuje? Może rzeczywiście, mi też byłoby zdecydowanie łatwiej, gdybym była w miejscu, które kocham od zawsze. Wtedy siedząc i popijając piwko w letnie chłodne wieczory, nie czułabym się, aż tak samotnie.  Rok temu byłam potrzebna bardzo blisko, sama przecież nie wiem, po co, miałam być i tyle. A teraz jestem potrzebna, ale wystarczy, że jestem w odległości 350 km. Pytanie, czy mi to wystarczy. Wiem, że kolejny mój rok poświęcę, na próbę podjęcia decyzji, czy zależy i właśnie jak bardzo mi zależy na tym, co mam – mówię tutaj oczywiście o pracy, mieszkaniu samej i kompletnej niezależności, a na ile chciałabym tak naprawdę się ustatkować! Wielkie słowo, które zawsze chciałam wcielić w życie, ale nigdy mi to nie wychodziło. Bo czy naprawdę tego chcę, tego potrzebuję. Wczorajszy wieczór spędziłam właśnie na rozmyślaniach, które oczywiście do niczego mnie nie doprowadziły, które maja jedynie za zadanie uzmysłowić mi, że jednak nie do końca wszystko jest takie super jakby to się wydawało…, ale dość o moim braku motywacji do kolejnej zmiany w moim życiu, powrocie do Poznania i do życia rodzinnego.&lt;br /&gt;9 lipca to mój mały dzień niepodległości i będę świętować, bo decyzji podjętej rok temu nie będę żałować nigdy, dziękuję tylko Bogu, że mimo zamkniętych drzwi, pokazał mi, gdzie jest otwarte okno.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-1087283304759321664?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/1087283304759321664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/07/9-lipca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1087283304759321664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1087283304759321664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/07/9-lipca.html' title='9 lipca'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-396581502151170506</id><published>2011-06-28T13:34:00.000+02:00</published><updated>2011-06-28T13:34:20.693+02:00</updated><title type='text'>Urodziny</title><content type='html'>Ostatnio pisałam o moich planach, natomiast teraz powinnam napisać o postanowieniach noworocznych. Chyba tak to mogę ująć. Wczoraj minęło 25 lat,  w tym czasie strasznie dużo rzeczy się wydarzyło i chyba nawet dużo zrobiłam dla samej siebie. Natomiast to co muszę zrobić przez kolejne 25 lat ojj to już chyba wyższa szkoła jazdy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Urodziny, jakoś nie lubię, albo nigdy nie mam pomysłu jak je obchodzić. Zresztą to nie jest istotne, istotne jest to, że muszę zadbać troszeczkę o moje pokręcone życie. Wrócić tam, gdzie jest moje miejsce, tak na zawsze, zbudować dom, rodzinę i normalne relacje z bliskimi. Nie mogę żyć na takim wygnaniu tutaj.&lt;br /&gt;Czuję jednak, że tęsknię, że nie czuję się tu na tyle dobrze, aby tutaj zostać. Czegoś mi brakuje, moje ciało nie jest w pełni sobą, nie jest w całości, czuję się jakbym była rozrzucona po całym kraju i niestety nie umiem się pozbierać. Ogromnie potrzebuję wsparcia, motywacji i przeświadczenia, że naprawdę chcę to życie zmienić. A następnie zacząć działać.&lt;br /&gt;Tak jak w tym polskim filmie, ostatnio nawet mój tata mi o tym przypomniał: "zastanów się co tak najbardziej chciałbyś robić, a potem zacznij to robić". Ja wiem doskonale co to jest, ale boję się strasznie podjąć te decyzje.&lt;br /&gt;Wczoraj podczas krótkiej rozmowy na FB, kolega, którego nie widziałam od czasu zakończenia liceum, napisał mi, że niektórzy po prostu tak mają, że nie potrafią usiedzieć na miejscu. Ja też nie potrafię, ale bardzo bym chciała się tej sztuki nauczyć. Chciałabym umieć siedzieć na tyłku tam, gdzie jest moje miejsce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-396581502151170506?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/396581502151170506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/06/urodziny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/396581502151170506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/396581502151170506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/06/urodziny.html' title='Urodziny'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-2016371514199368022</id><published>2011-06-09T15:04:00.001+02:00</published><updated>2011-06-09T15:06:58.766+02:00</updated><title type='text'>Plany...</title><content type='html'>Dziś już nie wytrzymuję z samą sobą. A raczej z moimi planami. Jak wiadomo jestem osobą, która wszystko planuje.&lt;br /&gt;Dziś rano zostałam zapytana o plan na weekend, co do godziny mogłam od razu przekazać informacje gdzie się znajdę i co wtedy będę robić - niestety jestem też osobą, która swoich planów zmienić nie lubi. Planując, praktycznie w 99% powinnam mieć świadomość, że coś się wydarzy i będę musiała moje plany zmienić. &lt;br /&gt;Jednak z kolejnej strony, nie planuje się przecież niczego, mając z góry założoną zmianę tych planów - ohhh ale to zakręcone.&lt;br /&gt;Ja w każdym razie mam dość, dowiadywania się na ostatnią chwilę, że moje plany się zmieniły, wiem, że nie jest to zależne ode mnie, ani nawet od osób, z którymi plany są po części związane, ale od zjawisk... hmm niech tak ładnie nazwę nadprzyrodzonych. W każdym razie nie mam już najmniejszych sił, aby planować i zmieniać plany. Od stycznia zaplanowałam każdy weekend, wyjazdy, przejazdy i pakowanie walizek, aż do ostatniego weekendu czerwca. Ze łzami w oczach czekam na wakacje, aż wreszcie będę mogła tu zostać nie mając w planach NIC, realizując spontany, które kiedyś tak bardzo lubiłam i łudząc się, że nie zestarzeję się aż tak bardzo kiedy przyjdzie koniec czerwca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-2016371514199368022?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/2016371514199368022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/06/plany.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2016371514199368022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2016371514199368022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/06/plany.html' title='Plany...'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-2920310258360554719</id><published>2011-06-07T12:41:00.001+02:00</published><updated>2011-06-07T15:59:32.156+02:00</updated><title type='text'>śmietnik, czyli Katharsis w Paryżu</title><content type='html'>Mój ostatni weekend rozpoczął się wspaniale i tak też się zakończył. &lt;br /&gt;W piątkowe słoneczne i gorące popołudnie znalazłam się w mieście marzeń. Ale sama nie wiem, czy rzeczywiście jest to miasto moich marzeń, albo jak kto woli miasto zakochanych. Aktualnie jestem już po zwiedzaniu tego miasta, wróciłam do szarej rzeczywistości... i mam takie dziwne wrażenie, że jeszcze bardziej szara to była rzeczywistość właśnie w Paryżu, a ja wróciłam do mojego własnego świata.&lt;br /&gt;Czy Paryż mnie zachwycił, zauroczył?, a może wręcz przeciwnie, zaniepokoił i otworzył oczy na pewne sytuacje i inny świat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawda jest oczywista, niektóre rzeczy zostały wyolbrzymione w przewodnikach i notatkach opisujących jaki to cudowny jest Paryż. Natomiast o takich, jak np. katedra Notre Dame, wolałabym się nie wypowiadać. Z prostego względu, nie umiem wyrazić słowami, tego co widziałam, stworzenia nieziemskiego, ogromu mistycyzmu i tej atmosfery świętości. Nie będę pisać dalej bo zepsuję cały urok dla tych, którzy się tam wybierają, a Ci którzy już tam byli, doskonale chyba wiedzą o czym mówię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o resztę zabytków - to spoko, nie porwało mnie to, ani nie rozczarowało. To chyba dobrze, było jak było i tyle.&lt;br /&gt;Jednak ostatniego dnia, gdy już całkowicie wyczerpani wędrówką i podnoszeniem głowy by sprawdzić czy przypadkiem nie ma tam czegoś ładnego, dotarliśmy ponownie na wzgórze Montmartre do świątyni Sacre-Coeur. Siedząc w ławce nie rozumiejąc nic, o czym mówi do nas czarny ksiądz prowadzący mszę, nie potrafiłam skupić swojej uwagi na niczym konkretnym, a myśli buszowały po głowie.&lt;br /&gt;Gdy wyszliśmy na zewnątrz spojrzeliśmy w dół - na rozciągający się horyzont... było tak pięknie, słońce oświetlało budynki, było widać całą panoramę Paryża- tego pięknego Paryża. W tym momencie wiedziałam, że chcę tam zostać, usiedliśmy więc na schodach razem z tłumem już tam siedzących: murzynów, chińczyków, białych, każdy był innej narodowości. Niesamowite było to, że różniliśmy się wszystkim, nie tylko kolorem skóry, czy pochodzeniem, religią, poglądami politycznymi, a nawet językiem. Wszyscy razem wsłuchiwaliśmy się w głos "angola" - typowego rudego "angola"(ale podobno to jednak francuz), który urządził nam wspaniały koncert, w przerywnikach rozmawiał z nami w dwóch językach, także wszyscy wiedzieliśmy o co chodzi, angielski i francuski. To było dość niesamowite doświadczenie, bo on mówił po angielsku, a ktoś odpowiadał w innym języku. &lt;br /&gt;Miał swoją gitarę i śpiewał, co? hmm piosenki, przeboje, które znali wszyscy tam obecni, nawiązał taki wspaniały kontakt z publicznością, na dobrą sprawę zaśpiewać mógł z nim każdy, wystarczyło troszkę chęci, karta z listą utworów i do dzieła. Zaraz za nim na jednej z kolumn ogrodzenia kościoła siedział sobie mały murzynek - heh mały to on rzeczywiście był, ale strasznie umięśniony. Siedział sobie z piłką, a potem gdy zdecydował się pokazać co potrafi rozpoczął akrobacje, był to niesamowity widok, jego zdolności zachwyciły wszystkich. Oklaski, uśmiechy, podanie ręki i podziw no i oczywiście trochę euro, to uzyskał mały murzynek bawiąc się piłką, a za nim rozpościerał się cudowny widok Paryża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomyślałam sobie wtedy...&lt;br /&gt;Jaki ten świat jest dziwny, wojny, pobicia, gwałty, rasizm. Ludzie różnych narodowości naprawdę się nienawidzą, ale są takie miejsca na świecie, jak święte miejsce Sacre-Coeur w Paryżu, gdzie wszyscy bawią się przy jednej muzyce, klaszczą, piją piwko (winko), śpiewają 100 lat osobom, których nie znają, bez granic, bez barier i wojen - czy tam nie może być zawsze i wszędzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast, co mi się bardzo rzuciło w oczy o właśnie wyżej wspomniana dzielnica, w której nocowaliśmy i na dobrą sprawę, bardzo się cieszę, bo wymagało to troszkę wysiłku, znaleźć jedna z licznych malutkich bocznych uliczek i wdrapać się na szczyt 6 piętra, z drugiej strony cieszę się również, z tego co zobaczyłam inaczej pewnie trudno byłoby w coś takiego uwierzyć. W ubogich ludzi Paryża, w to, że na każdym kroku śmierdziało moczem, to że ludzie spali wśród gazet na ulicy, to że dookoła jest biednie i niebezpiecznie, a samotna podróż metrem, to nie małe piwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paryż ma kilka twarzy, malownicze, czyste, zadbane i pełne zabytków oraz pełne biedy, śmietników, smrodu i lęku, na szczęście również i takie jak Sacre-Coeur, gdzie liczy się duch i radość i wspólnota.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-2920310258360554719?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/2920310258360554719/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/06/smietnik-czyli-katharsis-w-paryzu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2920310258360554719'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2920310258360554719'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/06/smietnik-czyli-katharsis-w-paryzu.html' title='śmietnik, czyli Katharsis w Paryżu'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-1491982428056266023</id><published>2011-05-26T21:30:00.000+02:00</published><updated>2011-05-26T21:30:00.219+02:00</updated><title type='text'>kopnąć w _ _ _ _!</title><content type='html'>Już dawno nic nie pisałam, a obiecałam... obiecałam sobie...&lt;br /&gt;Tak na dobrą sprawę nic się ciekawego nie dzieje, wszystko co się aktualnie dzieje... to, to się po prostu dzieje i nic. Mam meksyk w pracy,w głowie, nie mam kompletnie czasu, na nic. A tymbardziej na samą siebie. Dziś znowu to samo, praca, w pracy masakra, a teraz - teraz znowu nauka, męczy mnie już to wszystko - pragnę ciepła, wiatru - tak jak w poprzedni weekend - miłości... Pragnę tego, który jest daleko, za daleko - pragnę go w tej chwili jak nikogo na świecie, aby był przy mnie, dzień i noc, aby trzymał mnie za rękę i ściskał ją mocno kiedy chrapię w nocy. Czasem mam takie dni, kiedy jest dobrze, kiedy sobie radzę, gdy wszystko się układa, układa się moja głowa, ale gdy coś już nie pójdzie tak jak powinno tęsknię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś tak właśnie się stało. Nawet nie wiem jak to opowiedzieć. Chodzi mi o to, że praca ma stasznie dużo jednak i niestety z życiem osobistym wspólego. Dlaczego? Nikt z nas tego nie chce. Ale właśnie tak jest. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam ochotę kopnąć kogoś mocno w dupę, tak, tak mówię o tej firmie z Poznania, niestety nie było już nikogo. Okazało się, że to co poważna firma Ci obiecuje to tylko obiecanki - cacanki i oczywiście nie ma nikogo odpowiedzialnego za spieprzone sprawy.... ojj chłopacy mają duże szczęscie, że nie było ich wtedy na miejscu, nic by z nich nie zostało.&lt;br /&gt;Dla mnie najgorsze jest kłamstwo, jeśli ktoś coś mówi i ma to związek nie tyle ze mną osobiście, ale firmą, ponieważ to ja muszę świecić oczami przed szefem i chronić ich wielkie tyłki - sama czasem nie wiem dlaczego... mhmm może dlatego, że w sumie ich lubię, że są ludzie gorsi od nich. Ale to, że ktoś jest miły zabawny i umie się uśmiechać, to nie znaczy, że będzie miał ze mną łatwo.&lt;br /&gt;ehhh&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;od wyjścia z pracy minęły 3 godziny od rozmowy z przedstawicielem firmy 4h. Ale we mnie wciąż to buzuje, wciąż jest na mojej głowie, bo niestety to ja jutro będę tłumaczyć i będę za wszystko obwiniana. To jest właśnie najgorsze, jak czuję się, nie tylko ja oszukiwana, bo jak mnie ktoś oszuka to po mnie to spłynie - powoli, ale spłynie... a jak ja muszę oszukiwać innych - bo ktoś mnie oszukał, to czuję się jak idiotka i kretynka, ktoś mówi mi tylko to co chcę usłyszeć, aby mnie zadowolić. Przez te parę tygodni ciężkiej współpracy nauczyłam sie przekazywać mało informacji dalej, i tylko takie... mhmm przefiltrowane, aby nie wszystko było pewne. Gdybym mówiła wszystko co wiem, szef by mnie zwolnił za mataczenie. To jakiś koszmar.&lt;br /&gt;Bo ja nie nawidzę zawodzić ludzi i dlatego tego nie robię.&lt;br /&gt;Niestety dziś nie udało się kopnąć kogoś w dupę, sama się powinnam kopnąć, aby zabrać się za naukę, ale dziś potrzebuję...ehh potrzebuję ciepłego słowa. Mimo tego, że gdy przekroczyłam progi firmy zadzwoniłam z żalem pod ukochany numer telefonu - znowu usłyszałam to co chciałam, ale tym razem byłam pewna, że jest to szczere, moje wspaniałe silne ramiona, które dźwigają razem ze mna ciężar odległości. Potrafią mnie pocieszyć na odległosć, przyulić i poczułam się lepiej. Jednak ja chcę czegoś więcej... chciałabym aby było już po tym wszystkim, aby ten rok minął i następny też... może minie... tylko co dalej.&lt;br /&gt;Uwielbiam planować, ale sama nie wiem co mogę zaplanować, nic! Dlatego tak mnie to wszystko dręczy. okej spadam się uczyć - good luck.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-1491982428056266023?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/1491982428056266023/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/05/kopnac-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1491982428056266023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1491982428056266023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/05/kopnac-w.html' title='kopnąć w _ _ _ _!'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-3710011485383365790</id><published>2011-04-26T16:09:00.002+02:00</published><updated>2011-04-26T16:47:07.455+02:00</updated><title type='text'>Wiara</title><content type='html'>I gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Co się z nim stało? Czy On jest... czy On kiedykolwiek był? Czy warto mu zaufać? Mimo tego, że jestem już dorosła, staram się po swojemu podjąć próbę zrozumienia tego świata i życia w nim. Niestety za każdym razem kiedy zadaję sobie pytanie dlaczego coś się dzieje, nie potrafię uzyskać zadowalającej mnie odpowiedzi. &lt;br /&gt;Dlaczego w naszym kraju dzieje się tak źle, dlaczego wydaje mi się, że osoby, które mają władze, jedyne co to ją mają i nic z tym nie robią. Tak jakby po prostu żyli w innym świecie, a może na innej planecie. Tak jakby widzieli to co się dzieje jako dobro, że tak właśnie powinno być. Sami chodzą wystrojeni na wielkie gale, uśmiechają się i obrzucają błotem swoich przeciwników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego tak pięknie udało mi się wmieszać Boga w Politykę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo wszyscy to robią - a to jest największy wstyd, dla nas POLAKÓW, dla ludzi, którym naprawdę na czymś powinno zależeć, którzy wierzą w ludzi ich dobroć, a także w Boga...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;cztery poranne godziny spędziłam wracając pociągiem do Świnoujścia, czytając kilka artykułów, umieszczonych w jednym z polskich czasopism politycznych. Ze względu na zbliżającą się beatyfikację papieża JP II spotkałam się z różnymi zdaniami na temat jego dokonań, cudów, poświęcenia i modlitw. Doszłam do wniosku, że chyba wierzę w innego Boga. Nasz kościół podzielony jest na dwa znacznie przeciwstawiające się obozy. &lt;br /&gt;Tak na dobrą sprawę jeśli wierzymy w Boga - siłę nadludzką, która może pomóc nam w potrzebie i która jako jedyna zna przyszłe losy świata, to powinno być to tak piękne, mistyczne, ciche oraz pełne szacunku przedsięwzięcie (mówię tu oczywiście o wierze), że każdy powinien nie tyle być szczęśliwy, że wierzy, ale również powinien dawać świadectwo tego, że wierzy. Tyle mówią o tym "normalni" księża i wydaje mi się, że tak kiedyś było.&lt;br /&gt;A teraz? ... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu dumnie nosiłam duży srebrny krzyż (może bardziej jako ozdobę), ale symbolizował "coś", "kogoś", moje przekonania i wiarę, że jest jednak coś więcej, niż szara rzeczywistość.&lt;br /&gt;A teraz... teraz wstyd ... gdybym założyła ten krzyż na swoją szyję wstydziłabym się go pokazać. Nie dlatego, że wiara przestała być modna, albo ja przestałam wierzyć, zmieniłam własne przekonania w tej sprawie (zresztą cały czas je zmieniam). Wstyd by mi było, za wszystkich tych półgłówków, którzy bezczelnie nazywają się katolikami i wykorzystują ten jakże mistyczny symbol do swoich niecnych celów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jest profanacja, to jest zabijanie poczucia religijności w ludziach takich jak ja. Nie jestem aż tak silna w mojej wierze, aby za chwile nie powiedzieć, że mam to gdzieś i że to wszystko nie ma sensu. Ilekroć siedzę w kościelnej ławce zastanawiam się dlaczego tak mocno to na mnie wpływa, dlaczego tak mnie to boli. Ci ludzie, a często księża mówiący o "religijności", która nią nie jest. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic więc dziwnego, że ludzie odchodzą, nic dziwnego, że przestajemy chodzić do kościoła, że czujemy się oszukani, i załamani wiarą. Mamy mętlik w głowach i Święta Wielkanocne stają się jedynie udręką, którą trzeba jakoś przeżyć.&lt;br /&gt;To nie znaczy, że ludzie nie wierzą, to znaczy jedynie, że kościół został wplątany w grę między dobrem, a złem, między polityką a bijatyką. &lt;br /&gt;A symbole tracą na znaczeniu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Możemy jedynie modlić się o grom z jasnego nieba, aby ci, którym coś się pomieszało i bluźnią przeciwko Bogu, wykorzystując jego autorytet do gry smoleńskiej (jak tylko słyszę tą nazwę przechodzą mnie ciarki po całym ciele i tylko samo słowo kojarzy mi się z angielskim: "small" bo to właśnie takie jest, małe, ohydne, wyuzdane, obrzucone błotem, przez ludzi, którzy nie potrafią dać wiecznego spokoju zmarłym)czy jakieś innej... przestali obrzydzać innym Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety ja jestem wierzącą, ale niewierzącą - nie wiem czy warto wierzyć, bo w takim kraju jak nasz to chyba wstyd.&lt;br /&gt;Jednak po cichu mam nadzieję, że "to", w co ja wierzę gdzieś głęboko nie będzie zbluzgane - dlatego schowam to tylko dla siebie jeszcze głębiej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-3710011485383365790?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/3710011485383365790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/04/wiara.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3710011485383365790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3710011485383365790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/04/wiara.html' title='Wiara'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-3324158055849395804</id><published>2011-04-21T13:41:00.001+02:00</published><updated>2011-04-21T13:44:50.201+02:00</updated><title type='text'>cele</title><content type='html'>Nasze życie polega na wyznaczaniu sobie celów i ich realizacji, ale co wtedy kiedy wymagania podczas dążenia do celu przerastają nasze możliwości... Czy należy się poddać, czy może po prostu przezwyciężyć swoje obawy. Teoretycznie wszystko jest dla ludzi, ale czy dla wszystkich. Nie możemy przecież być najlepsi w każdej dziedzinie. &lt;br /&gt;Słabości należy pokonywać, ale jeśli się poddamy i ich nie pokonany, pozostaniemy słabi? Czy ktoś wtedy przestanie nas kochać, czy będzie uważał nas za gorszych od siebie? Może tak, ale wtedy to oznacza, że ta osoba nie jest warta nawet naszej przyjaźni. &lt;br /&gt;Jeśli jesteśmy z kimś na dobre i złe, nie możemy oczekiwać od drugiej osoby cudów. Musimy przyjąć ją taką jaką jest ze wszystkimi wadami, zaletami, z możliwościami i słabościami. Nie każdy potrafi latać i nie każdy pływać. Ważne jest jednak to, aby umieć znaleźć ten złoty środek i pogodzić się z rzeczywistością. Natomiast chęć samodoskonalenia się to już inna sprawa, tylko co jeśli za jakiś czas to wszystko szlag może trafić... Całe szczęście to tylko myśli teoretyczne, nie wolno nam sądzić, że coś może nam nie wyjść. &lt;br /&gt;I nieważne czy pokonamy nasze słabości, czy nie. Powinniśmy wierzyć, że nam się uda... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego kochana Basiu, nie poddam się! Mimo lęków, obaw i trosk - postaram się dać radę. Wiem, że mocno mnie wspierasz i będziesz ze mną do końca, bez względu na wszelkie rezultaty... dziękuję!:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-3324158055849395804?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/3324158055849395804/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/04/cele.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3324158055849395804'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3324158055849395804'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/04/cele.html' title='cele'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-5543700831841800287</id><published>2011-04-13T15:28:00.002+02:00</published><updated>2011-04-13T15:30:11.578+02:00</updated><title type='text'>coming home</title><content type='html'>I'm coming home&lt;br /&gt;I'm coming home&lt;br /&gt;Tell the World I'm coming home&lt;br /&gt;Let the rain wash away all the pain of yesterday&lt;br /&gt;I know my kingdom awaits and they've forgiven my mistakes&lt;br /&gt;I'm coming home, I'm coming home&lt;br /&gt;Tell the World that I'm coming&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Back where I belong, yeah I never felt so strong&lt;br /&gt;(I'm back baby)&lt;br /&gt;I feel like there's nothing that I can't try&lt;br /&gt;And if you with me put your hands high&lt;br /&gt;(put your hands high)&lt;br /&gt;If you ever lost a light before, this ones for you&lt;br /&gt;And you, the dreams are for you&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;.......&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze kiedy słyszę słowa tej piosenki, mam łzy w oczach - dlaczego?.... nie potrafię zrozumieć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-5543700831841800287?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/5543700831841800287/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/04/comming-home.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5543700831841800287'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5543700831841800287'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/04/comming-home.html' title='coming home'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-7855976451138867518</id><published>2011-04-08T15:51:00.000+02:00</published><updated>2011-04-08T15:51:51.224+02:00</updated><title type='text'>butelka piwa</title><content type='html'>co z moim życiem mają wspólnego puste butelki po piwie "Lech"?&lt;br /&gt;Dopiero wczoraj do mnie dotarło, że jednak mają...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy ktoś z was, kiedy podejmował pewne decyzje w życiu, albo zastanawiał się nad różnego rodzaju zmianami, miał taką lekką dozę niepewności?&lt;br /&gt;A po pewnym czasie, zobaczył rzeczy, albo zjawiska, które tak jakby stały się przeznaczeniem... i jedyne co mogą zrobić to utwierdzić Cię w przekonaniu, że idziesz tą dobrą drogą. Tą właściwą i to co robisz, robisz dobrze, a wszelkiego rodzaju starania zostaną Ci wynagrodzone.&lt;br /&gt;Hmm Tak też jest w moim przypadku, dopiero wczoraj podczas bardzo późnej kąpieli pod prysznicem, praktycznie z zamkniętymi oczami ze zmęczenia, dostałam olśnienia. Mała butelka piwa okazała się ogromnym symbolem, spotkałam ją na swojej drodze i niestety nie mogę tutaj wyjaśnić znaczenia małej butelki, ale wiadomo, że zielone butelki kojarzą mi się z Osobą, "Lech" - nazwa piwa z miastem Poznaniem, a spotkanie tego na swojej drodze podczas pewnej podróży oznacza, że się uda.... i w tym miejscu będę już siedziała cicho. Pozostawię was w niepewności i dopiero jak mi się uda, przedstawię Wam tajemnicze znaczenie butelki, putej butelki....:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-7855976451138867518?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/7855976451138867518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/04/butelka-piwa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7855976451138867518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7855976451138867518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/04/butelka-piwa.html' title='butelka piwa'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-7950540890983871366</id><published>2011-04-06T12:55:00.000+02:00</published><updated>2011-04-06T12:55:00.600+02:00</updated><title type='text'>ptaki śpiewają</title><content type='html'>Piątek był cudowny, słoneczny i piękny, taki... dający siłę.&lt;br /&gt;Zgodnie ze wszystkimi planami jakie miałam znalazłam się w pociągu do Poznania i nawet ta cała podróż nie była zła, jak tylko zobaczyłam tablicę na stacji "Poznań Wola" poczułam to....to.... dziwne "coś", "coś" czego opisać nie mogę takimi zwykłymi słowami, a inne nie docierają do mojej głowy. W każdym razie, gdy wyszłam na dworcu głównym z pociągu. Poczułam się wśród tych wszystkich ludzi jakbym, była jedna jedyna. Jakbym to tylko ja czuła... to co w tamtym momencie poczułam - taki mix radości, lekkiego podniecenia, a jednocześnie spokoju i pewności. To jest jedyne miejsce na ziemi gdzie mogę żyć, zrobię wszystko aby tu wrócić. Ale jeszcze nie teraz. Bo bardzo podoba mi się to uczucie i chciałabym je czuć dość często, no tak plany dotyczące przyjazdów do Poznania są już ustalone na kilka miesięcy... Zastanawiam się tylko co dalej, czy ta magia nie zniknie. Bo jeśli w październiku rozpocznę studia i będą to studia w Poznaniu, nie chcę aby każda podróż była tylko pod gwiazdą - nauka, szkoła, egzaminy. Bardzo łatwo zniszczyć wyobrażenie o swojej Ziemi Obiecanej zatruwając ten wizerunek, stresem, pośpiechem i ciągłym zamartwianiem się o coś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast teraz siedzę w biurze i słucham śpiewu ptaków, mimo wietrznej i jesiennej pogody jaka zawitała do Świnoujścia dzisiejszego poranka. &lt;br /&gt;Bardzo miło wspominam wczorajszy dzień, walka ze słabościami jest całkiem fajna i daje uczucie "banana na ryju", natomiast długa wieczorna rozmowa, oraz sama myśl o maratonach i trasach pomogła mi zasnąć, praktycznie zanim udało mi się dobrze wejść do łóżka...&lt;br /&gt;i kolejny juz raz widzę wielki bałagan w całej tej wypowiedzi, taki misz masz, kilka wątków jednocześnie, ale nic wiecej nie mogę wam powiedzieć, bo jest mi po prostu fajnie.&lt;br /&gt;Na koniec jeszcze ogromne gratulacje, dla wszystkich, którzy męczyli się podczas Poznańskiego biegu w ostatnią niedzielę, a szczególnie TOBIE, bo mimo takiego wysiłku, który rysował się na Twojej twarzy dostrzegłam też uśmiech i radość. Egoistycznie śmiem myśleć, że troszkę się do tego uśmiechu przyczyniłam, wspierając Cię myślami na dwukołowym rydwanie. Dlatego ten uśmiech ukradnę, zabiorę tylko dla siebie, niech będzie tylko mój, będę wierzyć, że gdyby mnie tam nie było, nie byłoby też tej Twojej radości:)&lt;br /&gt;(wiem, najgorzej jest, jak coś się komuś wydaje - ale co z tego):)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-7950540890983871366?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/7950540890983871366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/04/ptaki-spiewaja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7950540890983871366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7950540890983871366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/04/ptaki-spiewaja.html' title='ptaki śpiewają'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-8586660107697755158</id><published>2011-03-24T14:33:00.001+01:00</published><updated>2011-03-24T21:39:14.168+01:00</updated><title type='text'>44</title><content type='html'>Z tego co widzę, to jest 44 nudny post jaki zostanie tutaj zamieszczony.&lt;br /&gt;Dziś jestem zła, rozdrażniona, wieje wiatr - może dlatego. I wcale nie jest ciepło. Wydaje mi się, że wiosna ominęła nasz kraj w tym roku, jakoś nie widzę zbliżającego się ciepła. Zreszta jestem na tyle zajęta - niczym, że nie zauważyłam poniedziałkowego 21 marca- pierwszego dnia wiosny, spokojnie faktu, że we wtorek był 22, też nie zauważyłam. Ale dzisiaj na szczęście mamy 24 marca i nic się nie dzieje. &lt;br /&gt;Chciałabym, ale nie umiem się nudzić, ciągle mnie wyrywa do nowych pomysłów. Ale moje wszystkie pomysły od wielu lat mają jedną charakterystyczną cechę, nigdy nie satają się rzeczywistościa. mhmm w sumie to przez prawie 25 lat tej egzystencji powinnam się tego nauczyć i przestać wymyślać idiotyzmy, które są trudne do osiągnięcia. W takich przypadkach mam dużo apetytu na życie i chęci.... a potem tak wszystko gaśnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest kilka takich rzeczy, których bardzo pragnę, ale gdzieś tam w samym środku, mam pełną świadomość ich niespełnienia, a fakt, że za 3 miesiące (nawet moja mama nie mogła w to uwierzyć) skończę 25 lat jest okrutne. &lt;br /&gt;Zatrzymałam się na 21 roku życia i robiąc to co robię, będąc w tym miejscu, w którym jestem teraz powinnam mieć 21 lat. Czyli 4 lata były bez sensu, nie były potrzebne, nie odniosłam w tym czasie ani sukcesów zawodowych, ani też w życiu osobistym. Tak więc bez najmniejszego problemu mogłabym cofnąć się 4 lata, odzyskać te dni i znaleźć się w tym miejscu, w którym jestem teraz. Takie wyjście byłoby najrozsądniejsze, jednak nie jest możliwe - a szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałabym czas na wszystko... a teraz nie mam czasu na nic. Mam dziwne wrażenie, że nigdy nie osiągnę tego o czym marzę, czego pragnę. Nawet mojej sylwetki nie umiem utrzymać w takiej formie, w jakiej bym chciała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uważam to za wielce nie fair, że ja muszę mocno ćwiczyć, biegać i dbać o siebie, aby móc się sobie podobać, a gdy tylko chciałabym zjeść pudełko lodów, wyrzuty sumienia dręczą mnie przez najbliższy tydzień. Potem, rozciągnięta, wygimnastykowana i spocona leżąc na podłodze, zastanawiam się po "kiego grzyba" to wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może wybrzydzam, bo przecież są sprawy i rzeczy, które mogłyby mi zrekompensować moje ciągłe niezadowolenie z wyglądu mojej sylwetki, albo ze starości no i tych wszystkich planów, które kiedykolwiek przeszły mi przez głowę, ale nigdy nie zakorzeniły się w niej na dobre. No tak są takie rzeczy to np. moje studia, które skończę- jak wszystko świetnie pójdzie, to też moja cudowna praca, którą lubię i daje mi fajne perspektywy, no i odwieczna miłość mojego życia.... która w przeciwieństwie do mnie wie, że jest dobrze, a będzie tylko lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No tak, ten fakt może zrekompensować mi rzeczy, które budzą moje niezadowolenie, ale czy zamienią je kiedykolwiek w zadowolenie... sądzę, że muszę trochę popracować, aby nie przywiązywać wagi do pewnych spraw, a zwłaszcza do swojej wagi... tylko takie są już kobiety ... jeśli mają mężczyznę, którego kochają nie chcą pozwolić, aby był on kiedykolwiek niezadowolony z wyglądu swoich kobiet.&lt;br /&gt;Ehh to idiotyzm....&lt;br /&gt;Po przeczytaniu, tego co napisałam stwierdziłam, że pisała to jakaś zdesperowana idiotka, ale sądzę, że część kobiet podpisałaby się  pod tym - niestety...&lt;br /&gt;Chciaż, może to są moje wymysły i przesada, bo niektórzy twierdzą, że ja zawsze przesadzam i wymyślam głupoty. Czasem boję się, że to co mam, to jedyne co daje mi siłe, mogę bardzo prosto stracić i tego boję się każdego dnia, kiedy idę spać i budzę się rano...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba nie powinnam komentować tego co napisałam wyżej... jutro mając lepszy nastrój napiszę wam, że to nie jest prawda, że czuję się w 100% piękną kobietą i niczego mi nie brakuje:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-8586660107697755158?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/8586660107697755158/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/44.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/8586660107697755158'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/8586660107697755158'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/44.html' title='44'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-7814393472039419912</id><published>2011-03-21T12:14:00.001+01:00</published><updated>2011-03-21T12:21:08.264+01:00</updated><title type='text'>szczęście - czyli mój własny ogródek</title><content type='html'>Niestety nie mam własnego ogródka, ani nie zakupiłam w ostatnim czasie działki, a mój wybetonowany "taras" przed mieszkaniem nie spełnia takiej funkcji. Ogródek to taka przestrzeń życiowa, moja własna.&lt;br /&gt;Wczoraj wieczorem znowu zostałam sama i.... bardzo się z tego powodu ucieszyłam. Bo z jednej strony fantastycznie jest być z kimś kto wchodzi z brudnymi butami w twoje życie, dokłada swoje trzy grosze, tłukąc szklanki i wywracając wszystko do góry nogami zmienia to życie na lepsze. Natomiast z drugiej strony cudownie jest zachować wspomnienia dla siebie, zawinąć się w kołdrę, poczytać książkę i poczuć tą kojąca ciszę... Błagam nie myślcie sobie, że życie z kimś już mi się znudziło - bo wcale tak nie jest. Wszyscy zawsze mi mówili, że powinnam robić coś dla siebie, coś co będzie tylko moje i to może być wszystko...hobby, przyjaciele, książka, głupia krzyżówka Jolki, albo sudoki, a ja potrzebuje czasem trochę samotności i życia swoim życiem, nie wiem czy w tej chwili to jest takie dobre, bo odzwyczajam się w tym momencie od współżycia z najbliższymi, z dzielenia się z nimi wszystkim tym co mam. &lt;br /&gt;I dlatego boję się takiego życia. Teraz czuję się naprawdę szczęśliwa, w ciągu tygodnia jestem sama z moim życiem i moimi przyzwyczajeniami, natomiast w weekndy jestem córką, siostra, ukochaną, studentką.... wariatką, która musi chyba coś ze sobą zrobić, bo dalsze życie w takim szczęściu z tyloma rolami może nie wyjść mi wcale na dobre.&lt;br /&gt;Bo najgorsze to przyzwyczajenia, już nie płaczę wieczorami, że jestem sama, podoba mi się to, bo samotność mi nie doskwiera, ale ...cieszę się z każdym nadchodzącym weekendem na spotkanie, odliczam, każdą minutę, czekam na niespodzianki i ten.... zapach....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś mamy wspaniały dzień, jest pięknie i uroczo, słońce świeci, chciałabym już schować zimowy płaszcz, ubrać okulary przeciwsłoneczne i planować wakacje, mimo tego wysiłku, który jeszcze w ciągu paru miesięcy mnie czeka czuję się silna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-7814393472039419912?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/7814393472039419912/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/szczescie-czyli-moj-wasny-ogrodek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7814393472039419912'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7814393472039419912'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/szczescie-czyli-moj-wasny-ogrodek.html' title='szczęście - czyli mój własny ogródek'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-9156268625330198510</id><published>2011-03-17T12:13:00.000+01:00</published><updated>2011-03-17T12:13:04.108+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>"So I find a reason to shave my legs&lt;br /&gt;Each single morning&lt;br /&gt;So I count on someone on&lt;br /&gt;Friday nights to take me dancing&lt;br /&gt;And then to chruch on Sundays&lt;br /&gt;To plant more dreams&lt;br /&gt;And someday think of kids&lt;br /&gt;Or maybe just to save a little money&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;You're the one I need&lt;br /&gt;The way back home is always long&lt;br /&gt;But if you're close to me I'm holding on&lt;br /&gt;You're the one I need&lt;br /&gt;My real life has just begun&lt;br /&gt;Cause there's nothing like your smile made of sun&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;In the world full of strangers&lt;br /&gt;You're the one I know&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;So I learned to cook&lt;br /&gt;and finally lose my kitchen phobia&lt;br /&gt;So I've got the arms to cuddle in&lt;br /&gt;When there's a ghost or a muse&lt;br /&gt;That brings insomnia&lt;br /&gt;To buy more thongs&lt;br /&gt;And write more happy songs&lt;br /&gt;It always takes a little help from someone&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;You're the one I need&lt;br /&gt;You're the one I need&lt;br /&gt;With you my real life has just begun&lt;br /&gt;You're the one I need&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nothing like your smile made of sun&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nothing like your love...."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-9156268625330198510?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/9156268625330198510/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/so-i-find-reason-to-shave-my-legs-each.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/9156268625330198510'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/9156268625330198510'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/so-i-find-reason-to-shave-my-legs-each.html' title=''/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-4212807801353765469</id><published>2011-03-15T14:03:00.000+01:00</published><updated>2011-03-15T14:03:09.238+01:00</updated><title type='text'>5 minut</title><content type='html'>Weekend figurował w mojej głowie pod nazwą: pociąg i Dębica.&lt;br /&gt;W sumie 29,5 godziny w pociągu w ciągu zaledwie ok 67 godzin weekendu hmm to sporo, na co przeznaczyłam resztę, w większości na sprawy takie jak obiad, spanie, pogaduszki, a na naukę zaledwie 12h w sumie, czy to ma jakiś sens? Ja pragnę wierzyć, że wciąż ma. &lt;br /&gt;Przesiadka dziwnym trafem była w Trzebini, dziwnie się tam czułam, stojąc na stacji i czekając te 5 minut na kolejny pociąg myślałam o tym dlaczego właśnie tutaj. Stacja wyglądała tak samo jak 15 – 20 lat temu, nic się nie zmieniło. To właśnie z tej stacji jeździłam jako mała dziewczynka do mojej Babci. A 15 lat temu pojechałam do niej po raz ostatni na wakcje, tylko po to aby już tam zostać. Wtedy uwielbiałam jeździć pociągiem, można było sobie pochodzić między przedziałami a ludzie zachwycali się trójką jakże pięknych małych dziewczynek Nic nie zmieniła się ta stacja – tak samo brudna, stara i każdym rokiem bardziej zniszczona. Nagle po ukazaniu się w mojej głowie wspomnienia o przeszłości, pojawiła się całkiem świeża historia. Można by powiedzieć, że ponad pół roku temu również na tej stacji zakończyłam kolejny etap w moim życiu. Przypomniałam sobie czarnego kota (który miał nie wróżyć nic dobrego) przebiegającego przez tory i ze łzami w oczach, ale również z wielką nadzieją na poprawę mojej przyszłości wsiadłam do pociągu. Kończąc coś, co skończyć miałam dopiero umierając, a rozpoczynając coś tak nowego i zaskakującego, jakbym obudziła się po wielkim śnie. Pamiętam bardzo dobrze, że gdy wysiadłam na stacji: „Poznań Główny” pół roku temu po przerażajacym końcu mojego poprzedniego życia przywitały mnie „silne ramiona”, całkiem niespodziewanie, przyjacielsko, one wiedziały jak mi było ciężko. Od tamtego czasu, „silne ramiona” wciąż są w moim życiu i ciągle mnie przytulają i podnoszą na duchu, gdy tylko jest mi źle, lub gdy po prostu nie mogę zasnąć. I tak sobie teraz myślę, że nie chcę innych ramion, chcę tylko te jedyne...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale oczywiście nie o tym miałam dziś pisać, chciałam napisać o niespodziance, ale chyba zmieniłam zdanie... niespodzianka, która mnie spotkała popsuła mi troszkę plany na ten tydzień, miałam sprzątać, pisać pracę i skoncentrować się na sobie, aby nie myśleć o niespodziankach, a w najbliższy weekend znaleźć się w Poznaniu i powiem tak: wszystko szlag trafił, bo pojawiła się niespodzianka:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie tylko w moim życiu tak się dzieje... Mamy swoje plany i nagle coś niespodziewanego nam je psuje. Takie jest po prostu życie, niestety ja należę do osób, które nie lubią psuć sobie planów i niestety bardzo źle przeżywam ingerencję w moją przyszłość. Ale muszę się nauczyć... przez ostatnie pół roku uczę się nie planować i plany zmieniać i chyba dość dobrze mi wychodzi, bo dzięki temu ułożyłam w głowie nowy plan, który uwzględni obecność mojej niespodzianki:) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzę w mojej wypowiedzi mały bałagan i brak jakiegokolwiek planu, ale niech tak zostanie, 100 tysięcy różnych myśli mam w głowie i nie mogę ich ułożyć w jedną całość. Może to nie czas i miejsce na to. Niech tak zostanie. W piątek otrzymałam książkę od siostry, historia tego dlaczego ta książka miała trafić do mnie i dlaczego akurat ja niby chciałam ją przeczytać – kiedy oczywiście pierwszy raz słyszę, że taka książka istnieje, jest wciąż dla mnie niepojęta. Ale czytam, tzn czytałam w pociągu, niestety zaledwie parę stron przed zaśnięciem, bo widziałam, że niestety inni też chcą iść spać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiałam się czy zabieg przekazania mi tej książki nie był przypadkiem celowy i z premedytacją. Ponieważ, wygląda to tak, jakby ktoś opisał część mojej historii w czyimś życiu, ze wszystkim się zgodzę i pewne fragmenty,ba! Nawet imiona istnieją w moim życiu naprawdę. Tak jakby to wszystko działo się po raz drugi. A fragment dotyczący mieszkania i związków na odległość pasuje do mojego życia jakby dla niego stworzony. Dlatego pozwolę sobie przytoczyć fragment, który mniej więcej brzmi tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ryba i ptak mogą się kochać, tylko gdzie będą mieszkać?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatrzymałam swoją uwagę na tym zdaniu i zastanawiałam się, gdzie ja będę mieszkać, co ze mną będzie za parę lat, wystraszyłam się... a trzeba było przeczytać od razu kolejne zdanie mówiące, o tym, że to nic prostrzego, trzeba jedynie zadbać o to, aby ryba nauczyła się latać, a ptak nurkować. Trochę szkoda, bo ja zarówno jak głębokiego nurkowani tak i wysokiego latania się boję. Wolę zdecydowanie stąpać na powierzchni i to chyba jest mój błąd, czasem wystarczy nie martwiąc się o nic pozwolić unosić siebie ponad ziemię oraz nurkować w pięknym głebokim podwodnym świecie, bo przecież każdy doskonale o tym wie, że ziemia wygląda dużo lepiej zarówno z lotu ptaka, jak i perspektywy ryby pływającej w wodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musimy zastanowić się, kim chcemy być, a następnie odpowiednio nauczyć się latać i nurkować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-4212807801353765469?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/4212807801353765469/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/5-minut.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/4212807801353765469'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/4212807801353765469'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/5-minut.html' title='5 minut'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-7964372490947944025</id><published>2011-03-11T10:02:00.000+01:00</published><updated>2011-03-11T10:02:01.307+01:00</updated><title type='text'>sen, czy odpoczynek - czyli co robię w nocy...</title><content type='html'>Patrząc na sam tytuł brzmi dość dwuznacznie, aczkolwiek nie ma tak to brzmieć.&lt;br /&gt;Ktoś kiedyś powiedział: "Sypia się z kimś, a odpoczywa się samemu".&lt;br /&gt;Ja chyba sama nawet nie umiem odpoczywać...&lt;br /&gt;Wczoraj przyjechali do mnie moi ukochani goście, wiedziałam, że wtedy będę mogła spokojnie zasnąć (tak jakbym będąc sama potrzebowała anioła stróża mówiącego: śpij spokojnie). Mając świadomość, że ktoś leży na sąsiednim łóżku położyłam się spać koło 22 i jak tylko odwróciłam głowę, zgasiłam lampkę, zasnęłam... niestety nie trwało to długo, bo w nocy obudziło mnie.... sama nie wiem co, byłam strasznie zła, że nawet teraz nie mogę spać. Doszłam nawet do wniosku, że w pociągu, kiedy spędzam tam ponad 14h w jedną stronę jadąc na zajęcia śpię więcej niż w wielkim, wygodnym łóżku, z ciepłą kołdrą przy kaloryferze. A może właśnie o to chodzi, mam za dużo przestrzeni, łóżko jest ogromne a ja się w nim gubię.... są dwa wyjścia, albo kupić sobie mniejsze łóżko, które ograniczy moją przestrzeń, albo znaleźć sobie kogoś kto będzie zajmował tą przestrzeń. Niestety to nie jest proste, jeśli ktoś zajmuje Ci całą głowę, serce, to nie zawsze musi zajmować całe łóżko, chciaż bardzo bym tego chciała. Od czasu do czasu tak właśnie się dzieje, kiedy "odpoczywam" z kimś,śpię spokojnie, a rano budzę się wypoczęta, mój "anioł stróż" jest obok mnie i nie zamierzam się go pozbyć...dlatego tak bardzo czuję się dziwnie, gdy wiem, że kolejną noc będę musiała spędzić sama...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie o tym miałam pisać, po prostu wstałam rano i zastanawiałam się dlaczego przez ostatni tydzień zasypiałam koło 1 w nocy, a dziś ledwo przyłożyłam głowę.... już mnie nie było... a może bezsenność jest zaraźliwa, a może boimy się tego, że nikt do nas nie przyjedzie i nikt nas nie przytuli i nikt nie wypełni tej przestrzeni w wielkim łóżku, że to kiedyś się skończy, brak pewności na czym "stoimy"... mimo tego, że wmawiamy sobie, że będzie dobrze - "bo jak są 4 uda, to się musi udać".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj czeka mnie podróż, daleka, ale jakoś nie czuję się źle, nie marudzę sama ze sobą, chociaż dzień dopiero się obudził i moje nastawienie może się zmienić. Ale... ale jadę sama, z mojego samotnego mieszkania nad morzem, nikogo nie zostawiam, nie opuszczam, z nikim nie muszę się rozstawać na ten weekend. Tak więc nie mam absolutnie powodu dla którego mogę nie chcieć tam jechać. &lt;br /&gt;Jestem jednak pewna jednego, że gdy tylko pociąg przejedzie przez granicę Mojego miasta, obudzę się, podniosę głowę i łezka stoczy się po moim policzku, że ja tu nie wysiadam, że to nie moja stacja. Ale kiedyś znowu będzie moja - już niedługo, jeszcze 5 razy przejadę. I rzeczywiście to jest takie wielkie odliczanie, wielka 5 pociągowa. Z początkiem lata w tym roku raz na zawsze chcę zamknąć rozdział pod głęboko gdzieś zakorzenioną nazwą: Dębica. Niestety jak wszytsko ma swoje konsekwencje, przez ostatnie 4 lata mocno pracowałam i to co osiągnęłam musiałam oddać, wyzbyć się tego, wyrzucić z mojego życia, nawet moje marzenie życia, moje szczęście i wyzwolenie, moją wolność, to mój samochód, który niestety muszę sprzedać... nie jest mi już potrzebny... ehh a jaka jest prwada, podobna jak z tym pociągiem... muszę się pozbyć aby zapomnieć, abym w pełni mogła zaangażować się w to co robię teraz, kim teraz jestem i abym wreszcie mogła odetchnąć z ulgą opierając pustą od sława Dębica głowę na silne ramiona....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-7964372490947944025?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/7964372490947944025/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/sen-czy-odpoczynek-czyli-co-robie-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7964372490947944025'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7964372490947944025'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/sen-czy-odpoczynek-czyli-co-robie-w.html' title='sen, czy odpoczynek - czyli co robię w nocy...'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-3422371315478391965</id><published>2011-03-09T15:57:00.000+01:00</published><updated>2011-03-09T15:57:59.590+01:00</updated><title type='text'>PARYŻ</title><content type='html'>no i już nie mogę się doczekać! 3 czerwca czyli jeszcze 3 miesiące czekania, ale decyzja podjęta, bilety kupione i wiecie co... czasem zastanawiam się czy nie mam już dosyć poganiania samej siebie. Po prostu bardzo dużo rzeczy dzieje się w tej chwili, wiele spraw załatwiam i mam ogromne plany na najbliższe pół roku. Niestety moje niespodzianki, będą największe dla mnie samej o ile mi się uda. A do tego wszystkiego jestem w trakcie pisania pracy, nie powiem, że mam połowe, bo do połowy jeszcze daleko, ale mam nadzieję skończyć 2 rozdział pod koniec przyszłego tygodnia w nagrodę jadę do Poznania na weeekend.... hmm czy ja naprawdę muszę mobilizować siebie do tych obowiązków (których mi się nie chce nawet w najmniejszym stopniu)takim wewnętrznym szantażem? W sumie to bardzo ciekawe, bo tak samo jest z biletami, kupiłam bilety i teraz wyznaczyłam sobie cel, że do 3 czerwca oddam pracę licencjacką a do tego czasu muszę czuć się dobrze, zdrowo i zrealizować plan ze swoją niespodzianką. Jeśli do 3 czerwca uda mi się to wszystko to będę wielka!&lt;br /&gt;A może powinnam inaczej, jak napiszę pracę to kupię bilety, no ale okazja była dzisiaj za miesiąc jej nie będzie.... więc może lepiej aby zostało tak jak jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiem szczerze, że to jest naprawdę straszne takie zmuszanie się do poprawiania sylwetki, do nauki, i do wszystkich tych innych rzeczy na które naprawdę nie mam ochoty. Czy kiedykolwiek będę odciążona? może prócz pracy jak wreszcie skończę studia, poczuję się odrobinkę wolna, że ja już nic nie muszę....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż z drugiej strony jak żyć nie wyznaczając sobie celów, może życie straciłoby sens, może po prostu nie byłabym tak zdeterminowana, a tutaj ledwo posprzątałam w mieszkaniu po cudownym weekendzie, przystosowałam biurko do pracy nad pracą;/ no i wieczorami ciężko pracuję, dziś też będę miała mało czasu, ale chcę zebrać materiały, a może posiędzę do późnego wieczora i napiszę wreszcie coś konkretnego? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz czekam na słońce i ciepło, które mam nadzieję nadejdzie w najbliższym czasie i będę mogła złapać troszkę pozytywnej energii oraz siły na realizację moich planów. Bardzo chcę się zdeterminować, naprawdę bardzo chcę pokonać włansego wewnętrznego lenia i przebić się przez tą 3 miesiączną masakrę, która mnie czeka, no ale cóż sama jestem sobie temu winna:)&lt;br /&gt;Wyznaczamy cele po to aby móc je osiągnąć. Bilety do Paryża są kupione więc nagroda jest w zasięgu ręki, ale aby ją otrzymać trzeba przejść bardzo krętą drogą....&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-3422371315478391965?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/3422371315478391965/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/paryz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3422371315478391965'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3422371315478391965'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/paryz.html' title='PARYŻ'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-5489412345940708435</id><published>2011-03-06T18:19:00.002+01:00</published><updated>2011-03-06T22:38:58.902+01:00</updated><title type='text'>zatracenie...</title><content type='html'>aby móc w pełni zrozumieć to co piszę, sięgnęłam po słownik internetowy, co oznacza to słowo, podczas wpisywania słów: "zatracić się...." pojawiły się słowa: "zatracić się w miłości..." Nie wiem czy o miłość mi tutaj chodzi, ponieważ pojęcie miłości jest dla mnie czymś tak wielkim i nieskończonym, że nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie sobie ułozyć w głowie definicję tego słowa. Zatraciłam się? a może właśnie nie...&lt;br /&gt;Wróciłam do domu, całą drogę świeciło mi w oczy słońce, poprowadziło mnie do samego domu. Bardzo się starałam o moją kondycję fizyczno-psychiczną tego dnia, obiecałam sobie, że nie będę rozpaczać, bo to nie ma sensu... bo przyjdzie jeszcze taki czas, kiedy to wszystko do mnie wróci.&lt;br /&gt;Przeżyłam piękne chwile, rozmów, picia wina i leniuchowania i wiem, że mimo tego, każdy z nas mając swoje własne wyobrażenie na temat tego co się dzieje - ma racje. Każdy z nas ma swój pomysł na życie i jest indywidualistą, ale razem, razem... jesteśmy jednością, która ma siłę tak wszechmocną, która tylko pielęgnowana i umacniana może na zawsze ... no właśnie co? na zawsze pomoże nam tworzyć wspólne życie?&lt;br /&gt;Dziś nie płaczę, nie płakałam wcale, uważam to za mój indywidualny sukces, że wierze, że jest dobrze i jestem niezwykle spokojna o każdy następny dzień, o każdą minutę, kiedy nie ma go przy mnie. To czuję jego obecność, wiem, że o mnie myśli i jest przy mnie... mimo, że go nie ma - zabawne co?&lt;br /&gt;Mam plan i nikt mi go nie popsuje:P&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-5489412345940708435?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/5489412345940708435/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/zatracenie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5489412345940708435'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5489412345940708435'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/03/zatracenie.html' title='zatracenie...'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-2031532628013598923</id><published>2011-02-23T14:11:00.002+01:00</published><updated>2011-02-23T14:11:22.902+01:00</updated><title type='text'>Apartament do wynajęcia – czyli...</title><content type='html'>opowiem, wam ich historię.... (celowo „ich” jest z małej litery, takich historii jest bardzo wiele, a te osoby pozostaną anonimowe...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świnoujście, piękna, chociaż dzisiaj bardzo mroźna kraina słońca, morza i uzdrowicielskich wartości w powietrzu. Taki dzień jak dzisiaj napawa energią, dostarcza nam nadziei, że mimo -7C na zawnątrz słońce razi nasze przyzwyczajone jedynie do ciemności oczy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pięknej lokalizacji, z widokiem na samo morze... ogromne 160m2, dwa poziomy, ogromne okna, piękna kuchnia, przestronnie, czysto, przytulnie, rodzinnie. W takim mieszkaniu można się zakochać... Takie mieszkanie powinno być pełne miłości... i okazuje się, że własnie przez brak tego najważniejszego czynnika – stało się bezużyteczne, puste i ciche. To mieszkanie, apartament istnie królewski, z wygodną kanapą i jadalnią na 8 osób, rozglądając się dookoła można sobie wyobrazić spotkanie rodzinne, śmiech dzieci, rozmowy dorosłych...a tu nagle....a tu pustka...czegoś brakuje, nawet w kominku ognia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Apartament ten kiedyś był wypełniony tym co najważniejsze, stał się on prezentem ślubnym dla małżonki pewnego Pana, aby pokazać jej jak bardzo ją kocha, aby uwiecznić ten symbol na zawsze postanowił między jednym, a drugim piętrem napis: „AM2004”, inicjały imion małżonków oraz rok, w którym wzięli ślub. Symbol, znany tylko im... coś magicznego i pięknego.&lt;br /&gt;Po 6 latach, niestety kobieta postanowiła, że w tym pięknym apartamencie chyba już nie ma miłości, zabrała swojego 4-letniego synka i wróciła do mieszkania w blokowisku w centrum miasta.... czekają na rozwód...&lt;br /&gt;I tak się skończyła ta hostoria... apartament jest pusty „do wynajęcia”, zaraz wprowadzi się tam nowa rodzina, może ona wypełni go miłością...&lt;br /&gt;Ale napis pozostanie na zawsze jako symbol... przeznaczenia tego miejsca.&lt;br /&gt;Piękne, romantyczne, smutne i co gorsze – prawdziwe...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-2031532628013598923?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/2031532628013598923/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/apartament-do-wynajecia-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2031532628013598923'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2031532628013598923'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/apartament-do-wynajecia-czyli.html' title='Apartament do wynajęcia – czyli...'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-6245029175749002921</id><published>2011-02-22T16:59:00.001+01:00</published><updated>2011-02-23T09:42:54.708+01:00</updated><title type='text'>...a może by tak...</title><content type='html'>uciec? ale dokąd?, gdzie iść i co ze sobą tam zrobić, nie mając planu na życie w mojej głowie buszują różne myśli. Nie mając stabilnej sytuacji życiowej poruszam się jak w wielkich ciemnościach, szukając odrobinkę światła. Od paru tygodni sama nie wiem co się ze mną dzieje. Mam pracę, którą bardzo lubię, ale tu gdzie jestem nie mogę sobie uświadomić, a może po prostu mam wielką bairerę w głowie, która mówi, to nie na zawsze, nie przyzwyczajaj się, zaraz wrócisz. A może to pragnienie powrotu i ułożenie sobie życia tak normalnie sprawia, że nie mogę się pozbierać. Są dni, w kórych po prostu nie ma problemu, żyję z dnia na dzień, mam wielkie plany, które wdrażam w życie oraz pokonuję swoje lęki. Jednak są dni, takie jak dziś, którymi mogę spieprzyć całą swoją piękną stronę tego życia. I tego się boję, czasem mówię za dużo, czasem nawet myślę za dużo, czasem wydaje mi się, że to nie ma sensu....&lt;br /&gt;Wczoraj nie miałam już siły, czasu aby dokończyć tego posta.&lt;br /&gt;Czytając go dzisiaj rano zastanawiałam się czy może nie skończyć tego tak jak jest w tej chwili, po prostu.&lt;br /&gt;Czy może mam jednak coś do powiedzenia...&lt;br /&gt;Wczoraj wieczorem zrobiłam sobie mały wycisk w domu, a następnie na zajęciach Active. Wieczorem poczytałam moją magiczną książkę i przeprowadziłam miłą rozmowę telefoniczną. Z tymi wszystkimi dziennymi rozterkami, informacjami, kóre trafiły do mojej głowy położyłam się do łóżka. Dziś rano, chcę myśleć bardziej pozytywnie, staram się. Zawsze myślałam, że myślę bardzo optymistycznie, nie wiem kiedy to się zmieniło, nie wiem kiedy przestałam brnąć na ślepo w przyszłość, która nie wiem co kryje za zakrętem. Teraz za każdym razem, kiedy tylko mam okazję zacząć coś nowego, wydaję mi się jakbym szła przez ciemny park i co minutę obracam się czy przypadkiem ktoś za mną nie idzie, ktoś mnie nie śledzi, a może ktoś chce mi podłożyć nogę... może to po prostu dlatego, że chcę mieć świadomość - plan mojej najbliższej przyszłości i tak jej nie znam i zgadzam się z tym, ale mam plany na życie, wciąż nieokreślone, wciąż nie są żywe i dalekosiężne, ale muszę "wierzyć", że kiedyś tam trafię.&lt;br /&gt;To jest wina mnie samej, mojego dziwnego przeświadczenia i przeczucia, że pewne sprawy nigdy nie będą dotyczyć mnie. tzn wydaje mi się, że po prostu nie uda mi się czegoś zrobić, dokonać, uspokoić swojej duszy, ułożyć sobie życia, bo...., bo coś się stanie. Że wszyscy mogą tylko nie ja, dlatego chciałam kiedyś niektóre sprawy zrobić może na siłę, przyspieszyć przyszłość. Sądzę, że to nie ma sensu, poddałam się przecież, nie chciałam tak żyć, może po prostu nie takim kosztem, nie kosztem poświęcenia całego życia dla czegoś co nie istanieje, dla miłości, której nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz.... teraz poczekam, postaram się nie pomagać szczęściu, ale to nie znaczy, że ja nie mam swoich potrzeb bycia kochaną, szanowaną, wspieraną. Mam, ale ... te potrzeby są w 100% zaspokojone, mimo tego, że na taką odległość i mimo tego, że wciąż chciałabym więcej...:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-6245029175749002921?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/6245029175749002921/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/moze-by-tak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6245029175749002921'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6245029175749002921'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/moze-by-tak.html' title='...a może by tak...'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-6116225165482735587</id><published>2011-02-14T13:54:00.000+01:00</published><updated>2011-02-14T13:54:41.102+01:00</updated><title type='text'>"dobrze"</title><content type='html'>W przeciwieństwie do innych ten blog stał się dla mnie odskocznią. Siedząc tutaj, nie czuję się, aż tak źle. Wydaje mi się, że ktoś mnie słucha i nie muszę czekać do wieczora, nie muszę dzwonić. Tylko właśnie wtedy kiedy tego potrzebuję... mówię- piszę- prowadzę monolog z samą sobą, bo do nikogo tego nie kieruję, ba! nawet nie oczekuję, że ktokolwiek to przeczyta. Jest mi wtedy lepiej. Potrafię (bo normalnie tego nie potrafię) wyrazić to co czuję, powiedzieć to na głos. Moja mama, a teraz wiele innych osób również, jak zapytają mnie co słychać, a ja odpowiem jedynie moje sławne: "dobrze" tzn. że nie jest dobrze, ale również to oznacza, że nie umiem w danym momencie nazwać emocji, które we mnie buszują, nie potrafię wyrazić za pomocą słów uczuć i tego dlaczego jest mi źle, sławne "dobrze", stało się już sławne gdy w 2 klasie szkoły podstawowej przychodziłam do domu ze szkoły i mówiłam, że jest dobrze, następnie mama na wywiadówce dowiadywała się, że jednak jest bardzo źle. Jako mała dziewczynka nie wiedziałam, że można czegoś nie wiedzieć, nie rozumieć i myślałam, że lepiej jest mówić, że jest okej i tyle, nie zagłębiając się w rzeczywistość i sygnały mówiące, że czegoś nie potrafię pojąć.&lt;br /&gt;Teraz też tak jest. Dziś rano moja kochana Mamuśka usłyszała jedynie "dobrze" i od razu się zdenerwowała, ale ja naprawde nic więcej na swój temat nie umiem jej odpowiedzieć. Nie mam trochę czasu, aby płakać - wczoraj miałam, więc płakałam. Ale to tylko dlatego, że mi się zebrało, że wreszcie miałam okazję i nie było nikogo kto mógłby powstrzymać ten szloch, nie było nikogo kto zaprzestałby walki z tym co siedzi w środku. Tak czasem musi być, wczoraj była ku temu piękna okazja i za to wypiłam.&lt;br /&gt;Dzisiejszy dzień to już norma, bywa jak bywa, plany w głowie się kotłują marzenia o pięknej i szcześliwej przyszłości nawet odrobinę nie przybliżają się do mnie. Ale to nie jest najważniejsze. Trzeba mieć marzenia, a ja spróbuję je zrealizować... może kiedyś.&lt;br /&gt;Dzięki temu, że mogę teraz się wygadać i nazwać po imieniu wszystko co mnie dręczy, zastanowić się na spokojnie, jest mi łatwiej rozmawiać. I wydaje mi się, że robię postępy, że gdy mojemu rozmówcy nie wystarcza zwykłe "dobrze" staram się bardzo mocno zebrać w sobie i nazwać rzeczy po imieniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od pół roku chodzę jak ślepa, nie wiem jakie decyzje podejmuję, siedzę w ciemnościach i nie widzę wyjścia. Podejmuję decyzje, nie tak jak to ja zawsze podjemuję, zastanawiając się co będzie ze mną potem. Robię po prostu to co w danej chwili uważam za słuszne, że tak będzie lepiej dla mnie, a czy jest? Ja tylko chciałam zrobić coś dobrego dla siebie, podjęłam decyzje, które mają rozwinąć, mnie jako człowieka, otworzyć się na nowy świat i wyzwania. Ale nie myślałam, że będę musiała utopić się tu sama. &lt;br /&gt;Ale wiem, nie zmienię już tego. Zakopię moją przeszłość i do niej nie wrócę. Zacznę przyszłość, bo tylko na niej mi zależy. Jak będzie trzeba podpiszę cyrograf z diabłem i uziemię się na stałe - tam gdzie mi dobrze.&lt;br /&gt;I muszę cholera wziąć swoje życie w swoje ręcę - nie wiem nawet co mam na myśli to pisząc, ale tak chyba powinnam to zakończyć. Decyzje podjęte mają swoje konsekwencje, ja wierzę w to, że nie będą one do końca złe, że Bóg pozwoli mi na trochę radości i miłości. I mam nadzieję i bardzo mocno staram się w to wierzyć, że teraz mimo tak wielkiego kopa, który dostaję raz po raz, że ciężar tych decyzji i konsekwencje zostaną wynagrodzone spokojem, miłością i wiecznym szczęściem. Tylko mam jedną prośbę Boże drogi, nie chcę na to czekać do emerytury. Jak będę musiała poświęcę się bardziej, ale za parę lat chcę to zakończyć i żyć normalnie.&lt;br /&gt;Bo skoro nie mogę teraz... bo nie wiem, bo nie rozumiem dlaczego, inni żyją tam gdzie chcą, kochają i stoją twardo na ziemi, każdy ma swój świat, tylko ja sobie życie utrudniam... chcę, aby potem było pięknie... wiem, wiem marudzę. To, że się tu przeprowadziłam, zrobiłam bo chciałam, więc jestem tu gdzie chciałam być, kocham kogo chcę, ba i jestem kochana no i nie bujam w obłokach, więc czego mi brak, czego ja znowu jeszcze chcę, co mi nie pasuje? Zawsze musi być coś źle. &lt;br /&gt;No to dobrze, niech tak będzie – wytrzymam, bo nawet nie wiem czego tak naprawdę oczekuję. Uprzedzam pytanie. Czego Ty kobieto tak właściwie chcesz, co byś chciała zmienić. Pracę? – to zmień. Miejsce zamieszkania – proszę bardzo. W tym rzecz, że nie! W tym rzecz, że ja nie wiem czego chcę...&lt;br /&gt;Chcę...&lt;br /&gt;Chcę...&lt;br /&gt;Chcę...&lt;br /&gt;Próbuję się usprawiedliwić, że mój cały monolog nie poszedł na marne i uświadomić sobie, czego i od kogo oczekuję. A może po prostu oczekuję od siebie więcej siły i wiary... że można tak żyć, że inni potrafią, że mi też może się udać, że przecież nikt mnie nie zostawi.  Chciałabym abym nie musiała żyć od tygodnia do tygodnia czekając ... a potem kolejny tydzień chodzić z nie do końca szczerym uśmiechem, mówiącym teraz jest dobrze, ale za parę dni to znowu się skończy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-6116225165482735587?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/6116225165482735587/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/dobrze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6116225165482735587'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6116225165482735587'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/dobrze.html' title='&quot;dobrze&quot;'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-632322214581171125</id><published>2011-02-13T17:09:00.000+01:00</published><updated>2011-02-13T17:09:34.937+01:00</updated><title type='text'>cicho...</title><content type='html'>Gdybym miała się tak wypłakiwać, wypisywać i rozczulać nad samą sobą to właśnie dzisiaj bym to zrobiła. Nie chcę się rozpisywać na temat stanu mojej duszy i umysłu.&lt;br /&gt;Wystarczy fakt, że ubrana zieloną bluzę z czerwonym winem w ręce i Dirty Dancing na "Polsacie" ze łzami w oczach próbuję znowu zostać sama.&lt;br /&gt;Ostatni mój tydzień rozpoczął się samymi niespodziankami, o tych niespodziankach będzie mi przypominał tylko czerwony tulipan w szklance od piwa i podłoga pełna sierści Bąbla! Ale teraz próbuję zachować resztki smaków i zapachów tylko dla siebie.&lt;br /&gt;Wiem jedno, za 5 lat po skończonym kontrakcie obudzę się z tzw. ręką w nocniku. Będę przed 30 i wtedy będę za stara na rozpoczęcie nowego życia. Stabilnego i trwałego, zresztą wydaje mi się, że moje życie gdzieś popłynie i już nie wróci.&lt;br /&gt;Przegapię najważniejsze jego momenty - i po co? ooo wino się kończy tzn, że mój język zaczyna mówić prawdę, tak bez ściemniania i sztucznego uśmiechu, że wszystko będzie dobrze.&lt;br /&gt;Nie będzie. Jak tak dalej pójdzie to nie będzie....&lt;br /&gt;Niestety i trzymam kciuki i wy też trzymajcie, abym nie musiała mieć takich dni jak dzisiaj, bo to są złe dni, dni, w których tylko wspomnienia żyją. I nic więcej, bo ja od rana nie czuję, że żyję... za dużo kosztują mnie rozstania. Nie umiem się wziąć w garść - chyba się postarzałam i za bardzo zależy mi na związku, na tym aby nie być tu sama... dzień za dniem, tydzień po tygodniu, a to dopiero miesiąc mija.&lt;br /&gt;W mieszkaniu robi się ciemno..  a ja wciąż mam nadzieję, że usłyszę ten głupi dźwięk domofonu, który sygnalizuje, że ktoś wchodzi na mój kod... ale się nie doczekam... bo nigdy nie zostanie tu ze mną na zawsze...&lt;br /&gt;Mimo tego, że się staram, mimo tego, że robię wszystko, aby poprawnie jeździć jego autem, aby ugotować to co lubi, abym ja była dla niego idealna, aby on był ze mnie dumny.&lt;br /&gt;No i wino się skończyło….&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-632322214581171125?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/632322214581171125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/cicho.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/632322214581171125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/632322214581171125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/cicho.html' title='cicho...'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-5850150987960151554</id><published>2011-02-10T09:45:00.001+01:00</published><updated>2011-02-10T09:48:56.625+01:00</updated><title type='text'>badziewie</title><content type='html'>"badziewie", to specjalne określenie na soczewki kontaktowe, to bardzo filmowe określenie, które pojawiło się w jednym z polskich filmów, bardzo utkwiło mi w pamięci i kiedy wczoraj po raz pierwszy założyłam soczewki czułam się jak właśnie z takim badziewiem w oku. Nie umiałam sobie z tym poradzić, może to przez dręczącą mnie lekką temperaturę, ogólne rozdrażnienie, albo przeziębienie. Wszystkie te czynniki sprawiły, że sama dla siebie wydawałam się być niemiła. Pani, która próbowała mi je "wsadzić" udało się, ale sama miałam wyobrażenie aby pogryźć ją za to co zorbiła. Widziałam już dobrze wsyztsko okej, ale nagle myślałam, że zacznę krzyczeć: "i co teraz jak ja to zdejmę, uwolnijcie mnie od tego, weźcie to..." Dziś rano po 30 minutach dręczenia się ze sobą, a wcześniejszym podjęciem decyzji "wsadzę to", udało mi się pokonać samą siebie i mam to badziewie w oku... i wszystko widzę.&lt;br /&gt;Jednak przeraża mnie perspektywa, że wieczorem znowu muszę to wyjąć...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-5850150987960151554?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/5850150987960151554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/badziewie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5850150987960151554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5850150987960151554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/badziewie.html' title='badziewie'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-7878724020152854895</id><published>2011-02-08T10:21:00.000+01:00</published><updated>2011-02-08T10:21:23.762+01:00</updated><title type='text'>BOMBEL; BĄBEL</title><content type='html'>Wczoraj napisałam o mojej wizycie niespodziance, w której uczestniczył Bombel - Bąbel - pies naszych znajomych. Gdy wróciłam do mieszkania, zwrócono mi uwagę, że przecież Bąbel, to nie Bombel, ale właśnie Bąbel. Nazwa pochodząca od bąbelków, bąbli itp. Niestety mi każdego rodzaju bąble kojarzą się jedynie z bąblami na stopach po ubraniu po raz pierwszy nowych butów. Dlatego dla mnie bardziej pieszczotliwe określenie to Bombel, nazwa, która pochodzi od bomby, od czegoś, małego i niepozornego, ale jednocześnie z wielką siłą. Tak właśnie nazywam moje autko, i tak wolę wymawiać imię Bąbla - chociaż to nie jest mój pies i nie mam prawa mu zmieniać imienia. Zresztą Bąbel reaguje nie tylko na swoje imię oraz to wymawiane przez "om", ale również na Lotos... hehehe a o tym kilka razy przekonaliśmy się wczoraj. &lt;br /&gt;Wracając do moich wszystkich wczorajszych schiz, rozterek i niedowierzań związanych z tym czy tą noc spędzę sama, czy jednak będzie ktoś obok... zakończyłam tym, że po powrocie do mieszkania w środku paliło się światło i ktoś na mnie czekał.To nie schizy, to nie wyobrażenie, ani sen na jawie – to rzeczywistość. Ciekawym doświadczeniem było jak ktoś w nocy lizał mnie po dłoni albo stopie... zaskakujące, nigdy bym się nie spodziewała, widać Bąomblowi się nudziło:) a ja chyba byłam na tyle zmęczona, że nie miałam siły mu tego odmówić :) Niestety dziś jest już dziś, trzeba wstać, iść do pracy, a wieczorem ... będzie wieczór.&lt;br /&gt;Ten post nie ma dużego znaczenia w mojej egzystencji, jednak ma na celu sprostowanie bąbelkowo bombowych rozterek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-7878724020152854895?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/7878724020152854895/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/bombel-babel.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7878724020152854895'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7878724020152854895'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/bombel-babel.html' title='BOMBEL; BĄBEL'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-86776370591729367</id><published>2011-02-07T15:25:00.000+01:00</published><updated>2011-02-07T15:25:53.894+01:00</updated><title type='text'>strong enough</title><content type='html'>Fakt, że podczas podróży nie mogę pisać, nie mogę pozwolić sobie na przekazanie komuś swoich myśli i uczuć, ani tego jak okropnie jest ten Świat stworzony sprawia, że wszystko mi umyka, że te najgorsze emocje, które przecież w końcu też są istotne i oddają charakter nas samych znikają, zostają uciszone przez czas, jaki nas dzieli od samych chwil, do momentu, kiedy można o tym napisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak oczywiście było w ten weekend, inaczej nie byłoby powodu do takiego wstępu który napisałam na jednym wydechu. Tytuł też nie jest taki bez powodu, wczoraj zastanawiałam się jak będzie wyglądał najbliższy tydzień, miałam kilka wyobrażeń... Położyłam się na samej górze przedziału w pociągu i próbowałam zasnąć, ból brzucha pozwolił jedynie na skręcanie się na tym "łóżeczku", natomiast dzień w całej swej okazałości nie zaliczyłał się do cudownych. Oblany jeden egzamin, powiem szczerze - nie lubie jak coś nie jest sprawiedliwe i gdy ta niesprawiedliwość dotyka mnie bezpośrednio, jednak przypominanie sobie tych chwil przyprawia mnie jedynie o negatywne emocje... Próbując zasnąć układałam w kolejności każdą minutę poniedziałku, kolejne godziny i dni, aż do weekndu. Czekałam tylko na ten weekend, myśląc o nim chciałam jedynie krzyczeć, chciałam wyzwolić z siebie wszystkie emocje, które gromadziły się we mnie już od dłuższego czasu. Niestety jestem na tyle rozsądna aby jeszcze pocierpieć z tego powodu i pokumulować je jeszcze w sobie, aby nie zakłócać ciszy nocnej innym współpodróżnikom kuszetki PKP. Wszystkie moje plany o samotności, o egzystencji tylko z myślą o nadciągającym weekendzie po prostu legły w gruzach, może to i dobrze, potrzebuję teraz wsparcia, miłości i leku (na całe zło). No tak o 7:40 byłam już na promie do Świnoujścia, nagle dzwoni telefon - jak się czuję, co robię i gdzie jestem, głupio odpowiedziałam, że już na promie i za 30 min będę już brała prysznic.... ustawiłam się w kolejce abym mogła wyjść szybko i przejść się na osiedle, albo wziąć taxówkę. W pewnej chwili widzę pięknego psa, pomyślałam sobie, jest tak samo piękny jak Bombel Anety i Damiana i bardzo znajomo wyglądała kurtka właściciela psa, jak kurtka "moich silnych ramion". Szybko stwierdziłam, że to nie może być aż taki zbieg okoliczności, no tak...nie może, a może to moja bujna wyobraźnia, albo może jakaś schiza ze zmęczenia, a może po prostu chciałam go tam widzieć i nikogo innego... poszłam z nim do mojego mieszkania, całkiem w szoku, całkiem skołowana, z wielkim niedowierzaniem... śniadanie było na stole, mieszkanie wygrzane, tak przyjemnie i pełno (nienawidzę, wracać do domu, gdy jest tam pusto i cicho). &lt;br /&gt;Prysznic... nie wiem, nie wierzę, a może jednak, może to nie schiza, nie. Przecież słyszę jego głos, ten głos jest jak anioł już nic nie boli, już rany się goją i można zapomnieć o nieszczęsnym weekendzie. Będę mogła być silniejsza, tak samo silna jak woda, którą się otaczam, która płynie i jest żywiołem, tak potężnym. W tym momencie już nie chciałam krzyczeć, już nie było mi źle. Już tylko byłam spokojna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz jestem w pracy i tak sobie myślę, a może to jednak naprawdę było wyobrażenie, może pójdę sprawdzić do mieszkania, czy on wciąż tam jest...może znikł... a może był jedyną istotą na tej ziemi, którą właśnie chciałam zobaczyć i mi się udało, to jest bardziej niż niemożliwe. Dlatego proszę Cię, gdy tylko za parę godzin wrócę do mieszkania, bądź tam, przytul mnie, powiedz, że mnie kochasz, swoją siłą dodaj mi odwagi, abym była wystarczająco silna, aby móc za Tobą tęsknić i kochać Cię, w każdej chwili, którą podaruje mi Bóg.&lt;br /&gt;Bez takich chwil, bez siły, motywacji i czasem samotności, bez płaczu i śmiechu, cierpienia, własnego zdania, szaleństwa i kochania - nie ma życia, które można zakończyć słowami: To była jazda!!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-86776370591729367?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/86776370591729367/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/strong-enough.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/86776370591729367'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/86776370591729367'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/02/strong-enough.html' title='strong enough'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-1675364459828142422</id><published>2011-01-31T13:17:00.002+01:00</published><updated>2011-01-31T21:58:19.294+01:00</updated><title type='text'>POZNAŃ GŁÓWNY</title><content type='html'>Jest poniedziałek i co? Mam opowiadać Wam o tym co takiego wydarzyło się w weekend i w ostatnim tygodniu? To chyba nie ma sensu, prócz wielkiej nauki cyferek. W chwilach, o których można powiedzieć odpoczynek, albo spałam, albo jadłam, natomiast resztę szczegółów zostawię jedynie dla swojej pamięci o nich. W piątek udało mi się wyjść wcześniej z pracy i już o 20 byłam w Poznaniu. Potem winko z mamą i piwko ze znajomymi... mimo tego, że zakładałam naukę (od soboty rana) to piątek - wyjście na 2h było zbawienne, ale jednocześnie dało mi poczucie, bycia potrzebną i kochaną. A to chyba dobrze, nie czuję tego na co dzień, wiem, że różni ludzie mnie potrzebują, ale to jest innego rodzaju potrzeba, potrzeba bycia z kimś, czasem tylko po to aby (no właśnie) być, spoglądać sobie głęboko w oczy i czasem nic nawet nie mówiąc, nic w tych oczach nie widząc, nic prócz troski i zrozumienia, miłości...? Czy każdy z Was może przyjść dziś po pracy do domu, spojrzeć swojemu partnerowi głęboko w oczy i zobaczyć... siebie. Ktoś kiedyś powiedział i cały czas o tym myślę, że nie powinno się wpatrywać w siebie nawzajem, lecz patrzeć w tym samym kierunku. Jednak co może być tym kierunkiem, wspólny cel, wspólne życie? a może po prostu celem jest wzajemna miłość.&lt;br /&gt;Wiem, że troszkę bez sensu się rozczuliłam, na punkcie miłości, ale nie jest ważne jak ktoś to nazwie (bo część osób wcale w nią nie wierzy) to sądzę, że jednak najważniejsze jest to, aby obojętnie jakim tworem naszej ludzkiej wyobraźni to uczucie było, aby dawało nam szczęście.&lt;br /&gt;I dziś pomyślałam sobie tak, że jestem tutaj, sama, można powiedzieć, że będąc tu na miejscu nie czuję tęsknoty, za domem, mamą, tatą, siostrami i oczywiście tymi silnymi ramionami, ale gdy jestem już w pociągu, gdy jadę na dworzec, gdy tylko zobaczę napis: "POZNAŃ GŁÓWNY" to chciałabym być w kilku miejscach jednocześnie, zobaczyć ich wszystkich uściskać i patrzeć w oczy i wtedy wiem, że tęskniłam, że to silniejsze ode mnie, że cieszę się, że tu jestem i nie chcę wracać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już teraz wiem, skąd moje złe i czasem agresywne samopoczucie, albo ciche i beznamiętne spojrzenia, dzień przed odjazdem, mój świat się zmienia, widzę go inaczej, nieubłagalnie dni przepływają bardzo szybko i należy wrócić do szarej codzienności. Mój organizm (mimo tego, że jestem na tyle inteligentna i mało dziecinna, że potrafię sobie samej wytłumaczyć, że tak musi być) daje znaki, że zbliża się nieuchronny koniec, koniec mojego świata i wracam do codzienności. I każdy powrót jest potworem, wczoraj też tak było. Pociąg jeden, drugi, jakoś to przeżyłam. Potem spacer po opustoszałym Świnoujściu we mgle gęstej jak mleko, krajobraz wczorajszej nocy przypominał bardziej sceny z horroru, niż nadmorski kurort. Na swojej drodze spotkałam, tylko dwóch pijanych facetów, kobietę z psem i jakiegoś kolesia idącego drugą stroną ulicy. Gdy doszłam do osiedla pojawiło się światło - dosłownie - światło, które oświetlało niczym ścieżkę w tunelu całe osiedle, tu jest moje mieszkanie, to jest mój aktualny cel, tu będzie mój świat, tam gdzie "światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnie".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noc była dziwna, po całym weekendzie nauki, śniły mi się egzaminy, zadania i odpowiedzi i nawet ściągi, które pisałam, nie wiedziałam gdzie jestem i czy naprawdę tylko śnię. Obudziłam się, obok leżały notatki z ZFP. Ostatecznie obudziłam się godzinę przed budzikiem, ale nie umiałam wstać, byłam zmęczona. Marzę teraz o jednym, by mieć takich kilka dni (bo jeden to za mało), w których wiedziałabym, że nic nie muszę, jak będę chciała to mogę, ale nie muszę wstać, nie muszę zjeść śniadania, nie muszę chociażby się ubierać...mogę, ale nie, że muszę, bo coś trzeba załatwić, że muszę, bo ktoś na mnie czeka, że muszę, bo ktoś przyjdzie, że muszę, bo chcę odwiedzić rodzinę. Dni lenia są potrzebne, niestety dość szybko się kończą i dlatego powinny być minimum dwa. Aby pierwszego chociaż dnia, nie myśleć o tym, że na następny trzeba wstać do pracy... tylko beztrosko myśleć o "niczym". Ale nie za często, raz na pół roku, po każdej sesji (do tej pory takie dni były raz w roku, po sesji letniej jeździłam do Poznania, wtedy robiłam co chciałam, ciepło, słońce, energia, żyjące miasto, moi ukochani ludzie, miałam praktycznie każdą minutę zaplanowaną, ale i tak zaliczam te dni, do dni lenia).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-1675364459828142422?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/1675364459828142422/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/poznan-gowny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1675364459828142422'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1675364459828142422'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/poznan-gowny.html' title='POZNAŃ GŁÓWNY'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-2345946947449484054</id><published>2011-01-27T15:52:00.001+01:00</published><updated>2011-01-27T15:59:51.774+01:00</updated><title type='text'>czwartek</title><content type='html'>Nie wiem i chyba nawet nie chcę wiedzieć, bo to nie ma sensu sie domyślać i zaręciłam nie tylko was ale samą siebie, chodzi o to, że nie wiem dlaczego w ostatnim czasie moje posty noszą nazwy albo dni tygodnia, albo dat, może po prostu chcę wszystkim, ze sobą włącznie uświadomić jak ten czas szybko leci i mimo tego, że pisałam parę dni temu to troszkę się stęskniłam. Dziś po raz pierwszy od ... nie pamiętam kiedy wyszło słońce, ale nie na chwilę, tylko mamy godzinę 16, a słońce pojawiło się na niebie od 12, wcześniej oczywiście padał śnieg i mocno wiało, ale teraz słońce oślepia. Nasze oczy nie są przyzwyczajone, po całej zimie(zresztą i tak mamy koniec stycznia dopiero) do tak jasnych barw. Jednak słońce pobudza do życia i aż chce się iść po pracy na spacer. Niestety o godzinie 17 jest już prawie całkiem ciemno, gdy zapadnie zmrok szara rzeczywistość waraca. I znowu to samo, gdy wrócę do domu nie będzie mi się chciało odsłonić rolet, bo po co, a rano wyglądnę tylko by zobaczyć ile śniegu napadało, albo czy może odwilż już przyszła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro zaraz po pracy jadę do Poznania i wyśpię się w moim łóżku, tzn na dobrą sprawę to nigdy nie było moje łóżko, odziedziczyłam je po swojej siostrze, która wyprowadziła się z domu. Wcześniej w domu w Poznaniu miałam łóżko piętrowe z siostrą przez jakieś 10, może 15 lat. Jednak pisząc tego posta i wypowiedziawszy w głowie słowa "moje łóżko" przed oczami ukazał się obraz łóżka z Chrzanowa (tam spędziłam dzieciństwo). Łóżko było ciemno zielone, wąskie i nie mam pojęcia dlaczego nazywaliśmy je półświnią. Kiedyś ta nazwa była dla mnie normalna i oczywista, a teraz zastanawiam się dlaczego? Przecież nie miało nic wspólnego ze świnią...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weekend tak jak to w moim zwyczaju bywa zapełniony praktycznie co do minuty 22:30 Poznań główny przyjazd. Sobota nauka, obiad u mamy i nauka. Niedziela bardzo podobnie ale mamy już mało czasu, bo o 17:18 rusza pociąg do Świnoujścia. Chciałam bardzo w ten weekend spotkać się z moją Basią, ale musiałam jej odmówić, jest mi bardzo przykro, ale dobrze znam siebie, jak będę miała świadomość, że gdzieś wychodzę, jak każda kobieta będę myślała w co się ubrać, co z włosami i makijażem, a niestety muszę się skupić na cyferkach w ten weekend i mam nadzieję, że wrócę nauczona:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety mojego samochodu nie będzie, jest kolejny problem, albo caly czas ten sam, a leczony jest kroczek po kroczku nie widząc końca ani prawdziwej przyczyny jego złego samopoczucia. Kwestia mojego bombelka przyprawia mnie o czarne myśli i scenariusze i obwinianie kogo się da z przeszłości. Po co ja to zrobiłam, dlaczego go kupiłam, może go sprzedać, dlaczego nie upierałam się przy swoim zdaniu tylko podjęłam decyzję podyktowaną przez innych. Wiem doskonale, że takie myślenie nie ma najmniejszego sensu i za każdym razem, gdy ono włąmuje się do mojej głowy, próbuję je wywalić tak szybko jak się tak znalzało. To nie jest takie proste, jest dużo racji jednak w tym, że przecież kto jak kto, ale ja sama siebie najbardziej nakręcam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc aby nie nakręcać się już więcej, postanowiłam żyć w spokoju serca, umysłu, duszy i ciała. Czasem musze sobie pomóc farmakologicznie, ale syropek z melisy nie jest niczym złym. Ale usilna praca nad własną osobą i przestrzeganie zasad i postanowień, które powtarzam sobie za każdym razem.... jestem silna i wiem, że sobie poradzę, nie ma innej opcji - tak musi być. I moje problemy w brzuchem (nie chcąc chwalić dnia przed zachodem słońca, bo wciąż pięknie świeci) chyba się skończyły, albo tracą na sile, bo to ja jestem silniejsza i sobie poradzę, a nie wirusy, bakterie czy stresy.&lt;br /&gt;Wystarczy pokonać własne słabości w głowie, no racja nie wystarczy głupoty tutaj opowiadam, ale to jest jedna z ważniejszych rzeczy. Myślenie pozytywne i nie wyobrażam sobie życia bez tego.&lt;br /&gt;Oczywiście takie myślenie nie przychodzi tak od tak, tylko to jest ciężka praca i otaczający Cię ludzie, a mnie otaczają sami pozytywnie zakęceni, uśmiechnięci i patrzący w przyszłość z nadzieją. Bo nadzieja umiera ostatnia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-2345946947449484054?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/2345946947449484054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/czwartek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2345946947449484054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2345946947449484054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/czwartek.html' title='czwartek'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-4745489761520575785</id><published>2011-01-25T20:49:00.001+01:00</published><updated>2011-01-27T13:30:01.184+01:00</updated><title type='text'>kolejny tydzień</title><content type='html'>Mamy już wtorek a mi się wydaje, że cały czas tkwię w poniedziałku. Dziś miałam bardzo zakręcony dzień i niestety jutro chyba nie będzie lepiej. Jedyne co udało mi się bardzo pozytywnie załatwić to parking dla mojego bombelka przyjedzie do mnie w weekend. Ale ja niestety jadę do Poznania, z jednej strony bardzo się cieszę, ale z drugiej wydaje mi się, że powinnam sobie zrobić przerwe w jeździe pociągami, bo zwariuję za chwile.&lt;br /&gt;Weekend był koszmarem chociaż nie tak jak ostatnio, szybko minął i ...i minął. Natomiast wpominam bardzo miło poprzedni tydzień. Zastanawiałam się czy chciałabym tak na zawsze... ale chyba nie! co za szybko to nie zdrowo, więc niech zostanie, tak jak jest, ja tutaj a on tam. Nie muszę się spieszyć z niczym, a tymbardziej nie chcę z nikim mieszkać, chcę być sama, muszę pobyć sama i muszę nauczyć się samodzielności i chcę umieć się rozstać, aby nie tęsknić za każdym razem kiedy wyjadę na parę dni. To chyba dobry plan,oczywiście nie oznacza to, że nie chcę zbudować czegoś stabilnego. Ale z doświadczenia wiem, że nie da się nic takiego zbudować będąc przyklejona do nogawki, muszę mieć swoja przestrzeń życiową i swoje sprawy. A niestety prawda jest taka, że ostatnio na każdym kroku widzę, że już nie jestem taka młoda, że mam zaraz 25 lat a to najwyzszy czas aby ustatkować swoje życie, w moim mniemaniu oznacza, to abym dokładnie wiedziała kim chcę w życiu być, co robić, wyznaczać cele i je realizować. Chyba życie przestało być zabawą jednak nie znaczy to, że nie należy traktować go z dystansem i czasem zamknąć oczu i skoczyć.... tak więc żyje dalej, nie tęsknię, bo nie mam na to czasu, jescze będe miała czas na to aby się z kimś zestarzeć, a teraz będę robić to co mi się podoba i tyle. Jak bede chciała wyskoczyć na zakupy do Londynu to wyskoczę, jak będę chciała podskoczyć w góry na weekend to pojadę, jak będę chciała zrobić tatuaż to też zrobię, a jak zdecyduję się założyć soczewki, to zdejmę okulary, a jeśli będę chciała założyć rodzinę, urodzić dziecko i zbudowac dom, to... zrobię to! Jak tylko będę chciała....! dlaczego? bo czuję, że żyję mimo napietego grafiku robię to co chcę, dla siebie, dla mojej przyszłości - egoistycznie no tak wiem, ale aktualnie tak ma zostać!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-4745489761520575785?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/4745489761520575785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/kolejny-tydzien.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/4745489761520575785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/4745489761520575785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/kolejny-tydzien.html' title='kolejny tydzień'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-8447992922010727893</id><published>2011-01-17T16:36:00.000+01:00</published><updated>2011-01-17T16:36:58.055+01:00</updated><title type='text'>17.01.2011</title><content type='html'>Już po weekendzie, na dobrą sprawę poniedziałek też już się powoli kończy.&lt;br /&gt;Jestem strasznie zmęczona, dzisiaj mały relaks i pójdę wcześnie spać... dzisiejsza noc będzie inna niż te poprzednie, dzisiaj będę miała do kogo się przytulić, na samą myśl chcę zabrać płaszcz i torebkę i uciec stąd do mieszkania w którym, ktoś na mnie czeka... to jest naprawdę wspaniałe uczucie. &lt;br /&gt;Weekend był całkiem dziwny. W piątek wylądowałam w Poznaniu i zrobiłam wszytskim wielką niespodziankę. Następnie długa i męcząca noc w pociągu i zaliczenia w sobote. Niestety już w sobotę nie udało mi się obejść bez apteki, to był jakiś horror, koszmar z którego bardzo chciałam się obudzić. Nie potrafiłam nawet uwierzyć, że lek, który kupiłam mógłby mi pomóc. Całe szczęścia w niedzielę było już lepiej, nieznaczy to jednak, że nagle wyzdrowiałam, nie wiem co mi jest i nie mam czasu tego sprawdzić... może innym razem, nie lubie tracić czasu na lekarzy. &lt;br /&gt;W pociągu powrotnym w Poznaniu dosiadł się do mnie mój gość. Czułam się bezpieczna i mogłam spokojnie spać w pociągu, ale i tak tej nocy mało spałam, wsyztsko mnie bolało i denerwowało, może przez napięcia, które jak impulsy elektryczne przeszywają moje ciało.&lt;br /&gt;No i tak z tego pisania zostało mi 25 minut do powrotu do domu, jakieś zakupy czy obiad i marzę o ciepłym dresie i świeczkach i co najważniejsze o moich silnych ramionach, które przytulą i dzięki którym będę czuła się lepiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-8447992922010727893?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/8447992922010727893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/17012011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/8447992922010727893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/8447992922010727893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/17012011.html' title='17.01.2011'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-6298942851751781410</id><published>2011-01-13T21:20:00.002+01:00</published><updated>2011-01-17T16:29:05.743+01:00</updated><title type='text'>nowy rok, nowe życie, stare ciało</title><content type='html'>No tak, dokładnie jest tak jak napisałam.&lt;br /&gt;Nowy rok 2011 wszyscy robią wiele szumu o zmianę daty, bo przecież nic więcej się nie zmienia. No może prócz całego mojego życia. &lt;br /&gt;Od tygodnia mieszkam już w Świnoujściu, całkiem sama i czuję się z tego powodu dość staro. Zawsze uważałam, że tylko albo starzy kawalerowie, albo stare panny mieszkają same i to po trzydziestce. Mi całe szczęście do tego wieku jeszcze daleko, mimo wszystko jest to dziwne. &lt;br /&gt;Praca nowa, super podoba mi się, Polska jest jaka jest i Włosi nie potrafią się przyzwyczaić, to czyni moją pracę bardzo śmieszną w niektórych momentach.&lt;br /&gt;Jutro czeka mnie kolejny zbliżajacy się długi dzień w pracy i podróż na koniec świata. Ze Świnoujścia, przez Poznań, a następnie Warszawę do Dębicy, na kolejne zajęcia i zaliczenia. Nie ma wyjścia, byle by tylko moje zdrowie to wytrzymało. Niby nie powinno być tak stresująco jak poprzednio, tymbardziej, że powrót zapowiada się sympatycznie. Ale coś czuję, że znowu będę miała problemy z dojściem z dworca pkp, do mieszkania. Ból brzucha i słabość z niewyspania... no jedyne co mi pomogło to 40 minut przed pracą gorący prysznic. &lt;br /&gt;Jednak ten weekend będzie dość ciekawy, zapowiada się z niespodziankami miłymi i niech tak będzie.&lt;br /&gt;Nigdy nie mogłam zrozumieć, jak ktoś kto mieszka sam w domu może nie mieć nic w lodówce... hmm ja mam wyjątkowo małą lodówkę, ale jest tam jedynie majonez (a to podstawa) i 0,5l mleka oraz koncentrat pomidorowy. Więc nic się z tego nie wyczaruje niestety.&lt;br /&gt;Od poniedziałku nie będę sama, będzie mój gość, chciałabym aby już ze mną został, tak na zawsze, tak naprawdę, aby po skończonym tygodniu nie wracał do poznańskiej codzienności tylko został tutaj ze mną w tym zimnym, wyimaginowanym, morskim świecie, w którym życie mimo ciężkiej pracy kojarzy się z wakacjami.&lt;br /&gt;Brakuje mi tylko biegania. a może jeszcze nie brakuje, bo mogę to robić kiedy chcę, ale nie mam motywacji albo siły. Odpuszczam, bo boję się o mój brzuch, po każdym wysiłku boli mnie bardziej... nie wiem czy powinnam... W ogóle to bieganie idzie mi średnio i jestem z tego powodu bardzo zła. Niestety najpierw kontuzja, potem coś tam, teraz ten brzuch i niby zawsze jakaś wymówka, ale nie mogę obwiniać siebie, bo ja chcę, ale mi nie wychodzi.&lt;br /&gt;i co teraz...?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-6298942851751781410?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/6298942851751781410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/nowy-rok-nowe-zycie-stare-ciao.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6298942851751781410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6298942851751781410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/nowy-rok-nowe-zycie-stare-ciao.html' title='nowy rok, nowe życie, stare ciało'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-1125071904733980251</id><published>2011-01-02T16:45:00.000+01:00</published><updated>2011-01-02T16:45:06.909+01:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>2 stycznia 2011, aż ciężko przyzwyczaić się do nowego roku. Wszędzie mówią tylko o tym, aby przeanalizować poprzedni rok, aby poddać go ocenie, aby cofnąć się i wyciągnąć wnioski. Ja mój poprzedni rok nazwałam: "Lepiej późno, niż za późno". Z drugiej strony był to cholernie ciężki rok, burzliwy, stresujący i zaskakujący. Wiem, że w zeszłym roku niczego się nie bałam, wiedziałam, że będzie spokojnie, dzień, jak co dzień - niestety było zupełnie odwrotnie. Teraz boję się każdego następnego poranka. Boję się, że coś spieprzę, że sobie nie poradzę, albo zrobię coś, czego będę żałowała do końca życia, boję się dni wypełnionych pustką i co będzie, kiedy szczęście przejdzie obok. I dlaczego nie idę z wiatrem, tylko pod wiatr, dlaczego ja lubię sobie utrudniać życie - każdy dzień będzie bardzo trudny. A może strach ma wielkie zęby, i wcale mnie nie zje? Może boję się własnego cienia, a tak naprawdę ten rok, będzie trzeba zaliczyć do tych, które będą znaczące i piękne. Udało mi się nawet podjąć pewne wyzwania, tzn. największym wyzwaniem, jest postanowienie noworoczne, które jest moim marzeniem do zrealizowania już w pierwszej połowie roku, drugie postanowienie ma związek z wyjazdem na parę dni do Kielc, może uda mi się to zrobić latem jak znajdę chwilkę - nie spieszy mi się. Chcę tez jechać na niezapomniane wakacje, najlepiej na tripa po południowej europie. Chcę się nie bać sypiać sama, chcę się nie bać samodzielności i pełnej odpowiedzialności - powiem szczerze nauczyłam się liczyć trochę na innych, a gdy miałam lat 20 i wyjechałam na wyspy było łatwiej. Dziś niedziela, mam 3 dni, aby spakować walizki. Siedzę tu i pamiętam jak prawie 5 miesięcy temu robiłam to ostatnio. Nie było to łatwe, wiem, że za dużo rzeczy zostawiłam, wiem, jakie to wszystko miało konsekwencje, wiem też, że każda podróż nas czegoś uczy. Pozostawia ślady w naszym sercu i pamięci. Nawet nie chcę wiedzieć jak to będzie bolało... Bo to już boli, bo od kilku dni nie trawię niczego prócz jogurtu i zielonej herbaty. Bo nie umiem zostawić tutaj czegoś, kogoś, domu. Pamiętam dokładnie, co sobie pomyślałam i co odpowiedziałam jak usłyszałam pierwszy raz: Świnoujście. Powiedziałam NIE, nigdy w życiu, a teraz ktoś mnie zrzuci w przepaść i wiem, że te lata przeminą bardzo szybko, wiem, że te chwile będą miały konsekwencje na całe życie. Nie ważne, co tutaj wypisuje, chcę jakoś usprawiedliwić może samą siebie, albo może jeszcze bardziej się zdołować. Mam teraz przed oczami jedną twarz, jeden uśmiech, jedno spojrzenie człowieka, który najbardziej na tym ucierpi i nie może być inaczej. Na samą myśl łzy mi płyną po policzku, ale ja znam siebie, wiem, że jak tylko wpadnę w wir pracy, sesji, to.... To muszę się bardzo postarać, abym była w odpowiedniej chwili tam gdzie jest moje miejsce, w ramionach tego, który pozwolił na to wszystko, który zgodził się nie zastanawiając nawet minuty, (Czy wiedział o konsekwencjach? Wiele bym dała, aby przeczytać jego myśli tamtego dnia, aby dowiedzieć się czy się boi tak samo jak ja) w silnych ramionach, które sobie z tym poradzą. A co z odległością? I miłością na odległość? W moim życiu pokonywałam różne odległości, Poznań - Świnoujście to najkrótsza trasa. To nie jest odległość. I zrobię wszystko, aby to udowodnić, nie tylko tym silnym ramionom, ale przede wszystkim sobie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-1125071904733980251?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/1125071904733980251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1125071904733980251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1125071904733980251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2011/01/blog-post.html' title='...'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-2657825273079778685</id><published>2010-12-31T17:49:00.001+01:00</published><updated>2011-01-03T10:09:19.680+01:00</updated><title type='text'>Sylwester 2010</title><content type='html'>Hmm dzisiaj niby taki normalny dzień, niby dzień, jak co dzień, ale każdy robi wiele szumu o nic. Że trzeba się wyspać, że trzeba paznokcie pomalować, włosy uczesać, wybrać kreację i głupio uśmiechać się do ludzi, którzy są dla Ciebie całkowicie obcy i udawać, że bawisz się najlepiej na świecie, popijając drinki, które nic innego tylko przyprawią Cię o ból głowy następnego ranka. Tak mijają wszystkie Sylwestry, co roku prawie każdego z nas. Całe szczęście ta druga szczęśliwa połowa spędza sylwestra w samotności, pod kołdrą, albo z ukochana osobą, albo z najlepszymi przyjaciółmi - a wtedy taki Sylwester nie przypomina nic innego tylko kolejnej balangi. Dlaczego właśnie tego dnia ma być inaczej, coś się stanie, coś się zmieni? Będziemy o kolejny dzień starsi i brzydsi. Jedyne, co się zmieni to fakt, że będziemy pisać w dacie zamiast 2010, to 2011 i teoretycznie bliżej nam do końca świata niż parę godzin wcześniej. O co tyle hałasu, co tak właściwie się dzieje. O co tyle szumu. Może po prosu musimy, jednego dnia w roku udawać, że jest fajnie, ale po prostu, bawić się, bo jest fajnie. Ale czy w przyszłym roku będzie lepiej, bo przecież składamy sobie życzenia wszystkiego, co dobre i aby było lepiej, zdrowiej, itp. Ale czy mój komputer przestanie się zawieszać, tak jak zrobił to kilka minut temu, całe szczęście udało mi sie odzyskać większą część tekstu, bo przecież blogi maja to do siebie, że pisania ich nie można przerwać od tak sobie, chyba, że weny zabraknie, chyba, że juz naprawdę nie ma, o czym pisać. A ze mną jest odwrotnie właśnie wtedy, kiedy komputer odmawia posłuszeństwa ja mam najwięcej do powiedzenia. Może właśnie chodzi o to, aby coś zostawić dla siebie, ten kawałek tajemnicy, nigdy nieodkryty. Bo przecież po powtórnym włączeniu laptopa, nie jesteśmy wstanie odtworzyć dokładnych myśli i słów, które chcieliśmy w danej chwili wypowiedzieć. Dlatego blogi są fajne, to nie książka, nie musi się ciągnąć, każdy post może być o czymś innym pisany w inny sposób i co najlepsze może zmieniać bohaterów. &lt;br /&gt;Tak, więc, ja też spadam do łazienki, bo mam 1, 5h aby zrobić z siebie potwora Sylwestrowego i bawić się do białego rana, po co? Może dowiem się tego w przyszłym roku. A na zakończenie, nie będę banalnie mówić: Szczęśliwego Nowego Roku!, Ale powiem: Bawcie się dobrze mimo wszystko, ale jutro świat nie będzie inny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-2657825273079778685?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/2657825273079778685/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/sylwester-2010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2657825273079778685'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2657825273079778685'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/sylwester-2010.html' title='Sylwester 2010'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-373383870581804020</id><published>2010-12-26T23:38:00.001+01:00</published><updated>2010-12-26T23:38:59.493+01:00</updated><title type='text'>życzenia</title><content type='html'>W tym okresie Świątecznym wypełnionym magią i ciepłem mimo wielkiego mrozu.&lt;br /&gt;W tym dniu i każdym innym nadchodzącym – nieznanym i tajemniczym.&lt;br /&gt;W każdej chwili spędzonej z Najbliższymi mimo tak wielu różnic Nas dzielących. &lt;br /&gt;W tym nadchodzącym Nowym Roku jedynie z nadzieją patrząc w przyszłość.&lt;br /&gt;W czasach, w których trzeba umieć biec pod wiatr,&lt;br /&gt;Wdrapywać się na sam szczyt każdej góry,&lt;br /&gt;Na świecie, gdzie ważniejszy jest rozum niż serce,&lt;br /&gt;I mimo tego, że tak wiele osób serca nie ma, albo nie chce go mieć&lt;br /&gt;Mimo szarości poranków i łez płynących na policzkach,&lt;br /&gt;Mimo gniewu, wojen, bluźnierstw i oskarżeń, pogardy i obojętności, &lt;br /&gt;Mimo tego Świata, który jest nieodłączną częścią życia,&lt;br /&gt;Mimo tego, co złe, ja wierzę, że tylko dzięki Naszemu uporowi&lt;br /&gt;Następne dni będą miały sens i będzie mniej łez,&lt;br /&gt;I już nie będziemy musieli wyliczać każdej minuty,&lt;br /&gt;Nie będziemy musieli walczyć, o każdą chwilę spędzoną z Tymi najważniejszymi dla Nas osobami.&lt;br /&gt;I czasem zapomnimy o regułach i obowiązkach.&lt;br /&gt;Otworzymy serca na ludzi i będziemy starać się być lepsi, a wtedy świat stanie się lepszy.&lt;br /&gt;Bo nasze życie zależy od nas samych.&lt;br /&gt;Dlatego na najbliższy rok życzymy pogody ducha, optymizmu, &lt;br /&gt;Uśmiechu, który codziennie będzie pojawiał się na twarzy,&lt;br /&gt;Wyrozumiałości dla innych, bo są tylko ludźmi,&lt;br /&gt;Miłości, bo każdy jest w stanie ją ofiarować,&lt;br /&gt;Pomocnej dłoni, kiedy ktoś będzie w potrzebie,&lt;br /&gt;I marzeń, bo to one sprawiają, że chcemy rano wstać…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-373383870581804020?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/373383870581804020/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/zyczenia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/373383870581804020'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/373383870581804020'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/zyczenia.html' title='życzenia'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-5138356087960338574</id><published>2010-12-22T23:35:00.001+01:00</published><updated>2010-12-22T23:40:40.071+01:00</updated><title type='text'>Święta</title><content type='html'>Kochani,&lt;br /&gt;Święta zbliżają się wielkimi krokami, sama nie wiem, dlaczego te ostatnie miesiące tak szybko minęły. Coś mi sie wydaje, że co roku, każdy rok wydaje nam się być krótszy, od poprzedniego. Te Święta zapowiadają sie dość rodzinnie. W sumie jak zwykle, ale jednak jakoś inaczej, będą one w każdym razie dla mnie swoistym przejściem z jednego życia do drugiego. Taka jakby brama do.... sama nie wiem co to będzie. Kolejny, kolejny etap. Dziś rozmawiałam z mamą, jak szybko minęły te miesiące od sierpnia, że nic konkretnego nie udało mi się zrobić i zaczęłyśmy wymieniać. A może powinnam wymieć co udało mi się zrobić przez ostatni rok. Hmm było tego trochę.&lt;br /&gt;Zdałam dwie sesje na UEK, ustaliłam datę ślubu, zarezerwowałam miejsce na ślub, zorganizowałam wyprawę na Dolny Śląsk, następnie postanowiłam zmienić swoje życie, nabrałam dystansu do paru spraw,przeżyłam wielkie Katharsis 9 lipca, rzuciłam pracę, której nie lubiłam, spakowałam samochód, zostawiłam za sobą 4 lata życia, zrywając zaręczyny, odmawiając salę weselną, w efekcie przestałam kochać, zepsułam swoje auto. Nastepnie uczestniczyłam, w czymś co było dla mnie dość niesamowite, po tym wszystkim, nieprawdopodobne, w 3 ślubach, jeden za drugim - maraton. (sama nie umiem tego skomentować tak jak to powinno zostać skomentowane. Bo te śluby to taka bariera, przepaść, między tym co robię teraz, a tym do czego dążyłam parę miesięcy wcześniej)cierpiałam, płakałam i opadałam z sił. Następnie odwiedziłam Egipt i zapisałam się na bezrobocie, rozpoczęłam kolejny rok studiów - niezmiernie cieżki jeśli chodzi o dojazdy, rozpoczęłam kurs tańca i bieganie na siłowni. Przeżyłam wspaniały weekend w Drałowie. Znalazłam pracę i mieszkanie na kolejnym krańcu świata. W zeszły weekend rozpoczęłam sezon narciarski w Szczyrku. Teraz będę spędzać Święta z moją kochana rodziną. A co najważniejsze podsumowując ten rok, czuję nie tylko że kocham, ale że jestem kochana, czuję, że ta miłość mnie umacnia, a nie osłabia, czuję, że nie muszę się już o nic martwić i niczego bać.&lt;br /&gt;Czuję się jakbym wróciła z długiej podróży... z nikąd. &lt;br /&gt;Ten rok chyba nie był nudny, sądzę, że nawet wspaniały, nauczył wiele i pokazał, że można, można wszystko. Ja mogę i czuję się silna!&lt;br /&gt;Życzę Wam wszytskim na te Święta dużo siły, cierpliwości, a każde smutki, cierpienia i łzy zostaną wynagrodzone.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-5138356087960338574?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/5138356087960338574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/swieta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5138356087960338574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5138356087960338574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/swieta.html' title='Święta'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-3328552633100422159</id><published>2010-12-13T00:34:00.001+01:00</published><updated>2010-12-13T00:34:23.882+01:00</updated><title type='text'>coś, cokolwiek to jest</title><content type='html'>Dzisiaj jest już późno, ale jakoś nie mogę się powstrzymać od tego, aby coś napisać, niestety nie przychodzi mi to z wielką łatwością, bo albo ktoś mi, co chwilkę przeszkadza i tracę wenę, albo komputer odmawia posłuszeństwa i się wiesza. &lt;br /&gt;Weekend minął całkiem fajnie, wczoraj zmarzłam w Świnoujściu oglądając mieszkania i czekając na pociągi, ale w odpowiednim towarzystwie, mrozy nie są straszne, no i przyznam się szczerze, że udało mi się znaleźć coś całkiem fajnego. Dzisiaj były mojej kochanej Babci imieniny, więc rodzinka się zleciała, natomiast wcześniej proszony obiad, to było bardzo miłe.&lt;br /&gt;Wieczorem na 21 msza, jako uwieńczenie tego zimowego dnia, ledwo z Mamą dojechałyśmy samochodem, bo zaczął padać śnieg no i niestety przymroziło, więc szklanka na drodze była odczuwalna. Dzisiejsze kazanie zainspirowało mnie tak naprawdę do napisania dzisiaj posta. Może inaczej, gdy słucham czasem księdza, coś mnie korci i pcha, aby mu przerwać i poprowadzić z nim dyskusje na dany temat, zapytać o coś, albo po prostu pogdybać. Na dobrą sprawę mam nadzieję, że kiedyś będzie to możliwe i wtedy kazania mogę nie nudzić, ale integrować nas z Bogiem, bo tego właśnie oczekuję od kościoła. W każdym razie dzisiaj ksiądz powiedział:, „…bo co to kurcze jest nadzieja?...”, „…Chciałbym was wysłać w kosmos…”, „… modlić się to wy się możecie na łące…” to są dosłowne cytaty, które najbardziej mi utkwiły w głowie, które każdy z nas może zinterpretować inaczej, a co ważne, każdy, kto je przeczyta, może poznać i wydedukować, o czym była cała wypowiedź. W niektórych momentach wydawało mi się, że ksiądz to wariat, – ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Potem doszłam do wniosku, że jednak On wie, o czym mówi, że każdy z nas musi czasem zostać kopnięty w dupę, aby wybić się z orbity i doświadczyć, pięknego istnienia Boga, A do tego może prowadzić nas nadzieja, która jest niczym innym jak tylko oczekiwaniem na coś, co przyjdzie, na dobro, a czymże innym jest Bóg jak nie dobrem. Nie będę wam wmawiać, jaka jestem religijna, że kościół to mój dom i że Bóg jest moim przewodnikiem. Nie jestem super wierząca, wierzę na ogół w to, czego sama doświadczam. I powiem wam, że jeśli Bóg istnieje, to dobrze wie, że ja potrzebuję na to dowodów. Wie doskonale, że wystawiam go na różne próby i on te próby przechodzi bezbłędnie. Niestety nie ma nic za darmo, on też to robi, wystawia na próby kładąc kłody pod nogi, popychając i mówiąc, uważaj, bo może być gorzej. Idziemy stromą ścieżką i potykamy się, co kawałek. Ale wciąż idę. To nie jest takie byle co. Skoro mimo wszystko, mimo zabawy z Bogiem, czy kimkolwiek On jest, (bo można tą siłę wszechświata nazwać obojętnie jak) cały czas idę, o czymś to świadczy. Świadczy to o istnieniu siły, której nie można wytłumaczyć racjonalnie, ale można jej coś zawierzyć. Ja np. od kilku niedziel zawierzam mu moja sesję, banał, – bo wystarczy się nauczyć. A ja i tak wiem swoje, będzie mi lżej. Mogę się przyznać, nawet do tego, że bywam chamska w stosunku do niego, myślę sobie…, „jeśli naprawdę tu jesteś, jeśli istniejesz, i jeśli to Ty stworzyłeś niebo to spraw, aby…” i tutaj zaczynają się moje prośby. Nie są one częste, czasem przychodzę i o nic nie proszę, czasem tylko dziękuję, za to, co mam i za to (co jak sama twierdzę) wypracowałam sobie sama, albo że dane mi było coś przeżyć, albo przetrwać. Ostatnio mojej dziwnej sile mogę podziękować, za miesiące rozpaczy, za to, że musiałam spakować się i odejść, za to, że tak bardzo bolało, a ja tak bardzo cierpiałam. Ale najbardziej za to, że dostałam tyle siły, aby móc podjąć decyzję, że odchodzę. Że pojawili się przyjaciele i rodzina, która nie pytając o nic pozwoliła powrócić. Jestem pewna, że i tak Bóg miał w tym swój interes, bo nie powierzałam mu kiedyś tyle spraw ile teraz, teraz…. To wszystko jest w jego rękach. Zastanawiam się tylko, co w tym miejscu powinnam napisać do osób, które absolutnie nie wierzą w Boga. Do tych, którzy pomyślą, że jestem stuknięta, że o tym piszę. I sama nie wiem, bo świat jest nieskończony, nieograniczony i dlaczego, dlaczego tylko my mamy życie i możemy się świetnie bawić, skąd to się wzięło, to wszystko jest mało racjonalne, ale kochani… czy nasze życie od początku było racjonalne? I czy racjonalnie się ono zakończy? Gdzie w tym wszystkim tak mało racjonalnym stąpać mocno po ziemi i wierzyć w to, co nam „wydaje” się być rzeczywiste, bo może nas wcale tu nie ma, może to wszystko kłamstwo, albo system, albo jeszcze coś bardziej dziwnego. Więc kim jesteśmy? Samymi sobie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-3328552633100422159?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/3328552633100422159/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/cos-cokolwiek-to-jest.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3328552633100422159'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3328552633100422159'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/cos-cokolwiek-to-jest.html' title='coś, cokolwiek to jest'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-5426448344636255315</id><published>2010-12-07T14:20:00.003+01:00</published><updated>2010-12-07T15:16:29.756+01:00</updated><title type='text'>In the end...</title><content type='html'>„… I tried so hard and got so far but in the end it doesn`t even matter.&lt;br /&gt;I had to fall to lose it all but in the end it doesn`t even matter…”&lt;br /&gt;Czy czegoś wam to nie przypomina? Jedna z moich ulubionych piosenek, taka prawdziwa i każdy z nas o tym wie. Więc, po co to wszystko, kiedy i tak to przestanie istnieć, przestana istnieć, marzenia, sny, przyszłość i będzie wielkie NIC. Przypomniał mi się Arci z liceum i jego sławne: „i tak wszyscy umrzemy”. Czy dlatego nie powinniśmy się starać? Nie powinniśmy upadać i podnosić się, bo to wszystko nie będzie miało kiedyś znaczenia?&lt;br /&gt;Tak mnie jakoś naszło dziś na rozmyślanie o przyszłości, niestety, jeśli nie będziemy się starać to wszystko szlag trafi dużo szybciej niż nam się zdaje. Dlatego nie możemy nikogo zostawiać, nie możemy myśleć tylko o sobie, nie możemy być egoistami. Jednak, gdy życie nie układa się po naszej myśli i jeśli kogoś będziemy musieli zostawić, to zrobić tak, aby nie bolało – niestety to zawsze boli, im bardziej nam na kimś zależy tym bardziej to boli. Jednak porzucenie wszystkiego i wszystkich to jest najprostsze wyjście ze wszystkich. Można przecież postarać się coś zmienić. Można…, ale to wymaga od nas ciężkiej pracy, poświęcenia i to od obu stron. Ale można! Oczywiście, że tak. Być z kimś za wszelką cenę mimo przeciwności losu i odległości. Wierzcie mi – nigdy nie wierzyłam w związki na odległość, a może inaczej. Nigdy nie wierzyłam, że ktoś może mnie tak kochać, albo komuś może, aż tak zależeć, aby poświęcił dla mnie część siebie, swojego życia, prywatności, relacji z najbliższymi. Ale jeśli znajduje się właściwą osobę, nic nie jest straszne. Oczywiście – rozstania nie cementują związków, ale pozwalają pomyśleć i ustalić priorytety w życiu, pozwolą znaleźć swoje miejsce w życiu. Dzisiaj wstałam bardzo późno o 10: 00 obudził mnie sms, inaczej nie ruszyłabym nawet palcem, aby sprawdzić, która godzina. Stanęłam przed lustrem, spojrzałam sobie głęboko w oczy i zastanawiałam się, do czego mnie to wszystko prowadzi, że przecież będę bardzo cierpieć, nie uporam się w tym wszystkim, za dużo, boję się przyszłości. Tu i teraz wiem, że moim miejscem na ziemi jest Poznań i tu chcę się zestarzeć. I dlaczego los wysyła mnie znowu gdzieś daleko, pomógł przetrwać depresyjną jesień w towarzystwie osób i miejsc, które kocham, a na ciężką zimę wysyła na koniec polski, a pociągi staną nie nieodzowną częścią weekendów. Skończyłam myć zęby i znowu spojrzałam w lustro i zaczęłam się śmiać. Bo nie ma znaczenia gdzie będę i co będę robić. Teraz się poświęcę, aby emeryturę spędzić w Poznaniu. Tutaj wrócę, nie wiem, może wcześniej wywieje mnie do Honolulu, albo na Grenlandię, ale wrócę i za każdym razem powroty będą sprawiały mi wiele radości. Bo nie jest ważne gdzie się spędza życie, ważne, z kim i ważna jest świadomość, że mamy dokąd wracać. No i całe szczęście, bo Poznań jest idealnym miejscem do powrotów.&lt;br /&gt;Zimno mi w ręce od tego pisania, jednak coś mi karze pisać… sama nie wiem, o czym, może pochwalę Basię, za to że obroniła swoją niepodległość na 5! – Wiedziałam, że tak będzie gratuluję. A może o tym, że wreszcie moje auto jest sprawne i pokocham je znowu, na nowo. I może napiszę jeszcze, że mam najlepszy plan na Sylwestra w tym roku. Ciepła piżama i kołdra i kieliszek wina. Są chętni? Hahaha pomyślicie, że jestem już na emeryturze? Szczerze – dawno nie byłam na „normalnym” sylwestrze i jakoś żyję, czy te lata były gorsze, czy coś się przez to zmieniło, czy jestem gorsza od innych? Jakoś szczerze w to wątpię. Dzień, jak co dzień, po co robić z tego jakąś aferę i tak nie lubię szampana…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-5426448344636255315?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/5426448344636255315/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/in-end.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5426448344636255315'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/5426448344636255315'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/in-end.html' title='In the end...'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-6930717684054567291</id><published>2010-12-06T15:18:00.000+01:00</published><updated>2010-12-07T15:19:25.816+01:00</updated><title type='text'>Mikołajki</title><content type='html'>Cześć, dzisiaj mamy Mikołajki, no i nawet nie było czyszczenia butów, ani wielkich słodkich prezentów. Nie mamy na to czasu. Z siostrą doszłyśmy do wniosku, że Mikołaja zrobimy sobie w sobotę, bo dziś nikogo nie będzie w domu. To jest naprawdę przerażające, wpadłyśmy nawet na "genialny" pomysł, aby przełożyc o parę dni wigilię! Czy ktoś to sobie wyobraża. Zróbmy Wigilię tydzień wcześniej, bo 24 wszyscy ida do pracy, albo mają lepsze, rzeczy do roboty. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale nie zdziwię się kiedy za 10 lat, ktoś naprawdę zorganizuje Wigilię w każdy inny dzień, a nie 24 grudnia. W naszym życiu bywalo tak, że gdy po Wigilyjnej kolacji dostawałyśmy prezenty od "gwiazdora" tak bardzo się cieszyłyśmy, że pod koniec zabawy pakowałyśmy je jeszcze raz i kładłysmy pod choinkę, aby na następny dzień rano również dostać prezenty, to, że były one takie same, nie miało najmniejszego znaczenia. Taka zabawa trwała nawet kilka dni. A dziś chcielibyśmy aby świeta, szybko się skończyły, albo wcale nie przychodziły. Takie czasy. Niestety ja bardzo cieszę się na święta w tym roku. Wszystko idzie tak jak powinno, prócz kupna prezentów, ponieważ nie mam fioletowego pojęcia co komu podarować. Natomiast to będą pierwsze święta od 4 lat, gdzie nie będę czuła, że kogoś opuszczam, zostawiam, albo po prostu nie przyjeżdżam do domu. Jestem tu gdzie jest moje miejsce i niech tak zostanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-6930717684054567291?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/6930717684054567291/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/mikoajki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6930717684054567291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6930717684054567291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/12/mikoajki.html' title='Mikołajki'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-6020929102868740542</id><published>2010-11-30T10:55:00.001+01:00</published><updated>2010-12-06T12:06:32.180+01:00</updated><title type='text'>zima</title><content type='html'>Jutro mamy 1 grudnia, zima za oknem, całe szczęście samochód mam już u siebie, wiele stersu mnie to kosztowało i wiele siwych włosów mi przybyło z tego właśnie powodu. Wczoraj nad ranem wróciłam z Dębicy, tam też było zimno, zresztą czasem wydaje mi się, że nie ma na świecie miejsca gdzie jest ciepło, nie wierzę, że gdy u mnie pada deszcz to gdzies indziej może świecić słońce, jest to dla mnie niewiarygodne. Wynika to może z tego, że nigdy o tym się nie przekonam, nigdy nie będę w dwóch miejscach jednocześnie. Usiadłam dzisiaj do pisania, tak naprawdę z poczucia winy. Nie wiem na czym dokładnie ma ono polegać i dlaczego, nie będę też dochodzić co się stało. Albo może to przez moją nadwarazliwość i usilne pragnienie aby było dobrze, a gdy ktoś się skrzywi ja uważam że to koniec. Muszę się chyba opanować... Czeka mnie ciężki okres w życiu, nie wiem jak sobie poradzę, ale sobie poradzę. Nie mam za bardzo innego wyjścia. Muszę jeszcze wymienić opony, nie u mnie tylko w pięknym volvo, nakręciłam Pana, że to 5 minut roboty i wcisnął mnie na 13:30, inaczej musiałabym czekać do jutra albo czwarktu. Najgorsze jest to, że nie chce mi sie dbac o samą siebie. Tylko o innych, wczoraj odebrałam od blacharza mamy auto, odśniezyłam, przygotowałam do zimy, dziś jadę z volvo, upiekłam z mamą piernik i już pachnie świętami, byłam na siłowni rano, ale sama nie mogę się zebrać aby podzwonić w sprawie mojego elektrozaworu. Muszę to zrobić w tym tygodniu, za tydzień pojadę do świnoujścia i muszę auto mieć w 100% sprawne. Nie umiem wstać z krzesła mimo tego, że mam 150 tysiecy rzeczy, które powinnam zrobić, posprzatać, zrobić zakupy, pomyślec co z obiadem, pojechać z volvo, rozgrzać samą siebie, nie jakoś mi nie wychodzi, jest mi zimno, wtuliłabym się w koc i obudziła się na wiosnę, aż wyjdzie słońce i mnie ogrzeje, niestety to by za długo trwało. Całe szczęście moje serce jest gorące i niech tak zostanie, niech mnie grzeje, niech miłość i radość z niego wypływajaca grzeje od środka tak mocno, aby mróz -30C nie był dla mnie straszny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-6020929102868740542?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/6020929102868740542/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/zima.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6020929102868740542'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6020929102868740542'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/zima.html' title='zima'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-4973165408117347379</id><published>2010-11-25T12:36:00.002+01:00</published><updated>2010-11-25T12:49:02.045+01:00</updated><title type='text'>zimno</title><content type='html'>cześć, wczoraj w sumie, dzień jak codzień, ale mimo wszytsko niezłe wariactwo, bo musiałam kilka spraw załatwić, wieczorem tańce, kolacja, kino, naprawdę udany wieczór się zapowiadał. Ale wraz z upływającym czasem dotarło do mnie, że może niekoniecznie musi być tak pięknie i miło. Że coś się może stać, chociażby mój wyjazd do Świnoujścia, chociażby zmiana środowiska i praca. Może wszystko się zmienić. Moja przyjaciółka podziwia mnie za odwagę w podejmowaniu życiowych decyzji, że potrafię wszystko postawić na jedną kartę, albo wyjdzie, albo nie. Niestety bywa tak, że nie jest kolorowo, że są problemy, które mają swoje konsekwencje w przyszłości. Błędy, które popełniany,  nawet myśli o tych błędach stają się koszmarem, o którym nie można zapomnieć do końca życia. Bo jeśli już raz się o czymś pomyśli to pomysli się też drugi raz. Całe szczęście od myślenia do czynów jest jeszcze długa droga. Niektórzy z nas myślą jak obrabować bank, jakby to wyglądało, czy by sie udało, ale nikt tego nie robi, bo boimy się zaryzykować. Tak samo jest z ucieczką z więzienia, kto osadzony o tym nie myśli? a ile osób tak naprawdę podejmuje to ryzyko? Ile osób myśli "zabiję go (ją)", ale nikt tego nie robi - i całe szczęście. Jednak myśli są groźne. Jeśli myśli się o czymś radykalnym, zastanawiamy się nad konsekwencjami każdego ruchu. Tak również jest z wyjazdami, przeprowadzkami, zmiana pracy, czy nawet rozwodem. Codziennie podejmujemy setki decyzji, które często mają wpływ na całe nasze życie. Mogą mieć wpływ pozytywny, albo destrukcyjny. Jeśli podjęcie jakieś nietypowej decyzji zajmuje nam trochę czasu, to tylko dlatego, że może coś mówi nam "ale", może po prostu możemy kogoś zranić, albo będziemy musieli kogoś zostawić, albo boimy się, że ktoś przestanie nas kochać, a może my przestaniemy kochać. Może ktoś będzie przez nas płakał, może ktoś zostanie sam. Ryzyko, które podejmujemy codziennie dodaje adrenaliny, ale jest wielką niewiadomą.&lt;br /&gt;Kiedyś myślałam, że moim największym szczęściem będzie, kiedy osiądę w jedym miejscu i nie będzie miało znaczenia gdzie jestem, że będę kogoś kochać, opiekować się kimś, że ktoś będzie kochał mnie. Okazało się, że stagnacja i pewność tego co będzie jutro na tym etapie życia jest wykańczające. Zmieniłam to, natomiast teraz dzieje się za dużo, nie wiem gdzie jestem we własnym życiu i jakie konsekwencje przyniosą w przyszłości decyzje podjęte w ostatnim czasie. Mimo tego, że boję się stracić to co mam, próbuję wierzyć (bo tylko wiara mi pozostaje w tym momencie), że mam na sobie wiatro-wodo-ognio-śnieżno-wszystkoodpornym kaftan bezpieczeństwa z kołem ratunkowym i spadochronem. Ten kaftan ma nawet imię, i wiem, że chroni mnie i będzie chronił do końca... ale - bo nie byłabym kobieta, gdybym tego nie napisała. ale nie umiem w to do końca uwierzyć, jest to po prostu na tyle nierealne, że nie umiem. &lt;br /&gt;Wierzę natomiast w Boga,czy jakkolwiek można nazwać siłę, która stwarza i przysyła nam anioły i koła ratunkowe, karze za złe myśli i przewinienia, to nie pech - to Bóg - to jedyna sprawiedliwa siła na świecie, to cel i to jedyna droga, która ma swój cel i widzi cel we wszystkim. Znajduje dla nas odpowiednią drogę. Prowadzi, ale pozwala popełniać błedy i pozwala nam się uczyć. Mam nadzieję, że ta siła pozwoli mi również uwierzyć w to, że jestem i będę szczęśliwa, że mój kaftan bezpieczeństwa jest sprawdzony i zadziała w każdych, nawet najbardziej ekstramalnych warunkach życia, że nie zawiedzie mnie i uratuje. Życzę mu tego z całego serca. "...bądź przy mnie blisko, bo tylko wtedy nie jest mi zimno..."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-4973165408117347379?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/4973165408117347379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/zimno.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/4973165408117347379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/4973165408117347379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/zimno.html' title='zimno'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-1506203322952018089</id><published>2010-11-22T22:01:00.003+01:00</published><updated>2010-11-23T10:04:53.771+01:00</updated><title type='text'>powroty</title><content type='html'>Powroty są piękne tylko wtedy, gdy mamy do kogo wracać. i tylko wtedy, gdy wiemy, że jest ktoś kto na nas czeka...&lt;br /&gt;powróciłam razem z moim bombelkiem cała, zdrowa i zadowolona&lt;br /&gt;Czy wszystko zaczyna się wreszcie układać?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-1506203322952018089?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/1506203322952018089/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/powroty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1506203322952018089'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1506203322952018089'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/powroty.html' title='powroty'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-2946486395818780013</id><published>2010-11-22T22:00:00.003+01:00</published><updated>2010-11-23T10:07:44.079+01:00</updated><title type='text'>wracam...</title><content type='html'>Dzisiaj mamy 21 listopada 2010, właśnie niczym olej kujawski tłoczę się w pociągu.&lt;br /&gt;Pobyt w Dębicy niestety nie mogę uznać za udany. Niby wszytsko było po staremu, niby zajęcia minęły jak zwykle, ale jednak coś było nie tak. W sobotę rano pojechałysmy z kochaną moją koleżanką do miasta, chciała mi jedynie pokazać nowe miejsce, które zostało otwarte tuż po moim wyjeździe, a którego nigdy nie miałyśmy czasu odwiedzić. Nieważne. Chodzi o to, że nagle ogarnęło mnie uczucie sentymentu do tego miejsca, w sumie może to jest całkiem naturalne po dwóch latach mieszkania w tej miejscowości. Ale to było takie dziwne, te uliczki nie zieniły się wcale, te same miejsca wyglądają tak samo, ale jakoś tak inaczej się na to patrzy, inne odczucia i myśli. Kiedyś to była codzienność, przemierzanie tymi samymi drogami kilku kilometrów to do sklepu, to do pracy, na uczelnie, albo na spotkanie z przyjaciółmi. Hmm coś się zmieniło bezpowrotnie, na zawsze i nigdy już nie będzie tak samo. Może trochę szkoda, łezka kręci się, ale...jakoś nie może spłynąć po policzku. I dobrze! Niech tak będzie, niech nie spływa, to co było przeminęło bez sentymentów.&lt;br /&gt;Znowu wracam do Poznania, ale tym razem mój powrót będzie mam nadzieję ostateczny. Bedzie on jednym z wielu powrotów, ale ten będzie troszkę inny. Jadę właśnie do mojego Taty aby jutro rano wziąć moje świeżo naprawione autko i powrócić do Poznania. Powiem szczerze, że jakoś nie wierzę, że ta cąła historia po tylu przejściach i długich dniach oczekiwania może się tak po prostu skończyć. Jutro zabiorę całą resztę moich rzeczy, łącznie z najważniejszym i najcenniejszym bombelkiem – autem. I powrócę, ojjj tak to będzie piękna chwila, kiedy przekroczę bramy Poznania.  Sama, zwycięsko wyszłam z tej wirtualnej bitwy z przeszłością. Będę mogła ostatecznie zamknąć to za sobą, raz na zawsze. Wiem, że z tą mam nadzieję jutrzejszą chwilą (bo tak naprawdę to bardzo się boję, nie wiem co jeszcze spotka mnie na trasie i jak będę się czuła za kierownicą bombla=pochodzi od bomby, a nie bąbla,)zakończy się fatum kłopotów i niepowodzeń, a reszta pójdzie juz z górki- teraz będzie tylko lepiej. Trzymajcie za mnie kciuki, niech dzień 22 zakończy się tak jak sobie tego marzę, spokojem, spokojem wewnątrz mnie i już nie nadzieją, ale pewnością, że przeszłość mnie nie dogoni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-2946486395818780013?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/2946486395818780013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/wracam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2946486395818780013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2946486395818780013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/wracam.html' title='wracam...'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-1625736978047943137</id><published>2010-11-13T20:19:00.001+01:00</published><updated>2010-11-13T20:19:42.895+01:00</updated><title type='text'>dupa</title><content type='html'>Witam, tak… ja też kocham ten Poznań, kocham to miasto, nie ma rzeczy, sytuacji, momentów, które tak naprawdę mogłyby mi się źle kojarzyć z tym cudownym miastem. Poznań, ma oczywiście swoje ciemne strony i zaułki, ale jakoś mimo tego wszystkiego, gdy stanę pośrodku miasta wiem, że jestem u siebie, że kocham te uliczki i te ogromne budynki. Nie wiem, dlaczego, ale wiem, że tutaj powstaje nad miastem swego rodzaju niesamowita aura, która sprawia, że człowiek może się bez pamięci zakochać… tak ja się zakochałam. Niestety, ta historia jak każda inna, nie może skończyć się pomyślnie. Z jednej strony jestem z siebie bardzo dumna, natomiast z drugiej nie wiem, co ze sobą zrobić, od czego zacząć i jakie decyzje podjąć mam 1, 5 miesiąca czasu na to, aby się wyprowadzić… heh no tak jakby było mi mało przeprowadzek, na dobrą sprawę jeszcze nie przeprowadziłam się do końca do Poznania, a teraz już lecę zwiedzać kolejny zakątek Polski – Świnoujście. Coś pięknego, ale mam jakieś obawy. Jadę sama, bez oparcia i pomocy, na przekór wszystkiemu. I mimo tego, że wydaje mi się, że bardzo tego chcę, to w głębi duszy nie chcę tego, bo się boję. Najnormalniej w świecie, boję się konsekwencji mojego wyboru, uporu i determinacji, boję się życia, samej, skazanej na siebie. Wiem, że sobie poradzę, zawsze sobie radziłam, niczego się nie bałam i nie obracając się szłam przed siebie. A może już się postarzałam? Może po prostu przyjechałam – wróciłam do Poznania głownie po to, aby odpocząć, aby znaleźć swoje miejsce i swoją rolę na ziemi. Swój własny ciepły kąt, miejsce, które kocham. A tu dupa, znowu to samo, znowu będę cierpieć, już cierpię i będę szlochać, że kolejny raz na własną prośbę wyprowadzam się i to daleko. Wiecie, co jest najgorsze w tym wszystkim? Nie świadomość, że kogoś tu zostawiam. Tylko to, że robię to egoistycznie i bezmyślnie tylko dla siebie. A ja nie umiem tak żyć, zawsze robiłam wszystko dla innych. To ja się poświęcałam. Teraz źle czuję się z tym, że robie coś tylko dla moich ambicji, dla samorealizacji, dla idei. Chyba jestem już stara i potrzebuję trochę stabilizacji, tylko czy kiedykolwiek ją osiągnę?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-1625736978047943137?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/1625736978047943137/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/dupa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1625736978047943137'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1625736978047943137'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/dupa.html' title='dupa'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-3611768453582508890</id><published>2010-11-11T19:11:00.002+01:00</published><updated>2010-11-13T22:34:37.894+01:00</updated><title type='text'>11-11-2010</title><content type='html'>Dzisiaj mamy 11 listopada, to nie tylko święto niepodległości w naszym kraju, ale również imieniny Marcina, – czyli Rogale Marcińskie. Jedyne w swoim rodzaju, czeka się na nie cały rok. Mimo tego, że są dostępne praktycznie w każdej cukierni przez okrągły rok. To jednak 11 listopada są wyjątkowe w smaku i cenie;/ no ale tak już jest. Wszystko, co przyprawia nas o dodatkowe kilogramy kosztuje nie tylko wysiłkiem, aby to zrzucić, ale również wypłukuje nam portfel. &lt;br /&gt;Wczoraj spędziłam całkiem miły dzień, po południu spotkałam się z moją Basią, wreszcie się broni, ile ja słyszałam o pisaniu tej pracy, o poprawkach i konsultacjach – wreszcie się udało 30 listopada broni jak niepodległości swojej pracy. Będę trzymać kciuki na bank będzie 5+. Następnie wybrałam się na tańce, jakoś średnio mi szło. Bolała mnie ta noga, albo przeszkadzała, nie myślałam, że w konsekwencji w nocy nie będę mogła przez to spać. Potem miła kolacja we dwoje. Naprawdę udany dzień.  Dzisiaj znowu nachodzi mnie nostalgia i brak optymizmu. Od czego to zależy, dlaczego nie umiem sobie jakoś poradzić. Może po prostu brak wiadomości w sprawie jakiejkolwiek pracy rozstraja mnie nerwowo i wykańcza powoli. Czasem myślę, że to wszystko jest bez sensu, że ja i tak nie będę w pełni szczęśliwa, bo chyba jeszcze nigdy na to nie zasłużyłam. Albo może za dużo wymagam od życia. W każdym razie pełnia szczęścia, – co to jest, tak sobie myślę… może chciałabym być w 100% zdrowa, chciałabym mieć super pracę, która nie tylko pozwalałaby mi utrzymać się od dziesiątego do dziesiątego, ale realizować zachcianki (nie jakieś wybujałe) spontaniczne i ważne. Nie wiem, co mam na myśli pisząc ważne, ale pewnie chodzi o to, abym mogła poczuć się wolna, a także poczuć, że robię to, co kocham i to, w czym jestem naprawdę dobra. Chciałabym skończyć studia. I chciałabym poczuć się kochana (przez faceta, – bo rodzina wiem, że kocha mnie na swój sposób). Tak na zabój, naprawdę, na zawsze. Czy to takie trudne? Czy jestem, aż tak wymagająca? Że chcę się samorealizować, że chcę być samodzielna i szczęśliwa? A może to wszystko nie jest realne, nie do osiągnięcia, a ja marzę o czymś, co gdy zacznę realizować, albo czuć, że jedna z tych rzeczy się spełnia… to… świat się skończy. I nic już nie będzie. Wiec może powinnam przyzwyczaić się do szarego i przykrego życia mając nadzieję, i oczekując na cud, że kiedyś osiągnę mój cel.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-3611768453582508890?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/3611768453582508890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/11-11-2010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3611768453582508890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3611768453582508890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/11-11-2010.html' title='11-11-2010'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-7925644034571742172</id><published>2010-11-09T20:12:00.000+01:00</published><updated>2010-11-09T20:12:44.252+01:00</updated><title type='text'>smutasek:(</title><content type='html'>Cześć, jakoś dawno mnie tu nie było, nic nie pisałam, może to przez tymczasowy (mam nadzieje) zanik weny twórczej, albo po prostu niewiele się działo w ostatnim czasie. Już na samym wstępie widzę, że mimo tego, że piszę o niczym idzie mi to dużo sprawniej niż pisanie kolejnych podań o pracę, albo pisanie pracy licencjackiej. Tak wreszcie się za nią zabrałam. Mam temat, częściową bibliografię i jakoś to będzie. Mam dzisiaj zły nastrój i może wszystko by było okej gdyby nie nieszczęsna wizyta u lekarza. Tak na dobrą sprawę nie mogę przecież winić za to osoby, dla której to zrobiłam (dla wyjaśnienia dodam, nie chodzę do lekarza z byle głupotą i dopiero jak umieram to podskoczę po L4), bo w sumie chciałam to zrobić. No, więc zacznę od początku, w niedzielę zaczęła mnie boleć kostka. Okazało się, że jest spuchnięta, to nie był powód wizyty u lekarza rodzinnego, ale przy okazji. W sumie to bez sensu powiedziałam o tym Pani dr, bo usłyszałam, że nie mogę biegać, aż mi przejdzie – liczę, że stanie się to szybciej niż za tydzień. Jedyna radość w życiu, jaką teraz mam i jedyny cel, dla którego wstanę wcześniej niż o 9 rano, taka radość, a ja nie mogę z tego skorzystać – każdy by się załamał. Dodatkowo pobrali mi krew, dlaczego ja tam poszłam sama, myślałam, że nie wrócę do domu, ale dałam radę, nie zemdlałam, chyba wyjątkowo, chociaż myślałam, że się rozpłacze, no i jeszcze ta wielka dziura w ręce po igle:(. Byłam naprawdę bardzo nieszczęśliwa z powodu wizyty. Do tego ta parszywa pogoda i to, że nie mogę się zebrać w garść i pisać tej cholernej pracy. Niech ktoś mnie kopnie w dupę! ….. Godzina 20: 00 zbliża się wielkimi krokami i powiem tylko tyle ten dzień był dd. Jeszcze jutro nie mogę biegać, zostały mi jedynie tańce, ale muszę coś zrobić, aby ten cholerny dzień nie skończył się tak po prostu, a może to przespać i dać sobie spokój. Jeden dzień depresyjny od czasu do czasu można mieć, gdyby ktoś jeszcze mnie przytulił… no tak, teraz i tak jest dobrze mam sporo tych osób w okolicy, do których mogę pojechać, a jakby tak przyszło jechać koło 300km, aby się przytulić? Heh już kiedyś miałam tak 1440 km, żeby móc się do kogoś przytulić i wiecie, co? Jak miałam ochotę to wsiadałam w samolot i leciałam się przytulić. Więc gdziekolwiek jesteście przytulajcie się nie do poduszki, ale do ludzi wam bliskich, bo to oni podnoszą na duchu. Tym miłym i optymistycznym akcentem kończę moje smutaskowe opowieści i z nadzieją, że jutro będzie lepiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-7925644034571742172?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/7925644034571742172/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/smutasek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7925644034571742172'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7925644034571742172'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/smutasek.html' title='smutasek:('/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-1534918866246053149</id><published>2010-11-04T22:25:00.002+01:00</published><updated>2010-11-04T22:25:09.462+01:00</updated><title type='text'>kto wygrał mecz?</title><content type='html'>4 listopada 2010, wiem, że jest już dość późno i ja też zaraz idę spać, bo padam na twarz, ale koniecznie musze się czymś pochwalić. Większość z was już o tym na pewno wie, ale dzisiaj był mecz Lech – Manchester i było 3: 1 – wielkie gratulacje, szczerze powiem, nie przypuszczałam, że może być, aż tak dobrze. I to wcale nie znaczy, że nie wierzę w naszych poznańskich piłkarzy, ale nie jestem aż taka optymistką. Więc wielkie gratulacje, mecz oglądałam był znakomity, bardzo fajnie grali podobało mi się. Ostatnio chłopacy chyba nie są w dobrej formie, ale dzisiaj dali z siebie wszystko i było to widać.&lt;br /&gt;Lech wygrał mecz!!!!!&lt;br /&gt;Jutro rano wstaję na siłownię i biegam sama, tzn. zwerbowałam koleżankę, więc nie będzie mi smutno i będę miała motywację do dalszego biegania. Obliczyłam dziś, że mam za sobą jakieś 120 km i jutro dojdą kolejne, ale super. Wierzcie mi sprawie mi to ogromna frajdę, chociaż niestety nie widać tego po moim ciele – ani kilograma mniej… no cóż.&lt;br /&gt;Czy jeszcze coś nowego się wydarzyło – ojjj tak rozpoczęłam pisanie pracy licencjackiej i może to dlatego tak mało ostatnio pisze tutaj, już palce mi powoli odpadają od stukania na tej klawiaturze… a jeszcze będzie tego sporo :P&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-1534918866246053149?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/1534918866246053149/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/kto-wygra-mecz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1534918866246053149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1534918866246053149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/11/kto-wygra-mecz.html' title='kto wygrał mecz?'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-3727071301764861823</id><published>2010-10-30T15:04:00.003+02:00</published><updated>2010-10-31T16:36:41.068+01:00</updated><title type='text'>Rozpacz – największy grzech przeciwko nadziei…</title><content type='html'>Te słowa usłyszałam na kazaniu, które było prowadzone przez nowego proboszcza parafii w Odrowążu. Odrowąż jest to mój azyl, miejsce, w którym czas staje w miejscu, a człowiek staje się wolny od codzienności. To było 14 sierpnia, kiedy rozpoczęłam swoją przeprowadzkę do Poznania. Oczywiście był piękny weekend, a moje myśli nie zadręczały mojej głowy, unosiły się tylko lekko, ponad, aby nie dopuścić do władzy. W momencie, kiedy usłyszałam te słowa, obiecałam sobie jedno: nie będę rozpaczać, nie będę płakać, nie będzie mi żal. Tylko niestety każdy z nas wie, że to wszystko nie jest takie proste. Od tamtego dnia miałam dokładnie tydzień na spakowanie reszty i powrót do Poznania i przysięgam, to był najgorszy tydzień w moim życiu. Musiałam rozstać się ze wszystkim, co mnie otaczało przez poprzednie 2 lata, to nie jest proste, zamknąć za sobą rozdział, tak wielki rozdział w życiu i nie uronić ani jednej łzy, ale słowa księdza cały czas wirowały w mojej głowie i wiedziałam, że się nie poddam. Cały tydzień przepłakałam, ostatniej nocy praktycznie nie spałam. Jednak to nie była rozpacz, to było obwinianie samej siebie, że wykazałam się swoistą słabością, że nie chciałam walczyć, że się poddałam, i że zraniłam tyle osób. Nie myśląc o swoich odczuciach wsiadłam w samochód i odjechałam. To był ostatni dzień, w którym płakałam. Dzisiaj mamy sobotę 30 października, moja wszechogarniająca nadzieja dała mi siłę, aby wytrzymać tak długo. Jednak wczoraj wieczorem przegrałam z samą sobą i wiecie, co? Jest mi lepiej, kamień spadł mi z serca.&lt;br /&gt;A co się stało tak naprawdę, ten dzień był wyjątkowo długi i niefortunny, jeśli chodzi o prace, które miałam w planie do wykonania: pranie, sprzątanie. To nie jest kwestią tego, czy to lubię, czy też nie, ale tego gdzie wtedy znajdują się moje myśli i co wypełnia mi głowę. Bo jeśli nawet oglądam film, myślę o fabule, jeśli robię zakupy, myślę o tym, jak szybko uciec z marketu, a jak śpię, to śnię. Także, kiedy sprzątam i nie spieszy mi się nigdzie, do mojej głowy nadlatują myśli, uczucia i słowa, które chciałabym wypowiedzieć, chociaż nigdy nie byłabym na tyle odważna, aby to zrobić. Sceny, które nigdy nie powstaną… jedynie uczucia. Z nimi jest najgorzej, kiedyś myślałam o tym, że fajnie byłby przestać czuć – jednak nie przestałabym czuć tylko tego złego, ale dobroci też bym nie zaznała. Moje sprzątanie było wtedy zdecydowanie bardziej efektywne, kiedy to właśnie doszłam do wniosku, że jestem zła. Zła na siebie, na świat, na osobę, którą ja sama zostawiłam. To przecież nie była moja wina, poczułam się oszukana, dopiero po jakimś czasie dochodzą do nas myśli i słowa, wypowiedziane kiedyś – układają się jak puzzle w jedną całość zwaną rzeczywistością. A słowa: „Kocham”, były tylko pustymi słowami. &lt;br /&gt;Udało, mi się skończyć sprzątanie, ugotowałam obiad, dla siebie i siostry i czekałam na nią. Czekałam, aż przyjdzie, gdy jej nie było – zadzwoniłam, a ona po prostu źle się poczuła i zasnęła. Przegapiła mój obiad. Rzuciłam słuchawką, myślałam, że rzucę jeszcze czymś więcej. Opanowałam się z trudem, do mojej głowy doszła rozpacz, tak długo tłumiona, przez nadzieję. Tu nie chodzi o obiad, ani o siostrę, ani o to, że jestem sama w domu. Tylko o to, że przez ostatnie 2 lata, tak wyglądał każdy dzień. A ja nie liczyłam się dla nikogo…&lt;br /&gt;Usiadłam na kanapie i płakałam i dawno sama siebie nie widziałam w takim stanie, – bo to nie był płacz to była właśnie rozpacz – zgrzeszyłam, przeciwko mojemu lepszemu życiu, przeciwko nadziei, ale każdy musi to przepłakać. Jedyne, czego pragnęłam to, aby ktoś przyszedł mi mnie przytulił i przytrzymał tak mocno…, ale byłam sama. Nagle, nieoczekiwanie zadzwonił telefon: „…będę za 10 minut”. Odłożyłam słuchawkę i zapłakałam jeszcze mocniej. I przyszły silne ramiona nadziei i pogrzebały moją rozpacz – liczę na to, że na zawsze…&lt;br /&gt;Nie ważne, z kim się rozstajemy, czy to ktoś umiera, czy chociażby wyjeżdża na długo, a może po prostu odchodzi od nas. Zawsze musimy swoje wypłakać, musimy to przeboleć inaczej nigdy nie staniemy się silni.&lt;br /&gt;Na sam koniec piosenka, która nie pozwoliła mi zasnąć, i która brzmiała w mojej głowie jak tylko się obudziłam rano. Niech każdy sam ją sobie posłucha jak będzie miał taka ochotę. Happysad, „A miało być tak pięknie”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-3727071301764861823?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/3727071301764861823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/rozpacz-najwiekszy-grzech-przeciwko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3727071301764861823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3727071301764861823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/rozpacz-najwiekszy-grzech-przeciwko.html' title='Rozpacz – największy grzech przeciwko nadziei…'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-3346562842080778381</id><published>2010-10-25T11:59:00.002+02:00</published><updated>2010-10-25T11:59:51.118+02:00</updated><title type='text'>Pogrzeb</title><content type='html'>W pociągu znowu nie ma prądu, kontaktów na każdym kroku kilka, ale jak już ktoś chciałby skorzystać, to nie ma szans – niestety. Pogoda w Dębicy w ten weekend była bardzo ładna, świeciło słońce i było ciepło, nawet bardzo. Przygotowana na przymrozek, opatulona grubym szalem wyszłam dziś rano o 7: 30 na zajęcia, ku mojemu zdziwieniu musiałam zdjąć rękawiczki, a ten, kto mnie zna wie, że jeśli tylko na zewnątrz jest chłodniej ja ubieram szalik i rękawiczki. Tak mi chyba zostało od dziecka, mogłabym chodzić nawet w krótkich spodenkach, i bez podkoszulki, ale rękawiczki, skarpetki i szalik musiały być. &lt;br /&gt;Godzina 21: 00 kolejny weekend za mną, ciężki weekend, bo 18h spędzonych w pociągu i 14 h na uczelni przecież ta arytmetyka nie ma sensu, w najmniejszym nawet stopniu, spłaszczanie tyłka w pociągu również wymiernie wpływa na moje poniedziałkowe samopoczucie, bo wszystko muszę odpracować na siłowni, a tłok w tym właśnie środku lokomocji jest za każdym razem większy, nie usiadłam do tej pory nawet na chwilę. Całe szczęście na korytarzu nie jest, ani gorąco, ani zimno, czasem tylko ktoś wyjdzie, aby zapalić i wtedy otwiera okno, brrrr… no i śmierdzi, mówiłam wam jak mi to przeszkadza? Tak właśnie! dym papierosów, ten smród przenikający i osoby, które siedzą w danej chwili blisko mnie tuż po skończonym papierosie, doprowadza mnie to do szału, mogłabym się z łatwością udławić. Jednak jest na to sposób, zapalić samemu. Nie mówię, że to propaguję, albo palę, czy zamierzam palić – nigdy w życiu. Jestem jedną z tej części ludzkości, która nie widzi w tym nic fajnego. Ale tak właśnie sobie myślę, że jeśli nie możesz wytrzymać w grupie społecznej, która pod danym względem różni się od ciebie (w tym przypadku pali) to jedyne, co powinno się zrobić, to właśnie również zapalić, czyli dostosować się do zachowania ogółu. Nie jest to powód do dumy, że w danej chwili właśnie ulega się tłumowi, patrzy się na innych, ale jeśli masz potem np. przytulić się do takiej osoby, albo chociażby cmoknąć ją na pożegnanie w policzek, podczas normalnych koleżeńskich stosunków to chyba lepiej nie robić tego z obrzydzeniem. Tak samo jest z alkoholem, jeśli facet wychodzi na piwo z kumplami i wraca – śmierdzi, to żadne odkrycie, ale kobiety to strasznie denerwuje, nie chcą, aby ktoś chuchał im w twarz takim odorem, jednak, gdy facet pójdzie z kobietą na piwo, albo ona nawet wypije sobie z koleżankami, a on z kumplami to wszystko okej. Nic się nie stało, nikt nie czuje zapachu, można się przytulać, całować i nikomu nic nie przeszkadza. Ale czy to jest odpowiednie wyjście z sytuacji? Niestety nie odpowiem na to pytanie, musicie odpowiedzieć sobie sami według waszego sumienia i uznania. &lt;br /&gt;O 3 nad ranem będę w Poznaniu, coś mi to przypomina, bo gdy po raz pierwszy jechałam właśnie tym pociągiem, było lato, było ciepło i jechałam zupełnie z innymi myślami niż teraz. To jest długa historia, ale chętnie się nią podzielę. To było dokładnie miesiąc przed decyzją o powrocie do Poznania. Jechałam bardzo zmęczona, po to, aby po wyczerpującej sesji, zrelaksować się robiąc cokolwiek będę chciała w moim ukochanym mieście. Poza tym ogarniała mnie nostalgia i niepewność tego, co robię i tego, co dzieje się w mojej głowie. Kolejne dni i chwile, spędzone ze znajomymi, przyjaciółkami i rodziną były jak głos wewnętrzny, który krzyczał, aż wyrywał się z mojej piersi, czułam się jak opętana przez diabła, wyczerpana, i zapatrzona w wielkie nic. A ten weekend dał mi nadzieję, nie mogę powiedzieć, dlaczego, nie mogę powiedzieć, przez kogo, bo nawet sama nie umiałabym tego sprecyzować. Cały weekend poświęciłam dogłębnym i kluczowym dla mojej przyszłości sprawom – to dobrze, ale gdy parę dni później wracałam sama nie wiedziałam, czy tego chcę. Najbliższe wtedy mi osoby (w drodze już powrotnej) wbiły mi nóż w plecy, swoim brakiem zainteresowania, miłości i egoizmem. I tak naprawdę ten powrót, ta obojętność, a mój wielki ból. Ból tak ogromny, nie pozwalał skupić się nawet na prowadzeniu samochodu. Rozdarcie i krew i ból i łzy i rozpacz i brak sił i niemoc i perspektywa końca. Niestety mam takie nieodparte wrażenie, że ilekroć będę wracać tym samym pociągiem, o 3 nad ranem w Poznaniu, będę wspominać lipcowy weekend 2010, który całe szczęście nie przysporzył mi samych cierpień, a może jednak tylko cierpień? Bo nawet te najwspanialsze godziny i popołudnia mówiły mi jak bardzo jestem nieszczęśliwa i beznadziejna w swoim postępowaniu i ile jeszcze muszę zrobić, aby to zmienić. Ale byłam odważna, szczęście zagościło w mojej duszy, a duma z podjętej decyzji mnie rozpiera. Nie mówię, że to było proste, po podjęciu tak istotnej decyzji dla całej przyszłości kolejny miesiąc był najgorszym miesiącem w moim życiu, nikomu tego nie życzę i niestety nikt nie jest w stanie sobie tego wyobrazić, jedynie ten, kto sam coś takiego przeżył. Minęły prawie 4 miesiące od tamtego czasu i za każdym razem jadąc tym pociągiem będę świętować z uśmiechem na ustach mój lipcowy pogrzeb przeszłości…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-3346562842080778381?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/3346562842080778381/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/pogrzeb.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3346562842080778381'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3346562842080778381'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/pogrzeb.html' title='Pogrzeb'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-6474499117738082095</id><published>2010-10-24T09:45:00.000+02:00</published><updated>2010-10-24T09:45:13.704+02:00</updated><title type='text'>Biegnę...</title><content type='html'>Od jakiegoś czasu staram się regularnie uczęszczać na siłownię. Nie po to, aby mieć mięśnie ze stali i wyglądać jak potwór, a nie kobieta. Chociaż chęć poprawienia swojego wyglądu oczywiście istnieje, ale staje się jedynie bardzo dobrym środkiem motywującym. W czwartek pojechałam sama, smutno biega się samemu. Mimo tego, że przecież, gdy nawet biegamy obok siebie to nie rozmawiamy ze sobą, każdy myśli o czymś innym, ale sam fakt, że ktoś biegnie obok Ciebie to jak taki mały doping, mówiący „nie poddawaj się”, „jeszcze tylko kilka minut”. Daję radę, ale jak byłam sama nie było takiej motywacji, nikt mi nie „patrzył na nogi”. Biegłam sama i zastanawiałam się tylko czy może nie pobiegać krócej niż zwykle, albo zwolnić, takie myśli przebiegały dużo częściej przez głowę niż: „dam z siebie wszystko” lub „dziś pobiję swój rekord” albo „wykończę się tak, aby musieli mnie zdrapywać z podłogi”. Może nie jestem, aż tak ambitna, w każdym razie przebiegłam swoją „normę” posiedziałam chwilkę w saunie i wróciłam do domu. &lt;br /&gt;Ta godzina na bieżni w ciągu dnia… ciekawa jestem, co dzieje się w głowach innych, niektórzy chodzą, inny biegają, jeszcze inni podnoszą wielkie ciężary. O czym wtedy myślą? Czy tylko o narastających mięśniach, – aby może telepatycznie wspomóc ich wzrost na partach ciała, które właśnie intensywnie pracują? A może rozwiązują swoje problemy? Opracowują strategię spotkania z klientem, albo zastanawiają się jak spędzą wieczór, czy samotnie, czy z ukochaną osobą, albo jaką bajkę opowiedzą dziś dzieciom. &lt;br /&gt;Co jest w mojej głowie? O godzinie 7 w październikowy poranek jest jeszcze szaro i w oknie naprzeciw bieżni odbijają się jak w lustrze sylwetki ćwiczących. Wtedy patrzę na siebie (egoistyczne bardzo – wiem) i próbuję przeniknąć do głębi swojej własnej duszy uspokoić jej pragnienia i rozterki. Często niestety zapatrzę się w nic, w te drzewa, lub samochody pędzące – wtedy grozi to wypadkiem na bieżni, bo albo tracę równowagę, albo znikam z tego świata. I gdzie ląduję? Na mojej własnej planecie, w mojej głowie. Co w niej się dzieje? Wszystko i nic, bo sama nie wiem, czy jest to na tyle istotne, aby zawracać wam tym głowę. Ale to zależy np. od tego jak spędziłam poprzedni wieczór, czasem jak było miło, potrafię zatracić się całkowicie w tym wspomnieniu, dziękując Bogu, że mogę je kolekcjonować. A gdy mam jakieś wyjątkowe plany na nadchodzący dzień, to staram się rozplanować wszystko w najdrobniejszych szczegółach – całkowicie bez sensu, – bo na zasadzie:, „co by było gdyby”. Najczęściej jednak moja głowa wraca do przeszłości, oczy chcą płakać, usta krzyczeć z całych sił, a nogi biec z prędkością światła. Wtedy można się wykończyć, całe szczęście bieżnia jest tak skonstruowana, że nie pobiegnę szybciej niż sobie z góry ustawiłam, musiałabym zmieniać to ręcznie, jednak nigdy tego nie robię, bo wtedy wytrącam się z mojego snu… przypominam sobie chwile, lata wirują w głowie, emocje, uczucia i wszystko, co działo się tuż przed moim powrotem do Poznania. Dlatego? Dlaczego nie mogę pozwolić sobie na zapomnienie, na przemilczenie tego wszystkiego, dlaczego to ciągle wraca no i najważniejsze pytanie, dlaczego wciąż zastanawiam się, „co by było, gdybym została”.  Wiem jedno, nie mogłabym tak, tam dłużej żyć, może stałabym się elektrycznym robotem. I robiła wszystko mechanicznie. A może popełniłabym błąd. Mam nadzieję, że gdy ujrzałam swoją iskierkę nadziei na szczęśliwsze życie, rzuciłam cały tamten świat i pobiegłam za nią… i mam nadzieję, że ja tez jestem taką iskierką i nie jestem tu, bo jestem tylko, dlatego, że jestem potrzebna, bo ja nie potrafię żyć nie czując się potrzebna. Mogę przy tej okazji wytłumaczyć moje dziwne zachowanie dotyczące ściskania ciał obcych chcę je zatrzymać dla siebie na dłużej chce zapamiętać ich kształt i delikatność, ich ciepło - ehhh jak sobie o tym pomyśle, pożarłabym takie ciało obce.&lt;br /&gt;Wiem, że to, co robię dzieje się naprawdę, – choć trudno mi w niektóre rzeczy uwierzyć. Wiem, że jest to dobre, bo przecież sprawia, że jestem szczęśliwa, ale niepokoi mnie jedno. Moja przyszłość jakoś nie widzę siebie nigdzie za kilka lat, a nawet za kilka miesięcy, … dlatego w poniedziałkowy poranek znowu pójdę na siłownię i będę biec, aby zagościć w moim świecie przemyśleć kilka spraw, sprawić, aby nastawienie na cały dzień było bardziej niż optymistyczne, aby poczuć tą dziką satysfakcje „wykończyłam się, ale dałam radę”, pomyśleć o przyszłości oraz rozegrać walkę z Włochami, zakochać się jeszcze bardziej w moim świecie i nigdy go nie zostawić, a jeśli będzie taka konieczność to zabrać Go z sobą, te kształty, ten dotyk, to ciepło, tą miłość do końca i na zawsze….&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-6474499117738082095?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/6474499117738082095/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/biegne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6474499117738082095'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6474499117738082095'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/biegne.html' title='Biegnę...'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-1592107978659371606</id><published>2010-10-17T19:11:00.000+02:00</published><updated>2010-10-17T19:11:10.170+02:00</updated><title type='text'>gdzie?</title><content type='html'>Wiecie, jakie to niesamowite uczucie jechać gdzieś, prosto przed siebie i nie mieć kompletnie pojęcia, gdzie się jedzie?&lt;br /&gt;Ja mam. Kolejny weekend – sobota 8: 00 a ja przekraczam właśnie bramy Poznania, gdzie jadę? Sama nie wiem, wie to jedynie kierowca bordowego volvo. Wiem jedynie, że wyjechaliśmy na północ i niestety pada – praktycznie leje, żadne z nas nie wzięło nic przeciw deszczowego, jedynie dobry humor, uśmiech na twarzy, nie wiem, co siedzi w głowie mojego partnera, bo w wielkim skupieniu prowadzi samochód, aby dowieźć mnie w to magiczne miejsce całą i zdrową. Natomiast w mojej głowie, krąży 150 tysięcy różnych myśli. Chociażby taka gdzie jadę, albo ile kilometrów, albo czy mimo tego, że jesteśmy dopiero w Obornikach powiedzieć, że chce mi się siusiu po porannej kawie. Tak naprawdę, mimo tego, iż staram się bardzo twardo stąpać po ziemi kocham tą magię. Magię każdej chwili, bo to tylko od nas zależy jakie jest nasze życie, czy chwile, dni, wieczory maja szanse na zawsze zaistnieć w naszej pamięci.&lt;br /&gt;Nie pamiętam już, który to Pan dr z mojej uczelni powiedział, że my wszystko pamiętamy, tylko po prostu pewnych faktów nie możemy sobie przypomnieć – tak jest, każdy z nas pamięta, każdą chwilę z życia, tylko w danej chwili nie jesteśmy w stanie sobie tego przypomnieć. &lt;br /&gt;A dodając do tych chwil szczyptę magii, możemy otrzymać coś trwałego, co na zawsze zagości w naszej pamięci. I mimo tego, że czasy się zmieniają, a chwile przemijają, kochankowie znikają, a kobiety narzekają i bardzo często nie chcemy pamiętać ani minuty z tego, co kiedyś było tak cudowne. To chociażby, dlatego, że było cudowne i przypominając sobie Te chwile, zagości uśmiech na naszych twarzach, często taki wewnętrzny, aby tylko nie dać się rozszyfrować, że kiedyś było miło. &lt;br /&gt; ….&lt;br /&gt;Wróciłam, opowiedzieć wam jak było? Użyję jednego słowa, które odzwierciedli wszystkie uczucia, które we mnie buzują – MAGICZNIE, dziwicie się? Nie ma czym. Dotarliśmy nad morze, wypogodziło się. Jest zimno i wietrznie – można by powiedzieć, że nawet mroźno, ale pięknie, od 100 tysięcy lat, nie doświadczałam takiego uczucia… to coś niesamowitego i życzę sobie każdego dnia doświadczać tego. Uśmiechu mimowolnie rysującego się na mojej twarzy.&lt;br /&gt;I mimo takiego pięknego weekendu, nikt nie wie, tylko my sami ile frajdy i radości sprawił nam sam powrót. Jesień jest piękna, gdy niebo jest błękitne, a słońce grzeje przez szybę, drzewa są kolorowe, a widoki jak ze snu. Nie chcę się z niego budzić… heh, to nie był sen, to wszystko prawda.. tylko, że jutro o 7 mam już biec na bieżni – do mojego „nigdzie”, które jest tylko w mojej głowie, przez tą godzinę kilka razy w tygodniu, ale o tym następnym razem…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-1592107978659371606?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/1592107978659371606/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/gdzie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1592107978659371606'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/1592107978659371606'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/gdzie.html' title='gdzie?'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-8232973803005361443</id><published>2010-10-10T23:48:00.001+02:00</published><updated>2010-10-11T00:05:47.633+02:00</updated><title type='text'>Obecna! 10-10-10</title><content type='html'>Cześć, no i bardzo szybko kolejny weekend się skończył. W sobotę wieczorem zrobiłyśmy sobie małe party – wódka i wino, no niezła kombinacja. Efekty były bardzo przewidywalne tzn. spałyśmy jak dzieci do samego rano, kiedy to o 6: 30 budzik zadzwonił i wzywał do kościoła. 8:45 Już na zajęciach, nawet Pan dr wyjątkowo się nie spóźnił. Ale i tak miałam wystarczająco dużo powodów, aby się zdenerwować. Nieważne. &lt;br /&gt;Dzisiaj wracam do Poznania, mam nadzieję tylko usłyszeć, że jutro rano biegamy na siłowni, zastanawiam się czy nie zrobić sobie intensywnego treningu bieganie + ćwiczenia. To mi pomaga, praktycznie we wszystkim zadowolenie z własnego wyglądu, a może bardziej samopoczucie jest częściowym kluczem do bycia szczęśliwym. A niestety takie weekendy: w biegu, nieregularnym jedzeniem, nadmiarem alkoholu i brakiem snu wpływa jedynie niekorzystnie. Siedzę tu jak wielki balon, któremu oczy się zamykają.  Dlatego fizyczna praca nad sobą pozwoli zniwelować po weekendowe przeciążenie ciała.&lt;br /&gt;A dusza? Dusza leczy się sama, weekendy nic nie zmieniają. Takie wyjazdy jedynie utwierdzają mnie w przekonaniu, że wiem gdzie jest moje miejsce, wiem gdzie jest mi dobrze i wiem, jakie miejsca, obrazy, osoby, potrafią sprawić, iż każdy dzień jest inny, piękny. &lt;br /&gt;Bo mimo tego, iż czułam się jak córka marnotrawna, jak ktoś, – kto przegrał walkę z losem, kiedy z podkulonym ogonem wróciłam do domu, do mamy, do sióstr. Moja kochana rodzina nie dała mi odczuć, mojej własnej, wielkiej porażki życiowej. I to jest piękne, pozwalają mi się samej z tym zmierzyć, wspierają duchowo – to się czuje, jednocześnie o nic nie pytają. Każda z tych osób, chce jednego – szczęścia innych osób w rodzinie, chyba nigdy nasza rodzina nie była tak zgrana i tak piękna. Zawsze marzyłam, aby tak było. Abyśmy umieli borykać się z trudnościami i przeciwnościami losu. Kiedyś było to naprawdę ciężkie, wiadomo 3 dziewczyny w wieku nasto-letnim (każda miała 150 głupkowatych pomysłów na minutę) + mama i tata, którzy gdy mieszkaliśmy pod jednym dachem nie byli dla siebie oparciem. I nagle coś się zmieniło, ale dlaczego i jak? Co się stało? Może głupkowate dziewczynki stały się mądrymi kobietami? A rodzice zamieszkali osobno i każdy dał sobie na wstrzymanie i rozpoczął częściowo oczywiście - nowe życie. &lt;br /&gt;Niestety, gdy wszystko zaczęło się układać i biec swoim rytmem – ja byłam daleko od domu (na wyspach). Wiedziałam wtedy, że najgorsze, co mogę zrobić to wrócić do domu, pamiętałam tylko te głupkowate dziewczynki i rodziców, którym brakuje nitki porozumienia. Po powrocie do Polski, zamieszkałam z narzeczonym – niestety 544km od mojej rodziny, która już wtedy się zmieniła. Przyjeżdżałam na święta, weekendy i widziałam te zmiany – jednocześnie miałam świadomość, że nigdy do tego świata nie wrócę, tak jakby ktoś mnie wykreślił z listy. Zapragnęłam bliskości, zrozumienia i powrotu.&lt;br /&gt;Nigdy nie myślałam, że rodzina może być tak ważna, tak istotna dla duszy, jej pomoc i wsparcie łagodzi jak balsam z aloesem, który dodatkowo tworzy warstwę ochronną przed kolejnymi smutasami. &lt;br /&gt;Chyba dopiero teraz stałam się mądrą kobietą, wiem co w życiu jest naprawdę ważne.&lt;br /&gt;Dlatego doszłam do wniosku, że nie mogę żyć bez rodziny, wróciłam i wpisałam się ponownie do dziennika i jestem za każdym razem, gdy wyczytują listę obecności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-8232973803005361443?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/8232973803005361443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/obecna-10-10-10.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/8232973803005361443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/8232973803005361443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/obecna-10-10-10.html' title='Obecna! 10-10-10'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-3728767062865301860</id><published>2010-10-09T14:17:00.001+02:00</published><updated>2010-10-09T14:17:35.992+02:00</updated><title type='text'>Symbolika dat</title><content type='html'>Przywiązywaliście kiedyś wagę do dat? Na przykład urodzin, imienin, rocznic, miesięcznic, dat, które dla każdego często oznaczają coś innego. Przecież, każdy dzień jest rocznicą, miesięcznicą jest czyimś świętem, oznacza coś ważnego. &lt;br /&gt;21 października to moja magiczna data minie wtedy dokładnie 2 miesiące, od kiedy rozpoczęłam nowy etap w życiu. Pewnie nigdy bym sama nie zwróciła uwagi na datę, że to dziś wróciłam, i że należy tą datę zapamiętać.  Tym bardziej, że stało się to tylko przez nieszczęśliwe zrządzenie losu, które popsuło mi samochód i nie udało mi się dotrzeć do Poznania w wyznaczonym terminie 20 sierpnia. Może to i lepiej. Pewnie, że lepiej. Każda data jest dobra na to, aby coś zakończyć, albo coś rozpocząć. I tylko my znamy ich symbolikę. Dlatego świętujmy każdego dnia.&lt;br /&gt;Świętujmy nowy słoneczny poranek, każdą księżycową nieprzespaną noc w poszukiwaniu spadających gwiazd, świętujmy każdą chwilę, która wyzwala nas z naszych słabości, i każdą, która do nich dopuszcza. Każdy uśmiech na twarzy najbliższych, każde słowo: kocham, każdą myśl… &lt;br /&gt;Świętujmy również to, co nie jest przyjemne, każdego dnia ludzie umierają – pamiętajmy o nich, pamiętajmy, że odchodzą do lepszego świata, że już nie muszą się męczyć i borykać z szarą codziennością. Codziennie ludzie się rozwodzą – domyślam się jedynie, że musi to bardzo przykre, ale nie robią tego, aby było im źle, tylko, aby mogli być wreszcie szczęśliwi, – więc świętujmy wolność i głowa do góry.  Świętujmy błędy i porażki, mocne i przykre słowa, kłótnie i płacz, bo po każdej burzy przychodzi spokój, i po każdej nocy przychodzi dzień. &lt;br /&gt;Kolejna godzina w pociągu tym razem z kawą… taką do picia, niech sobie kumpel Kawa nie myśli…, bo on i tak czasem sobie za dużo wyobraża – czarodziej. Kawa już stoi godzinę, popijam łyk po łyku, bo przecież mam ręce zajęte stukaniem i pukaniem w klawiaturę, ale dopiero teraz poczułam, że to nie kawa z mlekiem, o jaką prosiłam tylko ze śmietaną – niby lepiej, ale gdy kawa zrobiła się już całkiem zimna czuć, jaka jest ohydnie tłusta. Może rzeczywiście kawa powinna być czarna, może wtedy mimo tego, że jest zimna smakowałaby mi – szczerze mówiąc wątpię. &lt;br /&gt;Jeszcze jakieś 40 minut jazdy i będę na miejscu – weekend, z Bienią – heh to jak weekend z każdą Babą ( w pozytywnym tego słowa znaczeniu) Babski weekend i dziś też będziemy świętować, – co? Nic konkretnego tak po prostu, prosto z mostu, że kolejny weekend spędzamy razem,  Bo baby tak muszą od czasu do czasu inaczej przestają być babami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-3728767062865301860?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/3728767062865301860/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/symbolika-dat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3728767062865301860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/3728767062865301860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/symbolika-dat.html' title='Symbolika dat'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-6350343066585982560</id><published>2010-10-09T14:16:00.001+02:00</published><updated>2010-10-09T14:16:56.484+02:00</updated><title type='text'>Weekend</title><content type='html'>8: 00 rano, niestety nie mam dzisiaj jakoś weny twórczej, zobaczymy jak mi dalej pójdzie. Wyobraźcie sobie, że od pierwszego posta, którego napisałam minął prawie tydzień, jest piątek wcześnie rano, a ja znowu popijam kawę w McDonaldzie w Krakowskiej Galerii. Co tutaj robię? Czekam na pociąg za 1, 5 godziny do Dębicy. Tam spędzę dzień z Bienią no i weekend na uczelni. Powrót planowany na niedzielę 23: 00 już w Poznaniu. Otrzymałam właśnie pismo z uczelni o IOS – indywidualnej Organizacji Studiów – bardzo się cieszę nie będę musiała dojeżdżać tak często jak to powinno być w przypadku każdego pilnego studenta. Także wszystko zaczyna się jakoś układać, można to chyba tak nazwać.&lt;br /&gt;Hahahaha słuchajcie hit roku, przez profesora od rachunkowości zostałam nazwana doktorem ojejku – wiem, że ludzie tacy jak on są troszkę zabiegani, nie pamiętają wszystkiego, ale aby studentkę już od dr wyzywać to jest lekka przesada. Spoko mogę poprowadzić zajęcia. Nie będę niestety przytaczać maila, jaki otrzymałam od profesora, ale aby starostę brać za doktora i jeszcze pytać się, jaki przedmiot mogę poprowadzić… heh – każdy, a co przecież dałabym radę &lt;br /&gt;Niestety są rzeczy, które nie przestają mnie dręczyć, które cały czas wracają jak bumerang. Słowa i czyny, gesty, śmiechy, radości i smutki oraz wszystko, co jest z tym związane i prawdopodobnie będzie jeszcze przez jakiś czas. Nie chce o tym z nikim rozmawiać – wiem, że jest to moja sprawa i nie powinnam nikogo innego prócz siebie tym zadręczać, chociaż na dobra sprawę samej siebie też nie powinnam, to, co było minęło i już nie wróci, czasem chcemy się odciąć od tego, co było kiedyś, od przeszłości, od tego, co bolało. Niestety jest to cholernie trudne chociażby, dlatego, że właśnie wracam do tego miejsca.&lt;br /&gt;Pamiętacie kanapę? Chyba stanie się już tradycją, że przed każdym wyjazdem będę na niej leżeć, jest ona bardzo wygodna pozwala się zdrzemnąć. Przenosi w miejsca, które na ziemi nie istnieją (jak statek z dzieciństwa, kiedy razem z siostrami byłyśmy chore, pływałyśmy na kanapie dookoła świata). Wczoraj nawet nie potrafiłam skupić się na filmie. Patrzyłam w sufit i miejsca, sytuacje, ludzie krążyli niespokojnie w mojej głowie. Zastanawiałam się czy po prostu przyznać się do tego, czy zostawić jak jest – zostawiłam, ale przyznaję się tutaj wam wszystkim. To wszystko wciąż jeszcze bardzo boli. Mimo moich starań, mimo starań wszystkich dookoła to nie minie z dnia na dzień, do tego potrzeba czasu. Pozostaje mi jedynie zrozumienie najbliższych i czas, który zawsze regeneruje siły i pozwala (może nie zapomnieć, bo tego się nie da) poczuć się naprawdę wolnym.  Czuję, że powinnam za to wszystko niektórych przeprosić. Za to, aby mimo tego, ze teraz jestem szczęśliwa to niestety musza poczekać, aż dojdę do siebie, pokonam siedzące w głowie myśli i nie zadręczę się. Potrzebuje troszkę zrozumienia, pomocy i wytrwałości, bo jeśli ludzie mnie otaczający nie będą wytrwali to jak ja sobie poradzę?&lt;br /&gt;Mimo wszystko i tak uważam, że jest lepiej niż bym przypuszczała. Może nawet jest bardzo dobrze, niestety nie mogę zawdzięczać tego samej sobie tylko wszystkim i wszystkiemu, co mnie otacza. &lt;br /&gt;Zaskakujące – myślałam, że będę się bardzo nudzić przez ten cały czas, ale ja naprawdę nie mam czasu na nic – dosłownie na nic! Przyszły weekend 16-17 października, pierwszy wolny weekend od dawna. 15.10 są 21 urodziny mojej kochanej Łachuderki. A weekend, to pewnie zależy od pogody, nie chce siedzieć w domu, z drugiej strony nie mam ochotę na wycieczkę – np. pociągiem. Mam ochotę na…. Niespodziankę, do tego przyszłego weekendu jeszcze „wuchta” czasu i prawdopodobnie wszystko wyklaruje się samo, znając siebie, sama sobie zrobię tą niespodziankę – coś wymyślę…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-6350343066585982560?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/6350343066585982560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/weekend.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6350343066585982560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6350343066585982560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/weekend.html' title='Weekend'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-6466496680925125814</id><published>2010-10-07T12:32:00.000+02:00</published><updated>2010-10-07T12:32:01.220+02:00</updated><title type='text'>Spokój</title><content type='html'>Powiem szczerze tak: mimo tego, że tak wiele się dzieje dokoła, mimo wszystko, co jest złe, mimo popchnięć i upadków, mimo złych wiadomości i tego, że pracy brak, na studia daleko, samochód nie jeździ tylko stoi- to jestem spokojna.&lt;br /&gt;Zastanawiam się tylko, co mi daje ten spokój, czy to, kto, albo, co mi pomaga.  I dlaczego to robi. Co jest w nas - was takiego, że pomagamy, czy to jest tak do końca ze free? Przecież pomaganie innym bardzo często dużo kosztuje, czasu, pieniędzy, serca w to włożonego, poświęcenia. Często nie oczekujemy niczego w zamian, albo tylko pozornie, bo zapłatą za pomoc, jest pomoc komuś innemu. Niestety ja jeszcze nie umiem się z tym pogodzić, w głowie mam 150 tysięcy różnych myśli, dlaczego i co i jak i po co? Nie umiem otrzymywać pomocy, zresztą ja zawsze radziłam sobie sama i gdy przez ostatnie 4 lata mogłam liczyć tylko na siebie, tak teraz jest ktoś, komu mogę oddać ten ciężar, robię to niechętnie, przyznaję – podziwiam ludzi, który obarczają innych swoja osobą tak bez krępacji, bo tak jest wygodniej. Ja nie umiem, jednak uczę się tego - otrzymywać pomoc i liczyć na kogoś, gdy skręcę nogę w górach ktoś pomoże mi dokuśtykać na dół. Gdy zabraknie mi benzyny na autostradzie, ktoś wezwie pomoc, gdy dowiem się, że przeszłość za każdym razem do mnie wraca to stłumi lęki, przytuli. &lt;br /&gt;Na samą myśl o tym wszystkim boli mnie znów serce, moje biedne serduszko, które w ostatnim czasie dostało po dupie, całe szczęście nie pozwoli mi o sobie zapomnieć i wciąż bije i co ciekawe, co raz to mocniej, z każdym dniem mniej boli.&lt;br /&gt;Ludzie, którzy są naszymi skarbami, którzy ocierają nasze łzy i zakładają pasy bezpieczeństwa, ludzie, którzy są bardziej cenni niż jakakolwiek fortuna, ludzie, którzy okazują więcej miłości, niż Ci, którzy twierdzą, że naprawdę kochają. Ludzie! Skąd wy się bierzecie, gdzie jesteście, czy może jesteście tylko wytworami naszej bujnej wyobraźni, albo aniołami, którzy są niewidzialni dla reszty…&lt;br /&gt;Proszę pozostań na zawsze, blisko, bo tylko wtedy serce bije spokojnie, bądź i trzymaj za rękę, kiedy boli… bądź, bo moje płuca nie  potrafią już inaczej oddychać, bądź, bo moje serce nie chce już być bez ciebie, pozwalasz mu bić w pięknym rytmie, bądź, bo ono cię kocha.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-6466496680925125814?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/6466496680925125814/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/spokoj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6466496680925125814'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/6466496680925125814'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/spokoj.html' title='Spokój'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-7578471613162107228</id><published>2010-10-07T12:27:00.000+02:00</published><updated>2010-10-07T12:27:49.688+02:00</updated><title type='text'>Nigdy cię nie opuszczę!</title><content type='html'>Czy doznaliście już kiedyś takiego uczucia, które bynajmniej nie ma nic wspólnego z przyjemnością. Niestety. &lt;br /&gt;Dzieje się to tylko wtedy, kiedy jesteś pewny(a), że twardo stoisz na ziemi, gdzie nic, co ludzkie nie jest ci obce, gdzie każdy ma swoje zdanie i tak naprawdę, nie ma rzeczy, które mogłyby nas jeszcze zaskoczyć, a tu nagle- no właśnie wielkie BUM, zaskoczenie, co się dzieje. I tu bardzo bym chciała, aby każdy z was wyobraził sobie tą sytuację, gdy osoba stojąca na ziemi z podniesioną głową ku niebu, z wielkim uśmiechem na ustach, szczerością w oczach i radością spowodowaną spokojem i pewnością tego dokąd ta osoba dąży, każdy z was widzi? To nie jest trudne. I teraz wyobraźmy sobie kata, tzn. ręce, nikogo konkretnego – losu, z drewnianą, albo metalową pałką w dłoniach, która podcina tej osobie od tyłu kolana. Nasz bohater nie ma przecież żadnych szans, został, bowiem zaatakowany od tyłu, niczego się nie spodziewając po prostu upada na kolana z wielkim przerażeniem w oczach, że znowu spada. Bo przecież, co dopiero podniósł głowę ku słońcu. Nagle rozpacz, płacz, wzrok skierowany w ziemię, na sam dół. Dlaczego, kto jest temu winny, – co się tak naprawdę stało, dlaczego to tak boli? Dlaczego, gdy coś w życiu wreszcie zaczyna nam się układać to coś innego rujnuje nam się w oczach? I niestety powoduje to taki ból, takie uderzenie niepewności, strachu, rozpaczy – czy tym razem sobie poradzimy? &lt;br /&gt;Ktoś, kogo znam powiedziałby, że tak „bywa”, takie jest po prostu, życie, a życie to ból i należy się do tego przyzwyczaić i nauczyć z nim żyć, kto z nas jest na to odporny? Kto z nas tak naprawdę, wie, że nasze życie w niczym już nas nie zaskoczy, albo nieważne, co się stanie to i tak nas to będzie mało obchodziło? A kto z nas po upadku nawet nie otrzepie kolan, pójdzie dalej? A czy można nauczyć się takiej odporności? Tak nauczmy się, bądźmy bezwzględni i nieugięci. Sadzę, że tylko osoby, których życie doświadcza cały czas, lepiej, tzn. łatwiej przechodzą takie trudności, a reszta, której nic nie rusza – nie ma serca!&lt;br /&gt;Upadki są normalne i należy się z nich podnosić, inaczej spadniemy na samo dno, a dno pochłonie nas bez reszty.&lt;br /&gt;16: 30 pociąg znowu przyjechał opóźniony w dodatku nie ma w nim prądu, mam jeszcze jakieś 1,5 h pracy, jeśli dobrze pójdzie oczywiście. Dlatego wyłączyłam muzykę za dużo baterii pochłania, może będę mogła jeszcze chwilę pisać. 23 w Poznaniu, będzie ciemno i zimno, ale za każdym razem, gdy wracam w sercu robi mi się ciepło, uśmiech sam rysuje się na mojej twarzy. Poznań to miasto, w którym mogę oddychać – powoduje takie poczucie wolności, a złe myśli nie zakłócają pozytywnej energii. Za każdym razem, gdy wracam doceniam ta oazę spokoju, nic więcej mnie nie musi obchodzić. Widzę mistykę tego miejsca – tak wiedzieliście o tym, że wielkie miasto, pełne spalin, gwaru i próżności ma swoją mistyczną odsłonę. Ma, ale powiem, że nie każdy z was to dostrzeże, sądzę, że łatwiej by było tym, którzy to miejsce utracili. Ja utraciłam, na 4 lata mojego życia, ważne lata i każdego dnia płakałam, i przypominałam sobie słowa, że „nigdy się stąd nie wyprowadzę”, nigdy cię nie opuszczę! &lt;br /&gt;Kochajcie siebie, kochajcie swoich bliskich, chłopaków i dziewczyny, kochajcie swoje miasta i swoje wsie i nigdy o tym nie zapominajcie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-7578471613162107228?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/7578471613162107228/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/nigdy-cie-nie-opuszcze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7578471613162107228'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/7578471613162107228'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/nigdy-cie-nie-opuszcze.html' title='Nigdy cię nie opuszczę!'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7288903845646653605.post-2069250910661032189</id><published>2010-10-07T12:20:00.000+02:00</published><updated>2010-10-07T12:20:24.308+02:00</updated><title type='text'>Szczęście</title><content type='html'>&lt;meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="Content-Type"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Word.Document" name="ProgId"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 12" name="Generator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;meta content="Microsoft Word 12" name="Originator"&gt;&lt;/meta&gt;&lt;link href="file:///C:%5CUsers%5CDziubek%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_filelist.xml" rel="File-List"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CUsers%5CDziubek%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_themedata.thmx" rel="themeData"&gt;&lt;/link&gt;&lt;link href="file:///C:%5CUsers%5CDziubek%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_colorschememapping.xml" rel="colorSchemeMapping"&gt;&lt;/link&gt;&lt;style&gt;&lt;!-- /* Font Definitions */ @font-face	{font-family:"Cambria Math";	panose-1:2 4 5 3 5 4 6 3 2 4;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:roman;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:-1610611985 1107304683 0 0 159 0;}@font-face	{font-family:Calibri;	panose-1:2 15 5 2 2 2 4 3 2 4;	mso-font-charset:238;	mso-generic-font-family:swiss;	mso-font-pitch:variable;	mso-font-signature:-1610611985 1073750139 0 0 159 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal	{mso-style-unhide:no;	mso-style-qformat:yes;	mso-style-parent:"";	margin-top:0cm;	margin-right:0cm;	margin-bottom:10.0pt;	margin-left:0cm;	line-height:115%;	mso-pagination:widow-orphan;	font-size:11.0pt;	font-family:"Calibri","sans-serif";	mso-fareast-font-family:Calibri;	mso-bidi-font-family:"Times New Roman";	mso-fareast-language:EN-US;}.MsoChpDefault	{mso-style-type:export-only;	mso-default-props:yes;	font-size:10.0pt;	mso-ansi-font-size:10.0pt;	mso-bidi-font-size:10.0pt;	mso-ascii-font-family:Calibri;	mso-fareast-font-family:Calibri;	mso-hansi-font-family:Calibri;}@page WordSection1	{size:612.0pt 792.0pt;	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;	mso-header-margin:35.4pt;	mso-footer-margin:35.4pt;	mso-paper-source:0;}div.WordSection1	{page:WordSection1;}--&gt;&lt;/style&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;Dlaczego ludzie decydują się pisać, pisać, o czym? Może, dlatego, że marzą o tym, aby być sławni, albo dlatego, że chcą się wypisać – tzn. wyżalić jak dobrej kumpeli w rękaw, Albo jeszcze z innego powodu, kończą, albo zaczynają jakiś kolejny etap w ich życiu i koniecznie chcą się tym podzielić, albo dostali od życia drugą szansę, a teraz jak biała karta, zapisują po kolei tylko to co może przynieść nam kolejny dzień. A ja? A ja tylko, dlatego, że dawno nic nie pisałam, że przez jakieś ostatnie 4 lata wyszłam z wprawy i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Już naprawdę nie wiem jak coś napisać poprawnie, albo nawet powiedzieć, nawet w podstawówce nie robiłam tyle błędów, – co się ze mną stało? Gdzie jest moja piękna poprawna polszczyzna, to ja zawsze poprawiałam i nigdy nikt nie musiał mnie poprawiać. Dlatego właśnie piszę, będą to prawdopodobnie niekończące się bzdety wypływające, spod palcy, zwykłe uderzenia na klawiaturze, które kolejno wydaja inne dźwięki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;Na co dzień moje życie wygląda całkiem mało zwyczajnie, postępuję dziwnie, nie tak jak chociażby 2 miesiące temu – ten okres zapamiętam do końca życia. Bo gdy nasze, życie zmienia się nie do poznania to pamiętamy te momenty. Życie codzienne z dnia na dzień, w domu z psem, z pracą i studiami, z ludźmi, którzy zawsze twierdzili, że kochają. Czy mi się to podobało? Chciałam, ale to bardzo, aby moja natura przywykła do życia z dnia na dzień, całkiem uporządkowanego, całkiem do rzeczy, bardzo skrupulatnie zaplanowanego i udało mi się, częściowo niestety – bo w tym wszystkim pięknym, prostym, harmonijnym życiu nie udało mi się odnaleźć tego co kocham, tego co ja zawsze uważałam za najważniejsze w życiu, tego co wydaje mi się być najważniejsze dla każdego człowieka – SZCZĘŚCIE i oczywiście wypisuję je z dużych liter, bo to szczęście, o którym właśnie teraz piszę to szczęście nieskończone, takie, dzięki któremu będę wiedzieć, że nic złego już się nie stanie, takie o którym mam tylko ja wyobrażenie (bo każdy szczęście interpretuje inaczej)– pragnę tego jak niczego innego na świecie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;Dlatego właśnie nie zawracam sobie głowy bzdetami jak praca czy pieniądze, chociaż powinnam bo one kiedyś się kończą, a mnie dopadnie za chwilę mój pracoholizm. Dlatego walczę z tym i to bardzo, chociaż w dzisiejszym świecie nie jest to łatwe…. Zresztą… nic nie jest łatwe, wszystko wymaga pracy i poświeceń.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;Poświęceń hehe – no tak bo jest 7: 30 sobota a ja już jestem w Krakowie po całej nocy spędzonej w pociągu z Poznania, niestety zrobiło się zimno, a to oznacza, że październik też się zbliża czyli zajęcia na kochanym UEK-u.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;McDonald jedyna i odwieczna restauracja, która jest otwarta zawsze i wszędzie, dlatego gdy cała galeria Krakowska w sobotni poranek jeszcze głęboko śpi, gorąca kawa, laptop i ja. Zwarci czekamy na kolejny dzień, który tak naprawdę nadszedł wraz z godziną 00:00. Dlaczego o tym piszę? Bo właśnie tutaj usłyszałam motyw przewodni dzisiejszego dnia… don`t worry&amp;nbsp; be happy… Koło godziny 11-12 czekam na bardzo ważną informację dotyczącą mojego samochodu, a raczej stanu technicznego czekam na naprawę już ponad miesiąc, mam nadzieję go odebrać, ale jeśli tak się nie stanie I will be happy anyway. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;Zresztą niesamowite jest to, że, od kiedy mieszkam w Poznaniu, nie mam czasu dla siebie – naprawdę nie wiem jak to się stało – czuję się niesamowicie, wreszcie odkryłam, że to co robię, gdzie jestem, z kim przebywam, pomaga mi dążyć do mojego upragnionego szczęścia, tu jest moje miejsce – tak właśnie. Tylko czy to może trwać wiecznie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;Ostatnie zdarzenia mojego życia pokazały, że jeśli już coś się sypie to wszystko od razu i tym razem boję się, że będzie tak samo, że kto jak kto, ale ja nie mogę okazywać zbyt wielkiego zadowolenia z życia lub samej siebie, bo to wszystko w mgnieniu oka pęknie, a wtedy to już nic nie będzie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 9pt; line-height: 115%;"&gt;Wczoraj wieczorem oglądałam film, wiedziałam, że jest mi ciepło, miło, przytulnie a co najważniejsze – czułam się bezpieczna, jakby ktoś zapiął mi niewidzialne pasy i trzymał mocno, uśmiechnęłam się sama do siebie i zamknęłam na chwilę oczy, może to pesymizm, który przeze mnie przemawia, ale zobaczyłam coś, czego widzieć nie chciałam, perspektywa nocnej jazdy pociągiem (podróżowania i to samej nigdy się nie bałam) w tym momencie przytrzymałam się mocno krawędzi kanapy i pomyślałam, że chcę zostać tu gdzie jestem i nie chce nigdzie jechać, a gdy otworzyłam już oczy, wszystko było po staremu znowu czułam się bezpieczna i z taka myślą wsiadłam do pociągu, noc minęła spokojnie, prócz oczywiście jakiś wrzasków na korytarzu, zapięłam pasy bezpieczeństwa w swojej głowie i już się nie bałam nawet najgorszego uderzenia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7288903845646653605-2069250910661032189?l=maggie-pisanina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/feeds/2069250910661032189/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/szczescie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2069250910661032189'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7288903845646653605/posts/default/2069250910661032189'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://maggie-pisanina.blogspot.com/2010/10/szczescie.html' title='Szczęście'/><author><name>pisanina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06613218491055334766</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_NTvTOSJLV9s/TMPnwVtISZI/AAAAAAAAABI/Fo4L8h2Xxfw/S220/magdu%C5%9B.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
