wtorek, 15 marca 2011

5 minut

Weekend figurował w mojej głowie pod nazwą: pociąg i Dębica.
W sumie 29,5 godziny w pociągu w ciągu zaledwie ok 67 godzin weekendu hmm to sporo, na co przeznaczyłam resztę, w większości na sprawy takie jak obiad, spanie, pogaduszki, a na naukę zaledwie 12h w sumie, czy to ma jakiś sens? Ja pragnę wierzyć, że wciąż ma.
Przesiadka dziwnym trafem była w Trzebini, dziwnie się tam czułam, stojąc na stacji i czekając te 5 minut na kolejny pociąg myślałam o tym dlaczego właśnie tutaj. Stacja wyglądała tak samo jak 15 – 20 lat temu, nic się nie zmieniło. To właśnie z tej stacji jeździłam jako mała dziewczynka do mojej Babci. A 15 lat temu pojechałam do niej po raz ostatni na wakcje, tylko po to aby już tam zostać. Wtedy uwielbiałam jeździć pociągiem, można było sobie pochodzić między przedziałami a ludzie zachwycali się trójką jakże pięknych małych dziewczynek Nic nie zmieniła się ta stacja – tak samo brudna, stara i każdym rokiem bardziej zniszczona. Nagle po ukazaniu się w mojej głowie wspomnienia o przeszłości, pojawiła się całkiem świeża historia. Można by powiedzieć, że ponad pół roku temu również na tej stacji zakończyłam kolejny etap w moim życiu. Przypomniałam sobie czarnego kota (który miał nie wróżyć nic dobrego) przebiegającego przez tory i ze łzami w oczach, ale również z wielką nadzieją na poprawę mojej przyszłości wsiadłam do pociągu. Kończąc coś, co skończyć miałam dopiero umierając, a rozpoczynając coś tak nowego i zaskakującego, jakbym obudziła się po wielkim śnie. Pamiętam bardzo dobrze, że gdy wysiadłam na stacji: „Poznań Główny” pół roku temu po przerażajacym końcu mojego poprzedniego życia przywitały mnie „silne ramiona”, całkiem niespodziewanie, przyjacielsko, one wiedziały jak mi było ciężko. Od tamtego czasu, „silne ramiona” wciąż są w moim życiu i ciągle mnie przytulają i podnoszą na duchu, gdy tylko jest mi źle, lub gdy po prostu nie mogę zasnąć. I tak sobie teraz myślę, że nie chcę innych ramion, chcę tylko te jedyne...

Ale oczywiście nie o tym miałam dziś pisać, chciałam napisać o niespodziance, ale chyba zmieniłam zdanie... niespodzianka, która mnie spotkała popsuła mi troszkę plany na ten tydzień, miałam sprzątać, pisać pracę i skoncentrować się na sobie, aby nie myśleć o niespodziankach, a w najbliższy weekend znaleźć się w Poznaniu i powiem tak: wszystko szlag trafił, bo pojawiła się niespodzianka:)

To nie tylko w moim życiu tak się dzieje... Mamy swoje plany i nagle coś niespodziewanego nam je psuje. Takie jest po prostu życie, niestety ja należę do osób, które nie lubią psuć sobie planów i niestety bardzo źle przeżywam ingerencję w moją przyszłość. Ale muszę się nauczyć... przez ostatnie pół roku uczę się nie planować i plany zmieniać i chyba dość dobrze mi wychodzi, bo dzięki temu ułożyłam w głowie nowy plan, który uwzględni obecność mojej niespodzianki:)

Widzę w mojej wypowiedzi mały bałagan i brak jakiegokolwiek planu, ale niech tak zostanie, 100 tysięcy różnych myśli mam w głowie i nie mogę ich ułożyć w jedną całość. Może to nie czas i miejsce na to. Niech tak zostanie. W piątek otrzymałam książkę od siostry, historia tego dlaczego ta książka miała trafić do mnie i dlaczego akurat ja niby chciałam ją przeczytać – kiedy oczywiście pierwszy raz słyszę, że taka książka istnieje, jest wciąż dla mnie niepojęta. Ale czytam, tzn czytałam w pociągu, niestety zaledwie parę stron przed zaśnięciem, bo widziałam, że niestety inni też chcą iść spać.

Zastanawiałam się czy zabieg przekazania mi tej książki nie był przypadkiem celowy i z premedytacją. Ponieważ, wygląda to tak, jakby ktoś opisał część mojej historii w czyimś życiu, ze wszystkim się zgodzę i pewne fragmenty,ba! Nawet imiona istnieją w moim życiu naprawdę. Tak jakby to wszystko działo się po raz drugi. A fragment dotyczący mieszkania i związków na odległość pasuje do mojego życia jakby dla niego stworzony. Dlatego pozwolę sobie przytoczyć fragment, który mniej więcej brzmi tak:

"Ryba i ptak mogą się kochać, tylko gdzie będą mieszkać?"

Zatrzymałam swoją uwagę na tym zdaniu i zastanawiałam się, gdzie ja będę mieszkać, co ze mną będzie za parę lat, wystraszyłam się... a trzeba było przeczytać od razu kolejne zdanie mówiące, o tym, że to nic prostrzego, trzeba jedynie zadbać o to, aby ryba nauczyła się latać, a ptak nurkować. Trochę szkoda, bo ja zarówno jak głębokiego nurkowani tak i wysokiego latania się boję. Wolę zdecydowanie stąpać na powierzchni i to chyba jest mój błąd, czasem wystarczy nie martwiąc się o nic pozwolić unosić siebie ponad ziemię oraz nurkować w pięknym głebokim podwodnym świecie, bo przecież każdy doskonale o tym wie, że ziemia wygląda dużo lepiej zarówno z lotu ptaka, jak i perspektywy ryby pływającej w wodzie.

Musimy zastanowić się, kim chcemy być, a następnie odpowiednio nauczyć się latać i nurkować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz